Adwokat władzy

Czasem bywa tak, że biografia jednego człowieka zawiera w sobie kwintesencję czasów, w których działał.

Tak zapewne historia potraktuje kiedyś przypadek Romana Giertycha. W tej jednej postaci – jak w lustrze – zobaczyć można istotę III RP z jej wzlotami i upadkami, gwałtownymi emocjami i politycznymi zdradami. Potomek znanego endeckiego rodu, charyzmatyczny wychowawca młodzieży, pogromca aferzystów, najpierw staje się ofiarą medialnej nagonki, a potem sprawcą rządowego przesilenia. Jest przykładem błyskawicznej kariery i spektakularnej dymisji, najpierw politykiem IV RP, a potem adwokatem władzy w „teoretycznym państwie”, działającym na styku mediów i biznesu. Nie sposób do końca ocenić, co w tej biografii jest prawdą, a co autokreacją, ale na pewno mówi ona wiele o Polsce lat 1990–2014.

Od zera do bohatera

Jest maj 2006 roku. Trwa wspierana przez nauczycieli ogólnopolska akcja uczniowska na rzecz odwołania ministra edukacji. Roman Giertych, lider Ligi Polskich Rodzin, wcześniej stały felietonista Radia Maryja, łączy kierowanie resortem z funkcją wicepremiera w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Chce w szkole mundurków i wychowania patriotycznego. Walczy z promocją homoseksualizmu i włącza do średniej ocenę z religii. Dla większości mediów jest więc wrogiem publicznym numer 1. Podczas manifestacji młodzieży wznoszone są hasła: „Giertych do wora, wór do jeziora”. Minister edukacji prezentowany jest w mediach jako szef neofaszystów, główne zagrożenie dla demokracji, kultury i edukacji. W lipcu 2006 roku ambasador Izraela w Warszawie David Peleg publicznie ogłasza, że będzie unikać kontaktów z urzędującym wicepremierem rządu RP.

Siedem lat później ten sam Roman Giertych jest już przedstawicielem European Jewish Association, mecenasem wezwanym do pomocy przez religijnych Żydów, którzy chcą powstrzymać zakaz uboju rytualnego w Polsce. Reprezentuje także w sądzie ministra Radosława Sikorskiego i syna premiera Donalda Tuska. Z ojcem Tadeuszem Rydzykiem spotyka się… tylko w sądzie, gdzie go pozwał. W Radiu Maryja już nie bywa, za to studia TVN i TOK FM stoją przed nim otworem, a „Gazeta Wyborcza” pomaga wykonać atak wyprzedzający na „Wprost” przed publikacją kompromitujących go nagrań. „Newsweek” pisze z zachwytem, że były endek wykonuje dziś „świetną robotę wychowawczą”. Poważnie rozważa się jego kandydaturę na nowego ministra spraw wewnętrznych. Sam zainteresowany skromnie zaprzecza, by był zainteresowany. Wspomina jednak o możliwości powrotu do polityki. Ale tylko wtedy, gdyby trzeba było kraj ratować przed Jarosławem Kaczyńskim.

Liga to ja

Roman Giertych reprezentuje czwarte pokolenie polityków o tym nazwisku. Najsłynniejszy z Giertychów – Jędrzej, dziad Romana, był współpracownikiem i uczniem Romana Dmowskiego. Ojciec – Maciej – długo działał na emigracji, ale po powrocie nie wsławił się walką z komuną. Zasiadał za to w Radzie Konsultacyjnej przy Wojciechu Jaruzelskim i popierał stan wojenny. W III RP był posłem.

Późniejszy wicepremier wszedł w politykę już jako nastolatek, reaktywując przedwojenną Młodzież Wszechpolską. Swój pomysł na stworzenie masowej organizacji opisał w książce „Kontrrewolucja młodych”. Stawiał na budowanie silnych struktur i ideowość członków. W domu uczono go, że kiedyś musi to w końcu przynieść efekt. I przyniosło – w 2001 roku. Z książek dziadka Jędrzeja przejął także lekceważenie dla demokracji i pociąg do autokratycznego systemu rządzenia. Tak tworzył swoją organizację. Tak też rządził później Ligą Polskich Rodzin. – Właściwie nie tyle stworzył, co podstępnie przejął tę partię – uściśla prof. Rafał Broda, opozycjonista w czasach PRL, publicysta i były działacz LPR. Partię utworzono podczas kongresu stronnictw narodowych, gdzie uzgodniono, że Giertych (wówczas lider Wszechpolaków) miał być „tymczasowym” prezesem. Ale władzy raz zdobytej już nie oddał. – Pamiętam, jak mnie wówczas zapewniał, że sam nie pretenduje do żadnej szczególnej roli i wolałby się ograniczyć do służby np. jako pośrednik w ewentualnych kontaktach z Radiem Maryja. Nie mogłem przypuszczać, jak szybko okaże się, że po prostu kłamał i konsekwentnie od początku realizował całkiem inny plan. Miał powstać dynamiczny ruch, otwarty na wiele środowisk, poszukujący nowych ludzi i stwarzający dla nich możliwości. Zamiast tego Giertych wykorzystał LPR jako wehikuł autopromocji – ocenia prof. Broda.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • MichałObrębski
    26.08.2014 16:58

    Panie Redaktorze!

    Pan i Forumowicze zapewne rozerwiecie mnie na kawałki. Powiem jednak to, co powiedzieć trzeba: Duża część obozu „patriotycznego” i „prawicowego” jest podobna do Romana Giertycha. Od zawsze.

    Leszek Moczulski. Agent komunistów, ale, w przeciwieństwie do Andrzeja Olechowskiego, idący w zaparte.

    Jan Maria Rokita. Człowiek o jasnych liberalnych poglądach, które gdzieś zostawił, chyba na pokładzie samolotu Lufthansy.

    Hanna Gronkiewicz-Waltz. Niezupełnie z tych środowisk, ale i ona, pomimo odnowy w Duchu Świętym, niedawno nazwała Donalda Tuska długodystansowcem a obecnie napiętnuje lekarza za odmowę sztucznego poronienia.

    Michał Kamiński był ostatnio na łamach „Gościa” omawiany. Spadną zaraz na mnie razy, ale poseł Artur Zawisza też nie wyglądał obiecująco, kiedy jako członek komisji szarpał Ewę Balcerowicz. Że niczego jej nie udowodni wiedzieli wszyscy, ale nie on.

    I wreszcie – Jarosław Kaczyński, wytrwała nadzieja „Gościa” i pupil wielu Forumowiczów. Cóż, jakoś wszyscy go zdradzają: Wałęsa, Dorn, Kluzik-Rostkowska, Ziobro, Kamiński. Ale czy aby bez powodu? Prezesa, który rząd utworzył w koalicji z populistyczną „Samoobroną”, pojawiał się w towarzystwie Władysława Serafina i dla władzy przetrwał konflikt z ojcem Rydzykiem?

    Prezesa, który nie popierał rozdziału prokuratury od Ministerstwa Sprawiedliwości i nie chce bardzo korzystnych dla kraju jednomandatowych okręgów wyborczych?

    Trudno oczekiwać uczciwości od lewicy. Szkoda jednak, że po drugiej stronie sceny politycznej również jej brakuje i to nie tylko wśród ludzi małych.

    A artykuł jest bardzo dobry. Gratuluję.

    Ukłony,

    Michał Obrębski

     

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie