Wagon wina dla papieża

W Slawonii, biednym, ale gościnnym regionie Chorwacji, nie ma tłumów turystów. Jest za to jedyna w kraju diecezjalna winnica produkująca doskonałe wina mszalne. Dochód z ich sprzedaży w tym roku przeznacza na pomoc ofiarom niedawnej powodzi.

Jest upalny, letni dzień, a tu, w Dźakovie, temperaturę odczuwa się mocniej niż w innej części kraju. I dobrze, bo slawońskie słońce musi osuszyć zalane niedawno wsie i ogrzać zieleniejące na stokach winne krzewy, na których właśnie pojawiły się owoce. Nikt nie narzeka na upał, najwyżej na władzę, która zapomniała o rolniczej Slawonii. Tu nie ma turystów, jak w Dalmacji, i jest trochę sennie w samo południe przed wyrastającą jak czerwona góra XIX-wieczną katedrą, dowodem dawnej świetności tego miasta. Spod katedry wyruszamy do wsi Trnawa, gdzie od 300 lat archidiecezja dźakovsko-osijecka, jako jedyna w kraju, produkuje swoje słynne mszalne wina. Powódź, która niedawno spustoszyła okolicę, nie dotarła do winnicy, dlatego diecezja będzie mogła przeznaczyć część dochodu ze sprzedaży win na pomoc ludziom, którzy stracili w powodzi dobytek. Trafiło do nich już 4 mln kun.

W biskupiej winnicy
Diecezja dźakovsko-osijecka leży w tej części Chorwacji, o której politycy chcieliby dziś zapomnieć. Mieszkańcy z nostalgią wspominają czasy sprzed rozpadu Jugosławii, kiedy ten rolniczy region, słynący ze wspaniałych wyrobów mięsnych i win, przeżywał swoją świetność. Zła polityka nowych władz po utworzeniu niezależnej Republiki Chorwackiej i źle przeprowadzona prywatyzacja doprowadziły region do ruiny, a ludzi do biedy i emigracji. Slawonia, nazywana kiedyś spichlerzem kraju, a przede wszystkim Dźakovo, karmiła całą Dalmację. Dziś mieszkańcy masowo opuszczają miasto w poszukiwaniu pracy, choćby sezonowej, nad morzem, bo rolnictwo niewiele obchodzi państwo, choć ziemia tu żyzna i rodzi. Najlepiej winogrona.

Wino w Chorwacji to tradycja i kultura. Winnicę w Slawonii ma prawie każdy gospodarz na własny użytek. Ma ją i diecezja dźakovsko-osijecka, a mszalne wina produkuje od ponad 300 lat. Pierwsza wzmianka o nich pojawia się w kronikach z XIII w. Największy rozkwit winnicy związany jest z osobą bp. Josipa Juraja Strossmayera, który osobiście nadzorował budowę piwnic, w Trnawie w 1870 r. i 5 lat później w Musiciu, oraz odnowił i rozszerzył istniejącą piwnicę w Mandićewacu. Dzięki niemu z Wiednia do Trnawy trafił cud techniki winiarskiej, pierwsze w pełni zmechanizowane urządzenie do wyrobu wina. Ogromna drewniana beczka okuta żelaznymi obręczami, ustawiona na szynach, wyposażona w dźwignie, korby i łańcuchy, do dziś robi wrażenie, choć służy już tylko jako eksponat przypominający o poprzedniej epoce. Walory wina z Dźakova docenili klienci w Paryżu, Wiedniu, Trieście i Zagrzebiu. Do dziś w dębowych beczkach w XIX-wiecznej łukowatej piwnicy bp. Strossmayera dojrzewa mszalne wino. Jego znakiem rozpoznawczym są biskupie herby na etykietach. Jednego z nich – traminaca – podczas swojej ostatniej pielgrzymki do Chorwacji w 2003 r. próbował św. Jan Paweł II.

Nikt nie zna się lepiej na goszczeniu niż Slawońcy. Tu wpada się do sąsiadów bez zapowiedzi, wystawia na stół, co się ma, i rozmawia, a często i śpiewa do nocy. Tę atmosferę mógł poczuć i św. Jan Paweł II, o czym z dumą opowiada mi mój przewodnik ks. Stjepan Karalić, archidiecezjalny ekonom i gospodarz prawie 30-hektarowej plantacji, który osobiście częstował papieża traminacem. – Nasze wino musiało mu smakować – mówi – ponieważ abp Srakić, dziś już emeryt, obiecał wysłać do Rzymu ojcu świętemu kilka butelek. Chorwaci bardzo kochają Jana Pawła II, więc przygotowali mu cały wagon (10 tys. butelek).

Ks. Karalić uratował podupadającą winnicę, kiedy przed 40 laty nieżyjący już abp Cyryl Kos poprosił go o pomoc w odnowieniu diecezjalnej plantacji. – Było tego 12,5 ha, na których pracowało się końmi – wspomina. – Dlatego w pierwszej kolejności należało uprawę zmechanizować. Wino to dziedzina chemii. Ja jestem teologiem i potrzebowałem do pomocy enologa. Jeździłem do różnych winnic, słuchałem, co mówią ich właściciele, jak pracują – opowiada mój przewodnik. Dziś wino obrabia się we francuskich pneumatycznych preszach, w których leżakuje, a jego jakość potwierdzają nagrody zdobywane na wystawach, m.in. w Anglii. Oprócz św. Jana Pawła II w tutejszym traminacu rozsmakowali się także Japończycy. Właśnie do Kraju Kwitnącej Wiśni co roku archidiecezja eksportuje znaczną część swojej produkcji. Potrzebni są kolejni odbiorcy, bo rocznie przybywa 150–180 tys. litrów wina, kvalitetnego i vrhunskiego, czyli z najwyższej półki, choć niedrogiego. – Dlaczego by nie wejść we współpracę z jedną z diecezji polskich? – pyta ks. Stjepan Karalić. – Przecież tyle nas łączy: historia, papież, nawet język – wymienia. Dlaczego polscy księża nie mogliby używać do sprawowania Mszy św. właśnie chorwackiego wina, skoro tak zasmakowało pochodzącemu z Polski papieżowi?

«« | « | 1 | 2 | » | »»
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie