Z różańcem na czołgi

Podczas gdy żołnierze AK walczyli zbrojnie z Niemcami, Maria Okońska i jej koleżanki w powstaniu warszawskim używały „różańcowych granatów” i „zapalających bomb modlitwy”.

Warszawa, 1 sierpnia 1944, godz. 17. Na ulicach pojawia się coraz więcej żołnierzy Armii Krajowej strzelających do niemieckich żołnierzy, opanowujących kolejne pozycje, walczących o wyzwolenie polskiej stolicy. W tym samym czasie trzy młode kobiety schodzą do kaplicy domu zakonnego sióstr zmartwychwstanek i obejmują swoją placówkę. Zaczynają nieustanną adorację Najświętszego Sakramentu w intencji powodzenia powstania i dusz wszystkich warszawiaków. Modlą się, odmawiają Różaniec, kolejne litanie. Mają też własne wezwanie: „Wolną, katolicką Polskę racz nam dać, Panie”.

Walka duszpasterska

Gdy wybucha powstanie najstarsza z nich, Maria Okońska, ma 24 lata (z nią modlą się jeszcze 21-letnia Janina Michalska i 22-letnia Maria Wantowska). W konspiracji studiuje polonistykę, pedagogikę i psychologię. Chce zbudować „Miasto Dziewcząt” – placówkę duszpastersko-wychowawczą dla młodych kobiet, która miałaby je przemieniać na kształt Maryi.

Dwa lata wcześniej z koleżankami założyła luźną wspólnotę, która miała tę ideę zrealizować. Spotkały się 26 sierpnia w Szymanowie. – Po krótkiej modlitwie policzyłyśmy się i wtedy okazało się, że jest nas osiem. Co to jest osiem? Zastanawiałyśmy się długo w milczeniu, nagle wpadłyśmy na pomysł – przecież jest osiem błogosławieństw! Otworzyłyśmy Ewangelię i zaczęłyśmy ją odczytywać. Wtedy przyszło nam do głowy, że będzie to po prostu program naszego życia wewnętrznego – pisze Okońska w swoich wspomnieniach „Przez Maryję wszystko dla Boga”. Tak powstały „Ósemki”. A rok później, podczas rekolekcji w Laskach, późniejszy Prymas Tysiąclecia Stefan Wyszyński zgodził się zostać ich opiekunem duchowym.

Decyzję podjęły w Laskach po długiej modlitwie. – Pójdziemy do powstania z obliczem Matki Bożej Jasnogórskiej. Będziemy ludziom mówić o Niej; w tragicznych momentach będziemy budzić ufność i nadzieję – wspominała po latach Okońska. Chciały mieszkańcom rozdawać obrazki i medaliki, a także zorganizować punkt modlitwy. „Gdy powstańcy będą walczyć, a sanitariuszki opatrywać rannych, wtedy ktoś musi klęczeć, modlić się za nich i wołać do Boga o ratunek przez przyczynę Matki Najświętszej”.

Nie było to łatwe zadanie. Tylko trzem z nich udało się dotrzeć na miejsce spotkania. Już pierwszego dnia pocisk wyrywa dziurę w ścianie kaplicy, w której modlą się młode kobiety. Wspólnie z siostrą przełożoną oraz dziewczętami z podległego im internatu przenoszą w procesji tabernakulum w głąb budynku. Cały czas się modlą, a zachęca je do tego fragment z Dziejów Apostolskich przeznaczony w mszale na ten dzień, a opowiadający o tym, jak nieustanna modlitwa Kościoła doprowadziła do uwolnienia św. Piotra z więzienia.

Po pewnym czasie tabernakulum trzeba było jednak przenieść jeszcze niżej, do piwnicy. W końcu po niecałym tygodniu uciekły z Woli, mordowanej przez Niemców i sprzymierzonych z nimi Rosjan i Ukraińców.

Nowa mobilizacja

– Siedząc na jakiejś skrzynce, pisałam na zdobytych kartkach papieru apel do Warszawy, w którym zawarłam całą ideologię naszej powstańczej pracy – wspominała Okońska. Tak powstała „Nowa mobilizacja walczącej Warszawy”, w której wzywała mieszkańców do odbycia „narodowych rekolekcji Przemienienia”, trwających od 15 do 26 sierpnia, między dwoma świętami maryjnymi. Zachęcała do spowiedzi, modlitwy różańcowej i przyjmowania Komunii. „Gdy cała Warszawa sypnie ogniem różańcowych granatów, gdy padną z serc naszych zapalające bomby modlitwy, gdy każde serce zjednoczy się z Bogiem, który jest nam wierny i na pozycjach walki, i w tułaczce podziemnej – zwycięży Ojczyzna, runie w zniszczeniu nieprzyjaciel, zapanuje miłość na świecie” – pisała pełna młodzieńczej werwy, podpisując całość jako „Młodzież Warszawy”. 26 sierpnia wszyscy warszawiacy mieli wziąć udział w dziękczynnych Mszach św.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Zibi89
    29.08.2014 10:43
    Oto tekst, który powstał z przynaglenia Ducha w odpowiedzi na wydarzenia dnia codziennego życia publicznego Najjaśniejszej Rzeczpospolitej:

    Oto jest kielich piołunu, z którego przyszło Wam pić, a który jest zwiastunem waszej klęski. To co wydaje się Wam waszym zwycięstwem jest tak naprawdę waszą porażką. Gorzki smak piołunu mówi Wam o tym, że odstąpienie od Chrystusa, JEGO Przykazań i realizacji własnego powołania jest waszą największą porażką życiową. Szukacie poklasku, nie szczerości. Szukacie nie tego co potrzeba. Odstąpiliście od Waszej drogi życiowej, a wstąpiliście na drogi tego świata. Dlatego też jesteście nieszczęśliwi. I takimi pozostaniecie, do czasu kiedy nie wybierzecie poznania Chrystusa ponad wszelkie dobra tego świata.

    Gdybyście mogli powtórzyć te słowa: Pragnę być zawsze jak Paweł, nigdy zaś jak Neron. Nigdy nie szukać własnej chwały i uznania zwłaszcza w oczach tego świata i występnych. Nie musielibyśmy wtedy codziennie popełniać samobójstwa, które jest efektem naszej śmierci duchowej i występności. Wiemy bowiem, że w oczach Boga wielka jest jedynie pokora i sumienne wypełnianie JEGO woli poprzez wypełnianie woli swoich przełożonych, nie zaś to co w oczach tego świata otoczone jest uznaniem i blichtrem. Odstąpiliśmy od naszego powołania, ale nie chcemy już kroczyć drogami występnych, lecz uznajemy w prawdzie, że władza jest czymś innym niż panowanie. Uległość można wymusić agresją fizyczną lub słowem nieczystym. Na zaufanie i szczerość trzeba sobie zasłużyć poprzez czyny miłości względem Boga i bliźniego. Panie, pomóż nam budować szczere więzi między nami, a Narodem, który jest jedynym suwerenem, więzi oparte na miłości. Niech nigdy już prawo, które stanowimy, a przestępowaliśmy je nie stawia towarzyszy ponad obywatelami, a będzie DLA wszystkich jednakowo traktującym środkiem rozstrzygającym spory. Jego słuszność powinna być zawsze stawiana ponad skutecznością. Powinna być jego jedyną miarą. Nie chcemy się już czuć niewolnikami prawa, lecz wolnymi. Powołanymi do miłości, sprawiedliwości i pokoju w Chrystusie! Oto my występni przychodzimy do Ciebie, Panie Jezu Chryste i padamy do Twoich stóp, uznając CIĘ za naszego jedynego Pana i Zbawiciela, i przyznajemy się do wszelkich czynów nieczystych, któreśmy popełnili dla własnych korzyści i wg kłamstwa przed ludźmi, i błagamy Panie o Twoje Miłosierdzie, na które zasłużyć w żaden sposób nie możemy. Obdarz nas Panie łaską i daj nam Swoje zbawienie! A tym, któryśmy zawinili zwracamy poczwórnie. Myślą, mową, uczynkiem i zadośćuczynieniem materialnym, tam gdzie jest to możliwe i wskazane.

    Pokój Wam!
  • Alpejski
    29.08.2014 12:13
    „Pamiętam radość z tego odkrycia, że chociaż Warszawa ginie – ta moja ukochana Warszawa, stolica naszego narodu – ginie w stanie łaski uświęcającej!”
    Z tych słów wieje grozą…

    Miał racją Jan Karski, kiedy nauczał, że żadna polska ofiara tej rzezi, jaką było Powstanie nie przyśpieszyła końca wojny, ale osłabiła zasoby i siłę polskiego Narodu. Miał rację generał Anders, kiedy mówił o zbrodni dowództwa AK, które wywołało to powstanie.

    Gościu kochany nie propagujcie takiego myślenia o patriotyzmie – to katastrofa! Myślicie, że ta zagłada 200 000 ludzi była Bogu miła?

    Polskie siły zbrojne walczyły na wszystkich frontach II wojny światowej z honorem i skutecznie.

    Niepotrzebna była ta ofiara z życia cywilów, dzieci, matek i gadanie o radości z odkrycia, że duszyczki idą do Nieba to gadanie od rzeczy. Brrrrr! Prawdziwy koszmar.
  • An-nen
    04.09.2014 13:39
    Śmiać się, czy płakać. Nie wiem, zaiste...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie