Walka ministra z kolejkami

Rząd udaje, że możemy uciec przed dylematem: czy wolimy płacić więcej, czy stać miesiącami w kolejce do lekarza.

Na badanie rezonansem magnetycznym w Centrum Onkologii im. Franciszka Łukaszczyka w Bydgoszczy trzeba czekać 40 dni (dane Narodowego Funduszu Zdrowia). To i tak dobrze: w Koninie, zanim dojdzie się w kolejce do celu, mija 7 miesięcy. Te placówki nie są wyjątkiem. W większości ośrodków zdrowotnych w Polsce chorzy na zaćmę czekają na zabieg ponad rok. W przypadku chorób śmiertelnych diagnozy, nie mówiąc o zabiegu, można zwyczajnie… nie doczekać.

Z tym zjawiskiem postanowił walczyć rząd, z ministrem zdrowia Bartoszem Arłukowiczem na czele. Choć niektóre projekty ustaw potrafią latami czekać na uchwalenie, przyjęcie wymyślonego w ministerstwie zdrowia „pakietu antykolejkowego” zajęło posłom i senatorom niewiele ponad miesiąc. Za pośpiechem nie poszła jednak dokładność.
 

Propozycje bez pieniędzy

Podstawowym celem uchwalonych zmian jest skrócenie kolejek do lekarzy, zwłaszcza dla pacjentów onkologicznych. Problem jest poważny: rocznie leczy się w Polsce ponad 800 tys. chorych na raka; u 140 tys. osób wykrywa się nowotwory złośliwe – umiera na nie ponad 90 tys. osób. W myśl zmian pacjent, w stosunku do którego lekarz podstawowej opieki zdrowotnej będzie miał podejrzenia, że jest chory na raka, otrzyma „kartę diagnostyki i leczenia onkologicznego”, dzięki której będzie miał pierwszeństwo w kolejce do badań. Gdyby wykazały one chorobę, w ciągu dwóch tygodni ma trafić pod opiekę zespołu specjalistów. Łącznie cały proces diagnostyki ma trwać nie dłużej niż 7 tygodni.

Problem w tym, że wprowadzenie tych zmian jest nierealne. – Ministrowi Arłukowiczowi wydaje się, że to, co zapisane na papierze, automatycznie się urzeczywistnia. Nie da się skrócić kolejek bez poniesienia dodatkowych kosztów. W planie finansowym NFZ na 2015 rok nie ma nawet śladu pieniędzy, które miałyby pójść na pokrycie realizacji tych zmian – mówi „Gościowi Niedzielnemu” przewodniczący sejmowej komisji zdrowia, poseł Prawa i Sprawiedliwości Tomasz Latos. I dodaje, że największym problemem jest brak dodatkowych pieniędzy na świadczenia, niedobór specjalistów (głównie onkologów i patomorfologów) oraz sprzętu. Kolejki tworzą się bowiem wtedy, gdy trzeba ograniczyć przyjmowanie pacjentów z powodu zbyt małej liczby lekarzy lub, co również bardzo częste, by nie przekroczyć limitu pieniędzy wyznaczonego w umowie z NFZ. Ten problem ma rozwiązać zniesienie limitowania świadczeń onkologicznych. – Dobrze, że ministerstwo zauważyło, że ograniczanie pacjentom onkologicznym dostępu do badań i leczenia to barbarzyństwo – mówi GN przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy dr Krzysztof Bukiel. – Już dawno postulowaliśmy zniesienie limitowania. Mam jednak obawy, że nielimitowanie tych świadczeń będzie się odbywało kosztem innych, na które placówki dostaną mniej pieniędzy – dodaje.
 

Onkologiczny buspas

Chyba najbardziej kuriozalnym rozwiązaniem dotyczącym pacjentów onkologicznych, które znajduje się w antykolejkowym pakiecie, jest wprowadzenie „minimalnego wskaźnika rozpoznawania nowotworów”, którym będą musieli wykazać się lekarze, jeśli będą chcieli zachować prawo do przyznawania „karty diagnostyki i leczenia onkologicznego”. Jeśli wykrywalność będzie niższa, lekarz będzie musiał wziąć udział w specjalnym szkoleniu. – Gdy lekarz wykryje przy badaniu RTG powiększoną wnękę w klatce piersiowej, która może wskazywać na nowotwór, musi wysłać pacjenta na dodatkowe badanie. Odetchną z ulgą, gdy okaże się, że to jednak nie jest rak, a np. naczynia krwionośne. Jednak będzie to oznaczało spadek wskaźnika rozpoznawania nowotworów u tego lekarza. W efekcie lekarze mogą bać się ubiegać o możliwość wydawania karty z obawy przed konsekwencjami zawodowymi – mówi poseł Latos, z zawodu lekarz radiolog.

Stworzenie odrębnej kolejki dla chorych na raka przeczy innemu celowi pakietu, czyli ograniczeniu kolejek w ogóle. – Ten „onkologiczny buspas” spowoduje, że pozostałe ścieżki do lekarzy się zatkają – mówi dr Bukiel. Na preferowaniu pacjentów onkologicznych mogą stracić osoby cierpiące na inne, równie poważne schorzenia, np. pacjenci po udarze lub ze stwardnieniem rozsianym, ponieważ w diagnozowaniu ich chorób wykorzystuje się podobne metody. Problemem nie jest bowiem sposób zarządzania kolejkami, ale niedobór środków i specjalistów.
 

Skracanie przez wydłużanie

Nietrafione są także inne zmiany, które w zamyśle mają usprawnić dostęp pozostałych pacjentów do lekarzy. Dobrym pomysłem może wydawać się zakaz wpisywania się do kilku specjalistów naraz, z nadzieją, że to zwiększy szansę na szybsze leczenie. Lekarze przyznają, że tego typu działania zaburzają dzienny rytm pracy i wydłużają kolejki innym pacjentom. Jednak jest to walka z objawem problemu, a nie z jego źródłem – chorzy nie zapisują się do kilku lekarzy, bo mają taki kaprys, tylko dlatego, że wiedzą, jak trudno dostać się do specjalisty. Zdaniem eksperta Instytutu Sobieskiego dr. Janusza Bolanowskiego (z zawodu kardiologa), wprowadzenie tej zmiany wynika z braku znajomości realiów codziennej pracy lekarza. – Średnio co trzeci zapisany do mnie pacjent nie przychodzi.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie