Słowenia już nie leci

Jeszcze niedawno jej sukces wzbudzał zazdrość w byłej jugosłowiańskiej rodzinie. Dziś Słowenia ma kłopoty, z których nawet nowa unijna rodzina może nie być w stanie jej wyciągnąć.

Jak się mówi: Słowacja czy Słowenia? Obie formy są poprawne… Ten zapożyczony z tematu „Irak czy Iran” dowcip dobrze oddaje orientację, jaką ma przeciętny Europejczyk na temat kraju wciśniętego między Austrię a Włochy, Chorwację i Węgry. Najczęstsze skojarzenie ogranicza się do zdania: kraj tranzytowy w drodze do Chorwacji. Z drogą winietą za autostradę. „Jak Słoweńcy zmieniają biegi w aucie? Pierwszy, drugi, granica” – żartują kierowcy. Bardziej zorientowani kojarzą Słowenię z turniejami skoków narciarskich. I też żartują: „Dlaczego punkt K na skoczni w Planicy ma tylko 250 m? Bo inaczej skoczkowie lądowaliby w Austrii”.

Dowcip, czyli zazdrość

Ten faktycznie mały kraj bynajmniej nie zasługuje na skojarzenie wyłącznie z „tranzytem do Chorwacji”. Sam posiada znakomite walory turystyczne – nawet jeśli Chorwaci żartują sobie, mówiąc, że aby romantyczny spacer wzdłuż słoweńskiego wybrzeża nad Adriatykiem trwał wystarczająco długo… trzeba zawracać przynajmniej 10 razy. Można powiedzieć, że ilość żartów na temat Słowenii i Słoweńców jest wprost proporcjonalna do zazdrości i podziwu zarazem, jaki ten kraj wzbudzał jeszcze do niedawna u swoich sąsiadów, zwłaszcza w byłych republikach jugosłowiańskich. Co więcej, w dziesiątce krajów, które w 2004 roku wstępowały do Unii Europejskiej (w tym Polski), Słowenia była zdecydowanym liderem gospodarczym. Dziś po tym sukcesie zostały tylko wspomnienia. Pogłębiająca się recesja, rosnące bezrobocie, ogromne zadłużenie, drastyczny spadek PKB i praktycznie bankructwo państwa stawiają Słowenię w towarzystwie czarnych owiec strefy euro. Bo tak się akurat składa, że początek problemów Słoweńców zbiegł się z radosnym rozstaniem z narodową walutą i przyjęciem unijnej. I choć to nie samo euro jest bezpośrednim powodem kłopotów Słoweńców, to również z powodów historycznych ma to wymiar symboliczny.

Siostra odłączona

Słowenia już raz przerabiała eksperyment ze wspólną walutą dla gospodarek różnych prędkości. Będąc częścią składową Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii, Słoweńcy posługiwali się tym samym pieniądzem, co Chorwaci, Serbowie, Bośniacy, Macedończycy i Czarnogórcy, czyli dinarem jugosłowiańskim. Dziś, po wielkim projekcie, który pod serbskim patronatem przez dekady dławił narodowe aspiracje pozostałych członków federacji, zostało, jak wiemy, kilka samodzielnych państw. Każde z nich w różny sposób przeżyło rozpad tego organizmu. Większość z nich doświadczyła tego w sposób wyjątkowo bolesny – krwawa wojna na Bałkanach w latach 90. ubiegłego wieku przyniosła setki tysięcy ofiar. Słoweńcy rozstali się z Jugosławią najmniej boleśnie. Mieli też najwięcej powodów ekonomicznych, żeby uniezależnić się od Belgradu.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie