Maratończyk

Yared Shegumo mówi, że medalem spłaca dziś dług wdzięczności Polsce i wszystkim osobom, które przez tyle lat mu pomagały.

Trudno uwierzyć, ale to był dopiero jego pierwszy zagraniczny start w biegu maratońskim. Dotąd trenował poza Polską, ale startował jedynie w krajowych maratonach, w Łodzi i w Warszawie. Na mistrzostwa kontynentu do Zurychu pojechał raczej jako wsparcie dla kolegów. Tymczasem zarówno lider drużyny Henryk Szost, jak i prowadzący przez długi czas stawkę Marcin Chabowski nie wytrzymali trudów maratonu i zeszli z trasy. Za to Yared do końca zachował siły, chłodną głowę i sięgnął po srebro. Pierwsze w historii naszego kraju na tym dystansie.

To nie jest raj dla biegaczy
Do Polski trafił w 1999 roku jako szesnastoletni uczestnik mistrzostw świata kadetów (czyli młodszych juniorów) w lekkoatletyce.

Nie chciał wracać do ogarniętej wojną Etiopii, gdzie czekało na niego powołanie do armii. Wiedział, że jest w Europie, choć jak dziś przyznaje, „Poland” pomyliło mu się wówczas z „Holand”. Odłączył się od ekipy i trafił do obozu dla uchodźców w Otrębusach, gdzie spędził półtora roku, pozbawiony środków do życia, samotny w obcym otoczeniu. Można powiedzieć, że żył z biegania, wspierali go bowiem organizatorzy różnych amatorskich zawodów.

Potem trafił do Polonii Warszawa, gdzie zaczął trenować najpierw krótkie, potem średnie dystanse. Biegał na tyle szybko, że Polski Związek Lekkiej Atletyki pomógł mu w staraniach o obywatelstwo i wystąpił z wnioskiem o oficjalne przeniesienie Shegumo do reprezentacji Polski. Od 2003 roku zaczął już biegać z orzełkiem na koszulce.

Z rówieśnikami radził sobie bez większych problemów. Trzy razy zdobył młodzieżowe mistrzostwo kraju, potem zaczął wygrywać także z seniorami. Gdy w lutym 2004 roku w Lipsku pobił liczący 31 lat rekord Polski na 3000 metrów, wydawało się, że mamy następcę Bronisława Malinowskiego. Rok później nie poszło mu jednak już tak dobrze w halowych mistrzostwach Europy. Odpadł w eliminacjach. Wtedy przekonał się, że Polska to nie jest raj dla lekkoatletów. Że pieniądze są… ale jedynie dla wąskiej grupy sportowców z szansami na olimpijskie medale. Pozostali muszą radzić sobie sami. A Yared właśnie założył rodzinę.

Polski los
„Miałem dziewczynę, Birtukan. Ona biegała na 100 m przez płotki i skakała w dal. W 2005 roku pobraliśmy się. Ślub był w Addis Abebie. Chciałem, żeby mieszkała ze mną w Warszawie, ale nie mieliśmy pieniędzy. Klub Polonia Warszawa, bo wtedy tam trenowałem, też był biedny. Moje sukcesy w biegach nie przekładały się na finanse” – wspomina medalista z Zurychu.

Może to zabrzmi gorzko, ale w ciągu kolejnych kilku lat Shegumo rzeczywiście podzielił los wielu swoich rówieśników z Polski. Aby utrzymać rodzinę, musiał za chlebem emigrować do Anglii. A tam przestał biegać, bo pracował po 10 godzin dziennie w magazynie, jako ochroniarz i operator wózka widłowego. W 2011 roku z zarobionymi funtami wrócił do swojej drugiej ojczyzny, by jeszcze raz spróbować sił w sporcie. Mimo braku treningów w spektakularny sposób wygrał największą w Polsce biegową masową imprezę „Biegnij, Warszawo”. Niewiele to jednak zmieniło. Jak sam przyznaje, był wtedy przekonany, że jego przygoda ze sportem na dobre się skończyła. I wtedy, jak to czasem w życiu bywa, trafił na swoich „aniołów stróżów”: trenera i sponsora. „Wzruszyła mnie historia życia Yareda, skromnego, pogodnego i bardzo pracowitego sportowca. Wpisała się w moje życie. Mnie się powiodło, więc jak tylko mogę, pomagam ludziom. I pomogłem także jemu” – wspominał Jacek Podoba, przedsiębiorca, który wtedy otoczył biegacza opieką.

Rok 2012 okazał się w jego życiu przełomowy. Zaczął wtedy regularnie trenować, znalazł sponsora, na świat przyszła jego córka Elroie. „Dostałem jeszcze wsparcie od PZU, pomógł też PZLA. Teraz mam kawalerkę komunalną w Warszawie. Kiedy w Polsce jest zimno, to lecę trenować do Etiopii. Tam też przygotowywałem się do mistrzostw Europy od połowy czerwca do 14 sierpnia i od razu przyleciałem do Zurychu” – mówił szczęśliwy na mecie najważniejszego jak dotąd biegu. „Ten medal dedykuję córce, a synek Aron, który urodził się 9 lipca, poczeka. Medalem spłacam też dług wdzięczności Polsce i wszystkim osobom, które przez tyle lat mi pomagają” – powiedział Shegumo.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie