Pokój w Ciechocinku

Jak doszło do tego, że obrońcy Westerplatte i marynarze z pancernika Schleswig-Holstein podali sobie ręce?

Pokój z tobą – wyszeptał wzruszonym głosem starszy mężczyzna w polskim mundurze i podał rękę rówieśnikowi w granatowej marynarce z odznaką niemieckiej Kriegsmarine. – Friede sie mit euch – odpowiedział Niemiec. Polak we wrześniu 1939 r. bronił Westerplatte. Niemiec strzelał do niego z pancernika Schleswig-Holstein. 30 sierpnia 1993 r. znowu się spotkali – w kościele w Ciechocinku na Kujawach podali sobie ręce na znak przebaczenia.

Latawce

– Koza – Ziege, mucha – Fliege, stół – Tisch, ryba – Fisch – uczy się polskiego mały Johannes Gehrmann. Mieszka we wsi Lulkowo pod Toruniem. Jest rok 1940. Ojciec Johanna, niemiecki policjant, służy w okupowanej Polsce. – Nie był nazistą – będzie opowiadał kilkadziesiąt lat później dorosły Johannes. – Kiedy zostawał policjantem, w Niemczech nikt nie słyszał o Hitlerze. W czasie okupacji Johann gra w piłkę z polskimi chłopakami, kąpią się w zamulonym stawie, puszczają latawce. Polski ksiądz przygotowuje go do Pierwszej Komunii. Dwa razy do roku przychodzi po kryjomu do domu Gehrmannów – wyspowiadać niemieckiego policjanta. Pod koniec wojny Gehrmannowie uciekają w popłochu przed Armią Czerwoną. Nie uda im się przedostać do Rzeszy. Gdy umilkną działa, matka z Johannesem i jego dwiema siostrami jedzie do wsi Jaroty koło Olsztyna – to rodzinne strony Gehrmannów. Niemieckiej ludności, która mieszkała na Warmii od wieków, nie jest łatwo. Przesiedleńcy z Kresów i Polski centralnej obwiniają miejscowych Niemców za hitlerowskie zbrodnie. – Szwab, niemiecka świnia – słyszy za sobą Johannes. To polska rówieśnica krzyczy tak za nim, gdy wracają ze szkoły. W 1948 r. Gehrmannowie wyjeżdżają z Polski. Johannes zostanie księdzem.

Marynarz

25 sierpnia 1939 r. do Gdańska zawija niemiecki okręt szkoleniowy Schleswig-Holstein. Wizytę nagłośniono jako kurtuazyjną – pancernik przybył oddać hołd niemieckim marynarzom poległym na Bałtyku w I wojnie światowej. Ale dowódca okrętu ma tajne rozkazy – wcale nie pokojowe. Po pokładzie paraduje w galowym mundurze Martin Menzel, 22-latek z Jaworza na Dolnym Śląsku. Jest celowniczym. Do marynarki zaciągnął się, żeby zobaczyć świat. 31 sierpnia załoga okrętu już wie, że będzie wojna. Menzel zdejmuje galowy mundur. Narzeka, że stanowiska polskiej strażnicy na półwyspie Westerplatte zasłania sosnowy las. Na przyczółku od marca służy kapral Władysław Stopiński, 24-latek ze Świętokrzyskiego. Półroczna służba kończy mu się za kilka tygodni. Odlicza czas, kiedy wróci w rodzinne strony. W nocy z 31 sierpnia na 1 września nie ma warty – kładzie się spać. Świtało, gdy Martin Menzel zaczął nastawiać celownik 28-centymetrowego działa. O 4.48 powietrze nad Westerplatte przeszyła salwa. Zaczęła się II wojna światowa. Wystrzelony przez Menzla pocisk obudził Stopińskiego. Kapral broni placówki „Prom” – wściekle atakowanej przez Niemców. Ratuje pod ostrzałem swojego rannego dowódcę. Po siedmiu dniach załoga Westerplatte kapituluje – Stopiński idzie do niewoli. W obozie w Prusach Wschodnich miejscowi Niemcy wyzywają go od „polskich bandytów”. Do domu wróci wiosną 1945 roku. Celowniczy Menzel jest pod wrażeniem waleczności polskich żołnierzy – myślał, że do zdobycia Westerplatte wystarczy kilka godzin. Widzi trupy swoich towarzyszy broni. – Tego dnia wojna się dla mnie skończyła – powie kilkadziesiąt lat później. – Walczyłem już bez przekonania.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie