Samobójstwa Polaków

O tym, dlaczego Polacy mają skłonność do podejmowania samobójczej walki, ewentualnym sojuszu z Hitlerem i historycznych mitach z Rafałem Ziemkiewiczem rozmawia 
Bogumił Łoziński.

Bogumił Łoziński: W książce „Jakie piękne samobójstwo” stawiasz prowokacyjną tezę, że Polacy walczyli o swoje zniewolenie. Dlaczego?


Rafał Ziemkiewicz: Bo tak było – wszystkie nasze ofiary ostatecznie przysłużyły się wepchnięciu nas pod sowiecki but. Moim zdaniem praprzyczyną klęski w II wojnie światowej był fakt, że polityka wewnętrzna rządu ozonowego (Obóz Zjednoczenia Narodowego) była obliczona na potrzeby ówczesnej wojny polsko-polskiej. Beck, podpisując pakt z Wielką Brytanią, nie rozumiał, że ściąga na nas uderzenie Niemiec. Szło mu o przelicytowanie opozycji, grającej mocno na nastrojach antyniemieckich, o „zapunktowanie” spektakularnym zwycięstwem polskiej mocarstwowości. Hitler miał się przestraszyć sojuszu polsko-angielskiego i zrejterować z podkulonym ogonem, o przyczajonym do agresji Stalinie w ogóle nie myślano. Sanacja nie wierzyła w wojnę, dlatego zupełnie nie przygotowała do niej kraju, jeszcze w lipcu 1939 roku polska zbrojeniówka pracowała poniżej połowy mocy produkcyjnych, a najlepszą broń sprzedawano za granicę.

Myślisz, że można było uniknąć wojny z Niemcami?


Może nie, ale nie musieliśmy rzucać się pierwsi na całopalenie. Do kwietnia 1939 r. Hitler planował uderzenie na Zachód i trzeba było mu na to pozwolić, gromadzić siły i czekać, co będzie dalej. Zachód naprawdę sobie na to zasłużył – to Anglia i Francja wyhodowały Hitlera kolejnymi ustępstwami, gdy my bezskutecznie alarmowaliśmy i proponowaliśmy wojnę prewencyjną. Do Monachium mogliśmy z Niemcami walczyć – po tym, jak zasilili się bronią Czechosłowacji, już nie. A dopiero wtedy Anglia się obudziła i zaczęła nas napuszczać na Hitlera, żeby odwrócić kierunek jego agresji i zyskać na czasie.

Już w październiku 1938 r. Ribbentrop przekazał naszemu ambasadorowi w Berlinie Józefowi Lipskiemu żądanie oddania Gdańska i eksterytorialnego korytarza do Prus.


Te żądania były bardziej nadepnięciem nam na ambicje niż uszczupleniem potencjału Rzeczypospolitej. Gdańska i tak nie mieliśmy, natomiast propozycja wzajemnego eksterytorialnego tranzytu była de facto przyjęciem polskiej propozycji z lat dwudziestych.

Tylko – biorąc pod uwagę cele Hitlera w 1938 r. – te żądania miały inny wymiar, to był wstęp do kolejnych roszczeń.


Tego nie wiemy. Ale jeśli wysunąłby kolejne żądania, na pewno bylibyśmy w lepszej sytuacji militarnej niż we wrześniu 1939 r. Mielibyśmy czas na rozbudowę armii.

A czy nie jest gdybaniem Twoja teza, chyba najbardziej bulwersująca w całej książce, że trzeba było dogadać się z Hitlerem i stworzyć coś na kształt kolaborującego z Niemcami francuskiego państwa Vichy, bo to mogłoby nas uratować przed przelewem krwi. Piszesz nawet, że zazdrościsz Francuzom, iż w trudnym momencie historycznym trafił im się u władzy Pétain.


A nie jest bulwersujące, że Sikorski podpisał kapitulancki układ z Majskim, zaprzepaszczając podstawę do jakiejkolwiek ochrony Kresów i ich ludności? Legenda gładko usprawiedliwia go, że trudno, ale dzięki temu ocalił kilkaset tysięcy Polaków, którzy uciekli z ZSSR z Andersem. A ile setek tysięcy ofiar niemieckiej eksterminacji ocalałoby, gdyby – teoretyzując – znalazł się taki polski Pé-
tain? A są dowody w dokumentach, że po „Barbarossie” były jakieś niemieckie propozycje cichego „zawieszenia broni”. Dlaczego nie umieliśmy się pogodzić z przegraną i zamiast szafować tak bardzo krwią, czekać na dogodniejszy moment do walki?

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie