Następni po Ukrainie?

Gdy tylko w Donbasie Rosja osiągnęła swoje strategiczne cele, na pierwszej linii frontu znalazły się kraje bałtyckie. Gwałtownie nasiliły się rosyjskie prowokacje wobec Litwy, Łotwy i Estonii.

„Co zostanie z krajów bałtyckich? Nic nie zostanie. Stacjonują tam samoloty NATO. W Polsce jest system obrony rakietowej. Los krajów bałtyckich jest przesądzony. Zostaną zmiecione”. Nawet średnio zorientowany w rosyjskiej polityce czytelnik domyśli się, że autorem tej wypowiedzi jest Władimir Żyrinowski, lider quasi-opozycyjnej wobec Kremla Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji. W Polsce popisy nacjonalistycznego polityka są dobrze znane. Kilka miesięcy temu proponował nam wspólny rozbiór Ukrainy. Wypowiedź dla telewizji Rossija 24 została więc potraktowana jako polityczny folklor. Na Litwie, Łotwie i w Estonii obawy są jednak dużo większe. Moskwa zaczęła regularnie mieszać się do ich spraw wewnętrznych, odgrzewa zadawnione spory, a nawet organizuje prowokacyjne akcje zbrojne.

Porwanie w Estonii

2 i 3 września z wizytą w Estonii przebywał prezydent USA Barack Obama. Odwiedziny w Tallinnie miały być jasnym sygnałem, że w dobie agresywnej polityki Kremla Stany Zjednoczone nie zapominają o najmniejszych członkach NATO z krajów bałtyckich. Obama podkreślił, iż chce „aby Estończycy wiedzieli, że respektujemy wszystkie nasze zobowiązania traktatowe”. „USA Today” cytował anonimowych amerykańskich urzędników, którzy zuchwale deklarowali, że wizytą w Estonii chcą pokazać Putinowi, by nawet nie myślał o „pogrywaniu” z krajami bałtyckimi.

Zaledwie dwa dni później Moskwa dobitnie pokazała Zachodowi, kto teraz rozdaje karty w tej części Europy. 5 września Estonią wstrząsnęła informacja o zatrzymaniu w Rosji Estona Kohvera, oficera estońskiej Służby Bezpieczeństwa Wewnętrznego (Kaitespolitse – KaPo). Rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) oświadczyła, że schwytano go podczas „wykonywania tajnej operacji”. Znaleziono przy nim broń, pieniądze i sprzęt do nagrywania. Po oświadczeniach władz w Tallinnie, które dokonały rekonstrukcji zdarzeń, okazało się, że tak naprawdę FSB przeprowadziła operację rodem z najgłębszych lat zimnej wojny. Eston Kohver nie został bowiem schwytany w Rosji, tylko porwany z terytorium Estonii, niedaleko przejścia granicznego Luhamaa. Oficer KaPo, który specjalizował się w zwalczaniu przygranicznego przemytu, został zwabiony w pułapkę. Anonimowy informator umówił się z Kohverem na spotkanie. Ten przybył w ustalone miejsce. Ubezpieczający go z odległości agenci KaPo zeznali, że następnie przerwana została ich łączność radiowa, a teren zasnuły granaty dymne. Na miejscu pozostały tylko ślady kilku osób prowadzące na drugą stronę granicy. Moskwa nawet nie ukrywała, że zależy jej na upokorzeniu Tallinna. Jeszcze tego samego dnia rosyjskie media obiegły zdjęcia schwytanego agenta oraz znalezionego przy nim sprzętu wywiadowczego.

Spośród krajów bałtyckich to właśnie Estonia w swej najnowszej historii najczęściej doświadczała „na własnej skórze” agresywnej polityki wschodniego sąsiada. W 2007 roku padła ofiarą jednego z największych w historii cybernetycznych ataków. Zablokowane zostały serwery wszystkich najważniejszych estońskich urzędów, banków i mediów. Sprawcy pozostali anonimowi, lecz władze w Tallinnie od początku nie miały wątpliwości, że stoi za tym Rosja.

Bezpieczeństwo wewnętrzne kraju podkopuje też liczna mniejszość rosyjska, która stanowi około jednej czwartej populacji. W trzecim największym estońskim mieście – Narwie – stanowi ona aż 95 proc. ludności. Ze wszystkich krajów nadbałtyckich właśnie tutaj doszło do najpoważniejszych od upadku ZSRR wystąpień Rosjan. W kwietniu 2007 r., po demontażu w Tallinnie pomnika wdzięczności armii radzieckiej, doszło do gwałtownych dwudniowych zamieszek, połączonych z plądrowaniem sklepów i demolowaniem centrum stolicy.

Pogróżki na Łotwie

Równie napięte relacje z Moskwą ma Łotwa. Ostatnie miesiące stoją pod znakiem serii mniejszych lub większych prowokacji. Rosyjskie myśliwce i okręty regularnie naruszają łotewską przestrzeń powietrzną i morską. Łotysze „odwdzięczają się” drobnymi gestami, takimi jak zablokowanie jesienią tras koncertowych rosyjskich artystów manifestujących poparcie dla Putina i jego polityki. 14 września napięcie dodatkowo podgrzał Konstantin Dołgow, pełnomocnik ds. Demokracji i Nadrzędności Prawa w rosyjskim MSZ. Ostrzegł on, że nieprzychylna polityka łotewskich władz wobec mieszkających w ich kraju Rosjan może skutkować „daleko idącymi, niesprzyjającymi konsekwencjami”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie