Przepis na sukces

Firma Fakro Ryszarda Florka skutecznie konkuruje na światowych rynkach. Marzeniem jej założyciela jest, by cała Polska wygrywała w gospodarczych mistrzostwach świata.

Ryszard Florek miał zawsze dużo pomysłów. Gdy ponad 40 lat temu jako mały chłopiec leżał na strychu domu swoich rodziców w Tymbarku, pomyślał, że dobrze byłoby popatrzeć na rozgwieżdżone niebo przez okno, zamiast przez przeszklony dach. Podzielił się pomysłem ze swoim tatą, ale ten nie miał wtedy możliwości, by go zrealizować. Jednak lata później, gdy remontował domy bogatych Niemców, zauważył, że to, co wydawało się niemożliwe, od dawna stosuje się na Zachodzie. Postanowił więc urzeczywistnić swoje dziecięce marzenie.

Tak powstała najpierw firma FLORAD, która sprzedawała stolarkę okienną do państw bloku wschodniego, a później, w 1991 roku, firma FAKRO. Eksportując okna dachowe za granicę, najpierw do Holandii, a z czasem do 50 krajów na całym świecie, później budując fabryki nie tylko w Polsce, ale także na Ukrainie, w Rosji i Chinach, Florek i jego wspólnicy zbudowali firmę, nad którą słońce nie zachodzi.

Haracz za miejsce pracy

Najważniejsze miejsce na mapie dla prezesa FAKRO jest jednak między Odrą i Wisłą. Irytuje go, że nie wykorzystujemy naszego ogromnego potencjału. Dlatego poza działalnością gospodarczą prowadzi także społeczną: stara się przekazywać swoje przemyślenia na temat sytuacji gospodarczej w Polsce opinii publicznej. Założył Fundację Pomyśl o Przyszłości, wydał własną broszurę „Wspólnie budujmy naszą zamożność, czyli dlaczego w Polsce zarabiamy 4 razy mniej niż w bogatych krajach Europy Zachodniej”, którą wręcza każdemu swojemu rozmówcy. Uważa, że jego własne doświadczenia mogą pomóc Polsce stać się gospodarczym potentatem. A są bogate, bo przecież zaczynał działalność w latach 80. XX wieku, za poprzedniego ustroju, a firmę rozbudowywał w burzliwych latach 90.

Co ciekawe, w III RP nie we wszystkich dziedzinach jest lepiej w porównaniu do PRL, co nie świadczy o nas dobrze. – W tamtych czasach nie mielibyśmy szans stać się firmą globalną, ale jako zakład zatrudniający kilka osób mieliśmy pod pewnymi względami lepiej niż dziś. Na przykład płaciliśmy podatki według prostych zasad – od osób zatrudnionych, a nie od zysku. Mieliśmy dość mocno zautomatyzowaną produkcję, w związku z czym byliśmy bardziej wydajni od konkurencji, a podatki płaciliśmy takie same jak inni producenci czy zakłady państwowe – opowiada Ryszard Florek. Z sentymentem wraca myślami także do tzw. ustawy Wilczka, która pod koniec lat 80. z dnia na dzień umożliwiła milionom Polaków swobodne prowadzenie własnego biznesu. – Bardzo prosto prowadziło się działalność gospodarczą. Ponadto firmy, które organizowały w Polsce produkcję, dostawały ulgi podatkowe, motywujące do inwestowania – opowiada.

Dziś, 25 lat po transformacji, jest zupełnie inaczej. – Gdy w Niemczech tuż po wojnie przedsiębiorca inwestował to, co wypracował, nie musiał odprowadzać podatku dochodowego. Ja, by stworzyć miejsce pracy, muszę najpierw zarobić 500 tys. zł: 400 tys. jest przeznaczone na stworzenie stanowiska pracy, a 100 tys. zł przekazuję fiskusowi – wyjaśnia. Efekt jest taki, że prawdziwych narodowych czempionów, którzy sprzedawaliby swoje produkty za granicę, jest u nas niewielu.

Biznes po sądecku

Akurat Sądecczyzna, gdzie swoją siedzibę ma FAKRO, przeczy twierdzeniu, że w Polsce jest mało dużych firm. Tu swoje wyroby produkują wytwórcy lodów bracia Koral czy firma drobiarska Konspol. Tutaj też mieści się Wyższa Szkoła Biznesu–National Louis University. Przedsiębiorczość rozbudził jeszcze w latach 50. „eksperyment sądecki”, podczas którego władze komunistyczne poluzowały śrubę przedsiębiorcom i pozwoliły powiatowi na gospodarczą autonomię. Efekt był błyskawiczny: rozwinęły się turystyka, działalność uzdrowiskowa, rolnictwo, zaś nowosądecka gastronomia zwiększyła swoje obroty 180-krotnie w ciągu trzech lat! I choć po czterech latach Sądeczan znów zaprzęgnięto do centralnie planowanego kieratu, żyłka przedsiębiorczości pozostała.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • sądeczanka
    23.10.2014 16:20
    dlaczego Pan Florek wykorzystuje swoich pracowników? Ma bardzo wysokie zyski a im płaci grosze. Zwalnia na zime, nie daje stałych umów. Celowo przed przeliczeniami daje pracownikowi kilka roboczych sobót i wtedy ma o kilka złotych za dużo by dostać rodzinne. DLACZEGO w katolickich mediach promuje się zdzierców?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie