To my jesteśmy wolni

O prawdziwej wolności, rewolucji obyczajowej w Polsce i łamaniu tabu z prof. Zbigniewem Stawrowskim

Bogumił Łoziński: Czy w Polsce mamy do czynienia z lewicową rewolucją obyczajową?

Prof. Zbigniew Stawrowski: Na pewno jesteśmy w fazie rewolucji obyczajowej, natomiast nie wiem, czy można ją nazwać lewicową. Lewica była kojarzona z troską o ubogich, słabych, potrzebujących. Mam wrażenie, że zmiany, które pewne środowiska próbują obecnie wprowadzić w Polsce, nie są w interesie tych słabych, tylko uprzywilejowanych, silnych, potrafiących zadbać o siebie.

Współczesna lewica ma na sztandarach kwestie obyczajowe, a nie socjalne.

Jednym z wielkich i ważnych elementów współczesnych sporów światopoglądowych jest pomieszanie pojęć, mamy taką wieżę Babel. Często pojęcia, które dawniej miały określone znaczenie, nabierają znaczenia nowego.

Na przykład?

Przede wszystkim pojęcie wolności. W gruncie rzeczy istota tego sporu światopoglądowego sprowadza się do rozumienia, czym jest wolność. Ci, którzy chcą wprowadzać zmiany w kwestiach obyczajowych, robią to właśnie w jej imię. Nie mam wątpliwości, że wolność jest jedną z największych wartości i jedną z najbardziej istotnych cech człowieka, ale można ją rozumieć na wiele przeciwstawnych sposobów.

Jak Pan ją rozumie?

Wolność jest tą cechą człowieka, która nadaje nam w pewnym sensie absolutny charakter, wywyższa ponad wszystkie inne stworzenia. To dzięki wolności człowiek jest panem całego świata. Jednak człowiek sobie tej wolności sam nie stworzył, ona jest mu dana, wpisana w naszą naturę. Czyli od samego początku jesteśmy uwarunkowani, nie wszystko od nas zależy. Wolność ma w sobie dwa elementy. Jeden można nazwać niezależnością – jeśli ktoś próbuje wywrzeć na mnie jakiś nacisk, zawsze mogę mu powiedzieć „nie”. Jak mówił Jan Paweł II, nawet Panu Bogu człowiek może powiedzieć „nie”. Ale wolność nie jest tylko niezależnością. Ona jest po coś. Jest zdolnością kierowania własnym życiem, wybierania pewnych celów, które zawsze mają znamię jakiegoś dobra.

Jak rozumieją wolność „rewolucjoniści”?

Jako wyzwolenie od wszelkich ograniczeń, także wszelkiego dobra. Według nich, gdyby istniało jakieś trwałe obiektywne dobro, którym każdy z nas musiałby się kierować, byłoby dla nas granicą, a więc jakimś zniewoleniem, czymś złym. Ja takich ludzi nazywam liberatorami, wyzwalaczami, w przeciwieństwie do klasycznych liberałów, którzy uznają prawo naturalne za oczywiste ograniczenie wolności, cieszą się tą wolnością i starają się pozytywnie z niej korzystać. Liberatorem natomiast kieruje wola mocy i władzy. Za taką wizją wolności kryje się marzenie, aby człowiek był wszechpotężny, aby mógł zrealizować wszystko, co tylko mu przyjdzie do głowy.

Na jakiej płaszczyźnie dochodzi do sporu między tymi dwoma rozumieniami wolności?

W zasadzie wszędzie, choć ostatnio staje się to najbardziej widoczne w odniesieniu do rodziny. W normalnej perspektywie jest to związek kobiety i mężczyzny, określony biologicznie. Poza marginalnymi przypadkami zaburzeń zawsze jesteśmy albo kobietą, albo mężczyzną. Tymczasem obyczajowi rewolucjoniści czy liberatorzy twierdzą, że czegoś takiego nie ma, że człowiek może sobie wybierać płeć, że natura nas nie ogranicza, jesteśmy doskonale wolni. Walcząc z naturą, walczą oni z człowieczeństwem. Jeśli zwyciężą, stworzą nieludzką społeczność. W takim świecie nie ma miejsca dla rodziny, którą określa relacja miłości, wzajemnego obdarowywania siebie, rezygnowania z własnego ja. My traktujemy akt seksualny jako zwieńczenie miłości prowadzące do jej owocu, którym są dzieci. Tymczasem nasi oponenci odrzucają miłość i sprowadzają relację między kobietą i mężczyzną – a raczej osobnikami, które dowolnie identyfikują swoją tożsamość płciową – do seksu, traktowanego jako używanie drugiego człowieka, aby to mnie było dobrze.

Kwestionowanie biologicznego wymiaru płci to ideologia gender.

Pojęcie gender pojawiło się niedawno, aby zebrać wiele różnych zjawisk, które w gruncie rzeczy mają wspólny fundament – absolutną wolność, skrajny egocentryzm, przedstawiany jako ideał człowieczeństwa, obsesję seksu, kult siły, walkę o dominację, wykluczenie z grona ludzi osób najsłabszych.

Jednak liberatorzy też dążą do realizacji pewnych celów, które uważają za dobre, na przykład nieograniczonej aborcji. 

Już Arystoteles, a potem św. Tomasz pisał, że człowiek nie może podejmować działania, jeśli nie widzi w nim jakiegoś dobra. Problem polega na tym, co jest dla niego dobrem. W przykładzie, który Pan podał, chodzi o to, aby kobiecie było dobrze kosztem życia dziecka. Liberatorzy też mają własny „Dekalog”, a jego pierwsze przykazanie brzmi: „Postępuj tak, żeby przede wszystkim tobie było dobrze”. Jeśli istnieją wspólnoty, które mówią, że trzeba się troszczyć o słabszego, że trzeba rezygnować z siebie, z własnego egoizmu, bo dobro to służba, wówczas liberatorzy, nawet jeśli sami pozostają skonfliktowani, jednoczą się w walce przeciwko tym wspólnotom.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie