Zmierzch Obamy

To była najdroższa i najbrudniejsza kampania wyborcza do Kongresu USA w historii. W samej Karolinie Północnej na negatywne i oszczercze spoty demokraci i republikanie wydali łącznie prawie 100 mln dolarów.

Wybory prezydenckie w USA dopiero za 2 lata, ale tradycyjnie w połowie kadencji urzędującego prezydenta w Stanach odbywają się częściowe wybory do Kongresu: Amerykanie wybierali całą 435-osobową Izbę Reprezentantów i jedną trzecią 100-osobowego Senatu. Zwycięstwo odnieśli republikanie – także w stanach, w których tradycyjnie królują demokraci. Największą sensacją jest zwycięstwo konserwatystów w Montanie – od 101 lat w wyborach do Senatu wygrywali tam demokraci. Równolegle z wyborami do Kongresu odbywały się wybory gubernatorów – w 36 spośród 50 stanów. Tutaj także triumfują republikanie. Zdobyli również stany uważane dotąd za bastiony demokratów: m.in. Maryland, Massachusetts, a także Illinois, rodzimy stan Baracka Obamy.

Bitwa o głosy, zwłaszcza w dotychczasowych bastionach demokratów, była wyjątkowo brutalna: oba główne polityczne obozy nie szczędziły ani metod, ani środków na złośliwe, obraźliwe czy wręcz oszczercze pod adresem konkurencji działania. Umocnienie pozycji w Izbie Reprezentantów i przejęcie kontroli nad Senatem to wyraźne czerwone światło dla Białego Domu: to koniec epoki Baracka „Yes, we can” Obamy.

Rozczarowani

6 lat temu świat oszalał: Obamomania stała się zjawiskiem tyleż politycznym, co popkulturowym nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale niemal na każdym kontynencie. Wprawdzie wyborom prezydenckim w USA zawsze towarzyszy niezbyt zdrowa ekscytacja mediów, ale tym razem wyglądało to jak objawienie się nowej epoki. Historyczny moment, historyczne wybory, pierwszy czarnoskóry prezydent Stanów Zjednoczonych, ostatnia bariera segregacji rasowej została pokonana – to tylko kilka zbitek pojęciowych, które weszły w obieg i które podgrzewały atmosferę oraz poczucie przełomu. Spełniło się słynne marzenie Martina Luthera Kinga, który chciał, by Ameryka doczekała czasów, w których nie kolor skóry, ale wartość i praca człowieka będą decydowały o jego awansie społecznym – powtarzano. I trudno było nie wierzyć w autentyczność łez milionów Amerykanów, którzy w Obamie złożyli całą swoją nadzieję. Między emocjami mało kto dostrzegał, że tak naprawdę wybory sprzed 6 lat rozstrzygały też zażartą walkę dwóch wizji Ameryki.

Przegrał proces rewolucji konserwatywnej, wygrał projekt bliżej nieokreślonej „zmiany”, chwytliwego hasła na czas kryzysu. Charyzma Obamy wystarczyła 6 lat temu, wystarczyła też, mimo dużego rozczarowania, kiedy 2 lata temu skutecznie ubiegał się o reelekcję. Obamie nie udało się zrealizować praktycznie żadnej z istotnych obietnic wyborczych – nawet najbardziej kontrowersyjna z nich, czyli wprowadzenie obowiązkowego ubezpieczenia zdrowotnego, nie działa tak, jak chcieliby jej autorzy. Teraz coraz większa niechęć i do samego Obamy, i do demokratów w ogóle każe zakładać, że kolejne lata będą ponownie czasem triumfu republikanów. Choć najbliższych wyborów prezydenckich wcale nie mają w kieszeni: demokraci postawili na wyrazistą postać Hilary Clinton, podczas gdy republikanie ze swoim kandydatem mają jeszcze problem.

Blokada czy współpraca?

Przez najbliższe 2 lata można spodziewać się swoistej dwuwładzy w Waszyngtonie: Kongres opanowany przez republikanów, Biały Dom jeszcze przez demokratów. I choć to prezydent ma największą władzę w Stanach, to bez zgody obu izb Kongresu w wielu sprawach będzie praktycznie ubezwłasnowolniony. Już do tej pory republikanie, którzy mieli większość w Izbie Reprezentantów, blokowali większość inicjatyw Obamy, w tym reformę imigracyjną, prawa podatkowego, podniesienie pensji minimalnej, zwiększenie inwestycji w infrastrukturę czy zaostrzenie prawa do posiadania broni.

Zdobywając Senat, łatwiej im będzie teraz blokować także nominacje sędziów czy członków rządu. Wygrana republikanów jest za to korzystna z punktu widzenia Unii Europejskiej, negocjujacej z USA transatlantycką umowę, która miałaby stworzyć wspólną strefę handlu. Republikanie są tutaj gotowi na bardziej rynkowe rozwiązania niż demokraci. Republikański Kongres będzie też zapewne naciskał na administrację Obamy, by bardziej stanowczo reagowała na coraz śmielsze poczynania Putina oraz by wydawanie zezwoleń na eksport ropy i gazu ziemnego do Europy przebiegało sprawniej.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie