Prawa ręka Putina

Konserwatywna, antyunijna, antyimigrancka i… prorosyjska. Taka jest nowa prawica zachodnioeuropejska. Nie ukrywa, że patrzy z nadzieją na gospodarza Kremla. Z wzajemnością.

Front Narodowy (FN), Alterenatywa dla Niemiec (AfD), Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP). Francja, Niemcy, Wielka Brytania. To oczywiście nie wszystkie kraje i partie, które pasują do powyższego opisu. Ale to w tych państwach decyduje się najczęściej okierunku, w jakim zmierza Europa, i to w nich ta nowa polityczna jakość najmocniej przybiera na sile. Dlaczego partie, które mogłyby dać nowy, świeży impuls Europie, gotowe są zaprzedać dusze Putinowi? Dlaczego konieczną skądinąd konserwatywną rewolucję chcą wiązać z kreującym się na proroka konserwatyzmu Władimirem Władimirowiczem? Czy tak jak kiedyś lewica europejska broniła interesów ZSRR na Zachodzie, tak teraz podobną robotę dla Rosji wykona proputinowska prawica? Jedno jest oczywiste: na pewno taką współpracą zainteresowany jest… sam zainteresowany. To część strategii polegającej na nieustannym zabezpieczaniu interesów imperium w każdym zakątku Europy – od Lizbony po Władywostok.

Paktowanie z carem

To, że jakieś przesilenie wisi w powietrzu, jest zrozumiałe dla wszystkich: na naszych oczach sypie się pewien geopolityczny ład, do którego przywykliśmy w ostatnim ćwierćwieczu. Z jednej strony coraz wyraźniejszej korozji ulega kształt zjednoczonej Europy: Unia Europejska nie tylko stoi przed realną perspektywą stopniowego rozpadu z powodów polityczno-gospodarczych, ale też dusi się od narzuconej przez siebie poprawności politycznej, która stała się dla niej prawdziwą pętlą na szyi. Z drugiej zaś strony Rosja Putina mówi wyraźnie, że „nowy światowy ład” po okresie zimnej wojny nie został zdefiniowany raz na zawsze i to nie do Zachodu należy ostatnie słowo w tej rozgrywce – dowodem na to jest wygłoszone tydzień temu orędzie prezydenta, w którym uspokajał… strasząc Amerykę i Europę konsekwencjami „niepoważnego” traktowania Rosji. W takim właśnie klimacie w Europie powstają i rosną w siłę kolejne „antysystemowe” partie. Z jednej strony gromadzą w sobie całe słuszne niezadowolenie z kierunku, w jakim poszła Unia Europejska. Jest więc wyraźny konserwatyzm w reakcji na liberalne prawodawstwo i bezideowość chadecji. Jest „antyunijność” w reakcji na zbiurokratyzowaną brukselską machinę i jej nadmierny centralizm (regulujący nawet przepisy dotyczące spłuczek w toaletach).

Antyimigranckie nastroje mogą wprawdzie budzić zastrzeżenia i sprzeciw, jeśli przybierają radykalną formę wrogości wobec przybyszów albo nie liczą się z wymiernymi korzyściami z napływu imigrantów na rynku pracy (to np. wobec Polaków w Wielkiej Brytanii) – ale mogą też być przejawem zdroworozsądkowej potrzeby uregulowania statusu ludności napływowej i wprowadzenia zasad integracji ze społeczeństwem przyjmującym. Dlatego nie konserwatyzm, nie antyunijność i nawet – do pewnego stopnia – nie antyimigrancki charakter nowej prawicy budzi największe obawy. To nieskrywane prokremlowskie sympatie, a często po prostu powiązania personalne i finansowe z Moskwą mogą stać się źródłem poważnych kłopotów, w jakie może Europę wciągnąć to naiwne „paktowanie z carem”.

Głos Moskwy

Jeśli tendencja wzrostowa dla nowej prawicy utrzyma się w sondażach i przy kolejnych wyborach, Władimir Putin może spać spokojnie. Do tradycyjnych wpływowych elit politycznych, skupionych w partiach lewicowych (nie mówiąc o „szerokiej” prawicy włoskiej Berlusconiego), dołączy antysystemowa prawica, która ma szansę przejąć władzę: na razie najbardziej realnie wygląda to we Francji, gdzie Front Narodowy przeżywa swój renesans, a jego liderka, Marine Le Pen, może wygrać wybory prezydenckie, a także w Wielkiej Brytanii, gdzie UKIP Nigela Farage’a realnie zagraża rządzącym konserwatystom, co pokazały ostatnie wybory samorządowe. Prorosyjskość UKIP najmocniej ujawniła się w czasie wrześniowego głosowania w Parlamencie Europejskim nad ratyfikacją umowy stowarzyszeniowej UE z Ukrainą. Otóż na ponad 120 europosłów, którzy głosowali przeciw, ponad 70 stanowili deputowani z grupy eurosceptyków, wśród których liderem jest właśnie UKIP. A Steven Woolfe, deputowany z UKIP, w czasie debaty na zarzut, że są „głosem Moskwy” w PE, zarzucił innym „nieodpowiedzialne ataki na Rosję i zakusy kolonialne”. Sam lider UKIP Nigel Farage kilka miesięcy wcześniej w jednym z wywiadów przyznał, że ze światowych polityków najbardziej podziwia Władimira Putina za skuteczność.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie