Nie pamiętałem słów modlitwy

O chorobie nowotworowej, relacji do Boga oraz o Lechu Kaczyńskim z Andrzejem Urbańskim rozmawia 
Bogumił Łoziński.

Bogumił Łoziński: Odczuwa Pan bóle?


Andrzej Urbański: Nie, są łagodzone przez przeróżne środki. W tej chwili najważniejsza jest kwestia rehabilitacji. W ostatnim roku zaliczyłem wylew, a potem raka trzustki. 


Rak dawał wcześniej objawy?


Nie. Na szczęście – jeśli przy nowotworze tak można powiedzieć – zaatakował mi brodawkę Vatera, czyli miejsce, w którym żółć i sok trzustkowy dostają się do dwunastnicy. Doszło do zatkania trzustki, czego objawem jest żółtaczka. Zalało mnie żółcią, co było widać na zewnątrz, więc poszedłem do lekarza. 


Skorzystał Pan z państwowej służby zdrowia?


Gdybym miał dostęp jedynie do państwowej służby zdrowia, nie sądzę, abym przeżył. Nie było szans na szybką pomoc. Terminy do specjalistów, badań USG czy tomografii komputerowej były bardzo odległe. Skorzystałem z karnetu rodzinnego w jednej z prywatnych sieci poradni medycznych. Za nieduże pieniądze wykupuje go zakład pracy mojej żony. W ciągu siedmiu dni zrobiono mi tam wszelką diagnostykę. Z tym plikiem badań pojawiłem się u znajomego lekarza, prof. Marka Durlika, który jest dyrektorem szpitala MSWiA w Warszawie. On powtórzył badania i następnego dnia wylądowałem na stole operacyjnym. To był wrzesień ubiegłego roku. 


Rozmawiamy dzień po przyjęciu kolejnej dawki chemioterapii. Jak Pan ją znosi?


Jest uciążliwa, czasami przykra, ale po dwóch miesiącach nie mam bardzo złych reakcji, choć schudłem ponad 20 kilogramów. W takich przypadkach jak mój chemia to standard, ma zabezpieczać przed nawrotem choroby. Dostaję ją w szpitalu, gdzie byłem operowany, dwa razy w miesiącu, do kwietnia. Nawrotu choroby nie stwierdzono. 


Wspomniał Pan, że wcześniej miał wylew. 


Przed świętami Bożego Narodzenia w 2013 r. okazało się, że mam tętniaka aorty mózgu. Miałem wylew w domu, straciłem przytomność, żona zastosowała metodę usta–usta. W tym przypadku zadziałała państwowa służba zdrowia. W ciągu 13 minut przyjechała karetka, w pierwszym szpitalu nie za bardzo wiedzieli, co mają robić, więc żona ubłagała kierowcę karetki, aby zawiózł mnie do szpitala klinicznego na Banacha w Warszawie. Tam leczono mnie metodą radiologiczną, nie miałem trepanacji czaszki. Przez dwa tygodnie po operacji nie wiedziałem, co się ze mną dzieje, nie miałem żadnej świadomości. Gdy żona przywiozła mnie do domu, prawie nie mówiłem, kiepsko się poruszałem.


Teraz skutków wylewu nie widać.


Podjąłem rehabilitację i w pewnym sensie uratowało mnie moje najstarsze przyzwyczajenie, czyli czytanie gazet. Jak zacząłem czytać, pootwierały mi się klapki ze słownictwem. Badanie pół roku później pokazało, że tętniak wchłonął się. Oczywiście jest problem z ograniczeniami fizycznymi, które są związane z takimi chorobami. Musiałem się pogodzić z tym, że mam mniej siły, że już nie będę skakał, wchodząc na górę, po dwa schodki. Mam 60 lat i być może przyjdzie taki moment, że nie będę akceptował swojej słabości, na pewno trudna do zniesienia byłaby dla mnie utrata wzroku. Jednak rozmowy z Bogiem wpływają na moje myślenie, właściwie to już się tak nie boję o oczy.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • inny lekarz
    18.02.2015 08:53
    Przepraszam ale ja w sprawie niechlujstwa dziennikarskiego. Nie ma aorty mózgu, aorta jest w klatce piersiowej i brzuchu. Pan Urbański miał tętniaka tętnicy mózgu, od biedy można było napisać tętniak arterii mózgowej. Tętniak się nie wchłoną bo to niemożliwe, został zembolizowany czyli zatkany od środka. Wielkie wyrazy uznania dla Pacjenta i jego rodziny oraz leczących lekarzy.
  • Edo
    04.07.2015 18:01
    Witam Pana Panie Andrzeju!
    Życzę wytrwałości w utrzymaniu właściwego stanu zdrowia i cieszę się że najgorsze mam Pan już za sobą.
    Myślę,że rak nie jest taki niemożliwy do pokonania. Przy wsparciu wiary i pomocy Bożej jest możliwe powstrzymanie choroby a być może jej całkowite wyleczenie. Piszę to na przykładzie mojej żony, u które zdiagnozowano w Marcu raka trzustki IV stopnia z przerzutami nie leczonego. Małżonka (lekarz) jak dotąd uzyskała wsparcie siły Boskiej nadprzyrodzonej i ma się jak dotąd dobrze a mija 4 miesiąc od postawienia diagnozy ( zaznaczam, że tyle czasu lekarze jej nie rokowali). Bez uzyskania nadprzyrodzonego daru sposobu radzenia z chorobą i jej leczenia ( alternatywnie) nie mogła by się cieszyć życiem.
    W przypadku chęci wymiany spostrzeżeń czy przekazania wiedzy jak radzić w chorobie zostawiamy kontakt :geomen7@wp.pl
  • lekarz drugi
    10.12.2015 00:17
    Kolego lekarzu, coś niecoś pamiętasz z anatomii prawidłowej i chwała Ci za to. Jednak wykształcenie to równiez podstawy ortografii - ,,wchłonął" pisze sie tak jak tutaj a nie tak jak u Ciebie.
  • Walker
    14.02.2016 08:03
    Panie Andrzeju modlimy sie w Pana intencji bardzo goraco w Roku Milosierdzia Bozego i na pewno wszystko bedzie dobrze , serdecznie Pana pozdrawiamy
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie