Kobieta na froncie Putina

Rosyjscy dziennikarze zbierający haki na ministra Schetynę nie urwali się z choinki. Telewizja, w której pracują, należy do grupy medialnej zarządzanej przez partnerkę Putina. To w Kanale 5 wyemitowano również „satyrę” o marszu rosyjskiej armii na Rygę, Warszawę i Berlin.

Alina Kabajewa – nazwisko i twarz znane wszystkim Rosjanom. Złota medalistka z Aten z 2004 roku w gimnastyce artystycznej, później deputowana do rosyjskiej Dumy z ramienia putinowskiej Jednej Rosji. Była m.in. współautorką ustaw o zakazie adopcji rosyjskich dzieci przez obywateli Stanów Zjednoczonych i o obowiązku wpisywania organizacji pozarządowych otrzymujących finansowanie z zagranicy na listę zagranicznych agentów. Liderów opozycji nazywała „nikczemnikami”, wróżąc im, że „jak pająki w słoiku pożrą się nawzajem”…
 

Druga pierwsza dama

Z polityki „zrezygnowała”, by stanąć na czele największego holdingu medialnego w Rosji – Narodowej Grupy Medialnej, do której należą m.in. Kanał 5 i dziennik „Izwiestia”. Grupa posiada także 25 proc. udziałów w Kanale 1 państwowej telewizji. Kabajewa doświadczenie medialne miała w tym sensie, że… często pokazywano ją w mediach, gdy zdobywała kolejne medale. Gwoli sprawiedliwości dodajmy, że prowadziła też program w Kanale 5. Doświadczenia w zarządzaniu mediami, do tego powiązanymi z Kremlem, nie miała jednak żadnego. Za to jej powiązanie z Kremlem (nigdy nie potwierdzone, ale oczywiste dla wszystkich w Rosji) wystarczyło, by odsunąć dotychczasowego szefa holdingu, Kirilla Kowalczuka, i na czele rady nadzorczej, której większość członków jest grubo po pięćdziesiątce, postawić trzydziestoparoletnią gimnastyczkę i deputowaną. Właściwie trudno mówić, że Kabajewa zrezygnowała z polityki na rzecz mediów. Raczej została przeniesiona na bardziej wpływowy odcinek służby dla władzy. A nawet nie tyle służby dla władzy, co po prostu władzy wykonawczej, jaką z pewnością są proputinowskie media.

Nikt w Rosji nie ma wątpliwości, że Kabajewa nie znalazła się tam przypadkowo i że de facto jest to nowa pierwsza dama. Sam Putin ucina zawsze pytania o Kabajewą, trzymając życie prywatne w ścisłej tajemnicy. Może poza rozwodem ze swoją żoną Ludmiłą, który pierwsza para ogłaszała w świetle kamer. Szybka kariera gimnastyczki – polityczna i biznesowa – kilka sytuacji, w których para z trzydziestoletnim dystansem wiekowym była widziana, a także nie do końca dyskretne sygnały ze strony samej Kabajewej (np. pokazującej dziennikarzom obrączkę w dniu, gdy wszyscy plotkowali o tajnym ślubie z Putinem) sprawiły, że wiedza o związku prezydenta z młodszą o pokolenie dziewczyną stały się „najbardziej nieoficjalną wiedzą powszechną”.

Zlecenie na Schetynę

W Polsce o Kanale 5 zrobiło się głośno, gdy do naszego kraju przyjechała ekipa telewizyjna, by wykonać „zlecenie na Schetynę”, czyli przygotować reportaż ośmieszający polskiego ministra spraw zagranicznych. Szef MSZ naraził się Rosjanom wypowiedziami, które w ich mniemaniu uderzają w mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, bo podważają bohaterstwo i zasługi Rosjan w zwycięstwie nad faszyzmem. A ponieważ ten mit jest największą świętością narodową w Rosji, wyjątkowo mocno promowaną przez Putina i jego otoczenie, nerwowa, wręcz histeryczna reakcja była możliwa do przewidzenia. Nie miejsce tu na ocenę samej wypowiedzi Schetyny, mówiącego o wyzwoleniu Auschwitz przez Ukraińców. Marginalne w tym momencie są również sprawy, w które mógł być zamieszany Schetyna, a które nagle Rosjanie postanowili prześwietlić. Było jasne, że celem takiego materiału było uderzenie nie tylko w samego ministra, ale także w państwo polskie. Tym bardziej że na celowniku znalazł się również b. minister spraw wewnętrznych, Bartłomiej Sienkiewicz. Paradoks sytuacji polega na tym, że rosyjscy dziennikarze zabrali się za prześwietlenie polskich polityków z gorliwością, jakiej brakuje nierzadko polskim mediom. Tyle tylko, że „nasi” powinni zajmować się tym w interesie państwa polskiego. „Obcy” zrobili to z pewnością w interesie innego państwa. Biorąc pod uwagę, że holdingiem, do którego należy Kanał 5, zarządza osoba najbliższa Putinowi, nie będzie przesady w stwierdzeniu, że rosyjscy dziennikarze działali co najmniej za cichym przyzwoleniem władcy Kremla. A na pewno ich gorliwość wynikała ze świadomości, że mają błogosławieństwo partnerki prezydenta.

Grzegorz Schetyna powinien chyba zresztą otrzymać specjalne wyróżnienie od Kanału 5 za inspirację. Okazuje się, że polski minister dostarczył rosyjskiej telewizji więcej „materiału” do nowych produkcji. W minionym tygodniu autorzy stacji przeszli samych siebie, gdy postanowili zakpić z pomysłu prezydenta Komorowskiego, bronionego przez ministra Schetynę, by rocznicę zakończenia II wojny światowej obchodzić w którymś z miast Europy, na przykład w Warszawie. „Dlaczego wszyscy przyzwyczailiśmy się tak łatwo, że to Moskwa jest miejscem, gdzie czci się zakończenie działań wojennych, a nie np. Londyn czy Berlin, co byłoby jeszcze bardziej naturalne”, mówił Schetyna.
 

Do Warszawy rzut beretem

Woda na młyn dla putinowskiego Kanału 5. Za pomocą cyrkla i linijki reporterzy tego samego programu informacyjnego, który przygotował materiał o szefie polskiej dyplomacji, wyliczyli, ile czasu zajmie rosyjskiej armii dotarcie do europejskich stolic. Nagranie stało się jednym z hitów internetu w ostatnich dniach. „Warszawa? Nic prostszego. Z Moskwy do polskiej stolicy jest zaledwie 1300 km. Czołgom T-90 pokonanie tego dystansu, bez wsparcia sił powietrznych, zajmie dobę” – wyliczał szybko reporter Kanału 5. W tym czasie na ekranie widać czerwoną strzałkę, przesuwającą się w kierunku Warszawy.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie