I po łupkach...

To w zasadzie koniec snu o gazie z łupków. Na scenie pozostają już tylko gracze, którzy nie mają doświadczenia i chyba także przekonania, że wydobycie łupków ma jakikolwiek sens. Właśnie wycofał się z Polski amerykański koncern Chevron.

Wspecjalnym komunikacie polski oddział Chevronu napisał, że „wbrew oczekiwaniom nie udało się przekształcić rynku dostaw energii w regionie” oraz że „nasz kraj nie jest konkurencyjny w porównaniu z innymi państwami, w których działa firma”. Co to może oznaczać? Zapytana o zdanie Grażyna Piotrowska-Oliwa, była prezes PGNiG, zwraca uwagę na ciągle zmieniające się w Polsce przepisy i regulacje, w tym te, które dotyczą prawa geologicznego czy podatków. To niejedyne powody. Zawyżone zostały wstępne szacunki dotyczące ilości gazu w pokładach niekonwencjonalnych, a inwestorzy nie wzięli pod uwagę trudniejszych warunków geologicznych wydobycia w Polsce. Dotychczas z Polski wycofały się m.in.: ENI, ExxonMobil, Total, Canadian Oil czy Marathon. Na scenie pozostały głównie koncerny krajowe, PGNiG, Lotos i Orlen. Firmy, które nie mają ani doświadczenia, ani odpowiednich zasobów finansowych, by poszukiwania i ewentualną eksploatację gazu prowadzić.
 

Wygaszane prace

Chevronowi dość mocno się spieszyło. Za kilka miesięcy – jak obiecuje Ministerstwo Środowiska – pojawi się kolejny raport, ocena wielkości złóż gazu łupkowego w Polsce. To nowe opracowanie powstanie na podstawie informacji, jakie posiada Państwowy Instytut Geologiczny od inwestorów dokonujących odwiertów i prowadzących badania geologiczne. Chevron i inne zagraniczne firmy, które wcześniej w Polsce działały, nie chciały jednak czekać. Może dlatego, że to nie ilość gazu jest decydującym argumentem za porzuceniem rynku, tylko otoczenie prawne, w jakim przyszło prowadzić interesy. Polska wciąż nie ma ustawy łupkowej, prawa, dzięki któremu biznes można by zaplanować. Ustawa węglowodorowa wciąż jest konsultowana w ministerstwie. Podobno naniesiono na nią już poprawki, jakich zażądało Ministerstwo Środowiska. Trwało to kilka miesięcy, bo projekt ustawy Ministerstwo Skarbu Państwa opublikowało we wrześniu. Resort skarbu twierdzi, że ustawa którą przygotowuje, „odpowiada na potrzeby inwestorów, przyspieszy i ułatwi procedury, którym podlega koncesjonowana działalność poszukiwawcza i wydobywcza”. Przyspieszy? Ułatwi? Premier Donald Tusk wiele lat temu zapowiadał, że w Polsce od 2014 roku ruszy komercyjne wydobycie gazu łupkowego. Tymczasem nie wiadomo, czy w 2015 roku powstanie ustawa, która ten rynek ma regulować.

Wbrew temu, co twierdzi rząd (mimo że duże firmy się wycofały, cały czas pojawiają się kolejni zainteresowani polskimi łupkami), liczba koncesji na poszukiwanie gazu w ciągu roku zmniejszyła się o jedną trzecią (z ponad 100 do 68 pod koniec 2014 roku). W praktyce oznacza to, że w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy wstrzymano czy wygaszono prace na co trzeciej przyznanej wcześniej koncesji. Dzisiaj w sumie w całym kraju łupków poszukuje 15 różnych firm, rok temu było ich 21. Ale nawet te spółki, które na rynku pozostały, pozbywają się swoich koncesji. Należący do Ryszarda Krauzego Petrolinvest rok temu miał 9 koncesji, dzisiaj już tylko 3. Państwowy PGNiG ma 12 koncesji, ale kilka miesięcy temu miał ich 16. Zmniejsza się także liczba wykonywanych odwiertów. W roku 2012 wykonano w sumie 24 odwierty poszukiwawcze. Ten wynik trudno uznać za sukces. Ale w 2013 roku odwiertów było tylko 14, podobne tempo prac było w roku 2014. Należy dodać, że mowa tutaj o odwiertach pionowych, które w zasadzie są dopiero wstępem do prac geologicznych. Odwiertów poziomych wykonano znacznie mniej. W ciągu kilku miesięcy 2014 roku prace w zasadzie wstrzymano wszędzie.
 

Brak woli

Nietrudno zauważyć, że dzisiaj w zasadzie jedynymi firmami, które pozostają w miarę aktywne, są spółki państwowe. Spółki, które nie mają żadnego doświadczenia w wydobywaniu łupków. Czy ich aktywność jest podyktowana zapotrzebowaniem politycznym? Przyznanie się do klęski projektu łupkowego dla rządu PO–PSL byłoby sporym ciosem wizerunkowym. Na razie nikt tej klęski nie ogłasza, bo... są przecież firmy, które cały czas wiercą. Wspomniana już była prezes PGNiG, Grażyna Piotrowska-Oliwa, nie jest jedyną osobą, która głośno mówi o presji, jaka ze strony polityków była wywierana na spółki Skarbu Państwa, by angażowały się w poszukiwanie gazu łupkowego. Inni eksperci twierdzą, że jest to działanie na niekorzyść tych spółek. Liderem aktywności jest PGNiG, na drugim miejscu jest PKN Orlen. Kolejną państwową spółką, która działa na rynku łupków, jest Grupa Lotos. To rzeczywiście ciekawe, że tylko państwowe spółki rozwijają skrzydła, a prywatne z rynku uciekają. A uciekając, wspominają o trudnej do zaakceptowania administracji i procedurach, o braku ram działania i o trudniejszych, niż się spodziewali, warunkach eksploatacyjnych. Polskie łupki są położone głębiej niż te amerykańskie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie