Kosmiczny biznes

Gdyby żył Albert Einstein, byłby wdzięczny firmie Creotech Instruments za pomoc w utrzymaniu przy życiu teorii względności. Polska firma zadaje kłam twierdzeniu, że przemysł kosmiczny w naszym kraju nie jest możliwy.

W cleanroomie nie ma ani pyłku kurzu; żeby się tam dostać, trzeba nałożyć specjalny skafander, a także przejść przez specjalną śluzę. Nie wolno wnosić tu kartek i długopisów – za to wyjdę z pomieszczenia z dokładnie oczyszczonym z wszelkich pyłków dyktafonem. W Piasecznie firma Creotech Instruments tworzy elektronikę przydatną do podboju kosmosu. Aktualnie – na zlecenie Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) – podzespoły dla Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Niepozornych płytek nie może jednak lutować zwykły elektronik, pracownicy zaangażowani przy tym projekcie przez rok trenowali, wykonywali próbne materiały...

– Składanie odbywa się w szczególnych warunkach. Rury odciągają opary podczas lutowania, a także podczas pracy pieca. Na dachu cleanroomu mamy cały system rur wentylacyjnych. Wszystkie urządzenia muszą być uziemione, bo małe „kopnięcie” może być zabójcze dla sprzętu wartego tysiące euro. Ciągle przeprowadzamy pomiary czystości, ciśnienia, ilości pyłów. Ten sprzęt musi być niezawodny. Gdy już będzie w kosmosie, nie będzie można go ściągnąć na Ziemię i naprawić – mówi „Gościowi Niedzielnemu” inżynier mechatronik Ewelina Ryszawa.

Narodziny czarnej dziury

Dziś firma zatrudnia powyżej 40 osób, ale jeszcze sześć lat temu jej biuro mieściło się w warszawskim mieszkaniu. – Pamiętam, jak rozpakowywałem na kuchennym stole zapakowany w folię bąbelkową prototyp jednego z naszych pierwszych urządzeń – mówi GN jeden z założycieli firmy, dr Grzegorz Brona. – Oczywiście nie można byłoby montować bardziej skomplikowanych układów bez początkowej współpracy z warszawskimi uczelniami – wspomina. Jest fizykiem, ekspertem od cząstek elementarnych. Podobnie jak pozostali założyciele firmy – bracia Grzegorz i Paweł Kasprowiczowie – pracował w licznych zagranicznych instytutach naukowych, m.in. w Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN. Wszyscy trzej pracują także na warszawskich uczelniach jako wykładowcy i specjaliści – uniwersytecie i politechnice. Pewnego dnia wpadli na pomysł założenia firmy, która będzie w Polsce produkowała elektronikę kosmiczną. – Zadaliśmy sobie pytanie: niby dlaczego w Polsce miałoby nie być firm zajmujących się wysokimi technologiami, a tylko firmy pakujące do pudełek telewizory zachodnich koncernów? Nie było to jednak proste, zwłaszcza znalezienie inwestora na samym początku. Patrzono na nas z przymrużeniem oka: w Polsce takich rzeczy się przecież nie robi. Banki obchodziły nas dużym łukiem, wszelkie próby zdobycia kredytu kończyły się fiaskiem. Dlatego zainwestowaliśmy w interes pieniądze własne i przyjaciół, którzy w nas uwierzyli – opowiada. Creotech powstał w 2008 roku.

Pierwszym wielkim wyzwaniem był udział w projekcie „Pi of the sky”, w którego ramach polscy naukowcy, m.in. z Uniwersytetu Warszawskiego i Polskiej Akademii Nauk, obserwowali niebo. – Zbudowaliśmy dwie kamery do obserwacji tzw. wybuchów gamma, które mogą wskazywać na powstawanie czarnej dziury. Niebawem po zainstalowaniu tych urządzeń w chilijskim obserwatorium udało się zaobserwować to bardzo rzadkie zjawisko – opowiada GN Jacek Kosiec, dyrektor projektów kosmicznych. Tak dzięki firmie naukowcy mogli zaobserwować „narodziny” czarnej dziury. Wydarzenie opisywano m.in. w Biuletynie NASA i prestiżowym piśmie „Nature”. O firmie stało się głośno także poza granicami naszego kraju. Za zleceniem poszły następne, m.in. od CERN, który we współpracy z włoskim laboratorium Gran Sasso prowadził badania nad tym, czy rzeczywiście cząstki mogą poruszać się jedynie do granicy prędkości światła. Podczas niektórych eksperymentów okazywało się, że wysyłane przez CERN ultralekkie cząstki – neutrina – przemieszczają się szybciej niż światło. Gdyby te wyniki się potwierdziły, w gruzach ległaby teoria względności Alberta Ein- steina. W sfalsyfikowaniu tezy pomóc miały dostarczone między innymi przez Creotech bardzo dokładne urządzenia pomiarowe. I rzeczywiście, okazało się, że cząstki te są wolniejsze niż światło.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie