Zachowały się jak trzeba

Jeśli przeżyły, mają dziś po 80, 90 lat. Do niedawna o swojej przeszłości nie mówiły. Dziś poznajemy bohaterskie kobiety. Dziewczyny wyklęte chcą mówić. Posłuchajmy.

Czym się różnią walczący mężczyźni od walczących kobiet? Według autora książki „Dziewczyny wyklęte”, Szymona Nowaka, różnice są istotne. Kobiety inaczej odczuwają, inaczej przeżywają walkę i konspiracyjną służbę. „Ich wrażliwość sprawia, że w czasie działań wojennych w większym stopniu skupiają się na ocaleniu, ratowaniu, na leczeniu i otaczaniu troską rannych, chorych, głodnych oraz sierot, niż na samych bojowych czynnościach. Ich zadaniem jest budować i tworzyć, a nie niszczyć i zabijać” – pisze Nowak we wstępie do książki. Dlatego opisując wojenne (i powojenne) historie walczących kobiet, opowiada się bardziej o życiu, emocjach i uczuciach niż o typowych działaniach związanych z walką. „Dziewczyny walczące”, nawet jako panie 80-, 90-letnie, doskonale pamiętają, kto i w którym miejscu został ranny, czy wystarczyło bandaży, kogo trzeba było nieść, a kto mógł iść o własnych siłach. I pamiętają, kto na ratunek wzywał własną matkę, a kto... Pana Boga.

Nie tylko żołnierze

– Jesienią 2013 roku zacząłem szukać materiałów potrzebnych do napisania książki. Próbowałem znaleźć jakikolwiek kontakt z żyjącymi jeszcze dziewczynami wyklętymi – opowiada Szymon Nowak. – Chciałem spotkać się z nimi lub chociaż porozmawiać przez telefon. Żyjące dziewczyny wyklęte mają dziś po 80, 90 lat. Chciałem zdążyć… W dużym stopniu udało się. Powstała książka wyjątkowa. Zbiór świadectw, historii, bardzo dramatycznych i w wartki sposób opisujących bohaterskie życie kobiet, o których jeszcze do niedawna nie mówiło się wcale. I które przez lata musiały ukrywać swoją przeszłość. – W antykomunistycznej konspiracji funkcjonowały również kobiety. Były sanitariuszkami, łączniczkami, utrzymywały w swych domach punkty kontaktowe i tajne kwatery. Niby wojna się skończyła, a one zostały w oddziałach leśnych ze swoimi mężami, narzeczonymi, chłopakami – tłumaczy Nowak. Poznając losy partyzanckich dowódców, Nowak odkrywał życiorysy dziewczyn wyklętych: żony „Ognia”, narzeczonej „Łupaszki” czy dziewczyny „Wołyniaka”. Historie o żołnierzach wyklętych w komunistycznej Polsce były skrzętnie ukrywane. A prawda o nich przekłamywana. Podobnie było z kobietami związanymi z antykomunistycznym ruchem oporu. Autor spotykał się osobiście m.in. z narzeczoną mjr. „Łupaszki”, sanitariuszką 5. Wileńskiej Brygady AK – Lidią Lwow-Eberle ps. Lala, z sanitariuszką oddziału „Ojca Jana” – Wandą Krzysztonowicz z d. Bojarską „Wandą”, z narzeczoną „Wołyniaka” – Krystyną Winiarz z d. Świątoniowską.

Miłość w czasie zawieruchy

– Jednym z najbardziej niesamowitych rozdziałów jest opowieść o wielkiej miłości Janiny Przysiężniak z d. Oleśkiewicz „Jagi” i partyzanckiego dowódcy Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana” – mówi Nowak. Miłość ta została zwieńczona tajnym, wojennym ślubem. Choć za pierwszym razem w uroczystości przeszkodziły atak niemieckiego oddziału i bitwa... Po przejściu frontu „Ojciec Jan” nie konspirował, ale i tak był poszukiwany przez UB i NKWD. Musiał się ukrywać. Podobnie jego żona, wówczas będąca w ciąży... A pętla ubeckich poszukiwań zaciskała się coraz bardziej. „Jaga” została podstępnie aresztowana i po nocy przesłuchań odstawiona do domu. Jeden z ubeków dał jej znak, że droga wolna, żeby uciekała. To był podstęp. Inny komunista strzelił jej w plecy. Rany były śmiertelne... Po śmierci żony Franciszek wrócił do podziemia i dowodził polskimi partyzantami w zwycięskiej bitwie z NKWD stoczonej pod Kuryłówką. – I chociaż na grobie Janiny napisano lakonicznie, że zginęła tragicznie, jakaś nieznana ręka, jeszcze w czasach komuny, co roku dopisywała: „Zamordowana przez UB” – opowiada Szymon Nowak.

Nie tylko „Inka”

To pierwsza książka traktująca tak obszernie o kobietach, które po II wojnie światowej nie poddały się. I na wiele sposobów walczyły z komunistyczną władzą. Do tej pory szerzej znana była tylko historia 17-letniej sanitariuszki „Inki”. – O „Ince” napisano sporo. Danuta Siedzikówna „Inka”, zamordowana jako osoba niepełnoletnia, wykazała się ogromnym bohaterstwem i hartem ducha. To wzór do naśladowania dla współczesnej polskiej młodzieży: młodziutka sanitariuszka, która nigdy nie strzelała, a rozdawała rannym nieprzyjaciołom bandaże. I za to komuniści skazali ją na karę śmierci – opowiada Nowak. – Do końca się nie poddała... „Inka” przed śmiercią prosiła, by babcia dowiedziała się, że dziewczyna „zachowała się jak trzeba”. Lektura książki Szymona Nowaka pokazuje, że podobnie heroicznych kobiet było po wojnie dużo, dużo więcej. Niektóre z nich to nasze, dyskretnie żyjące gdzieś obok, starsze sąsiadki. Wszystkie zachowały się jak trzeba...

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie