Urzędnicy jak egipscy kapłani

O Ministerstwie Finansów, podatkach i biurokracji z Cezarym Kaźmierczakiem

Stefan Sękowski: Dlaczego chce Pan wsadzić ministra finansów Mateusza Szczurka na trzy lata do więzienia?

Cezary Kaźmierczak: Za podżeganie do popełnienia przestępstwa. Celem Ministerstwa Finansów jest zapewnianie środków budżetowych, ale to nie jest cel kontroli podatkowej. Jej celem jest sprawdzenie, czy podatnik przestrzega prawa. Narzucanie urzędnikom tego, że 80 proc. kontroli ma być zakończone karą, bo inaczej polecą głowy, to podżeganie do przestępstwa. Jeśli urzędnik w jakimś małym mieście będzie miał 60 proc., to te brakujące 20 proc. „dorobi”.
 

O tym, że Ministerstwo Finansów żąda od urzędników, by celem ich kontroli były wpływy budżetowe, mowa w protokole z narady naczelników urzędów skarbowych woj. opolskiego, która odbyła się w listopadzie 2014 roku. Ma Pan pewność, że protokół jest prawdziwy i nie jest zwykłą notką, którą każdy może sobie napisać?

Gdy upubliczniliśmy ten protokół, media go bardzo nagłośniły. Ministerstwo Finansów przez miesiąc nie zdementowało tych informacji. Teraz, gdy złożyliśmy zawiadomienie o podejrzeniu przestępstwa, prokuratura musi przynajmniej wszcząć w tej sprawie postępowanie.
 

Zalecenia zawarte w notatce mają już wpływ na działania kontrolerów?

Nie mam jeszcze takich informacji, ale obawiam się, że będzie miała. Nie pierwszy raz mamy do czynienia z szantażowaniem urzędników. Miało to miejsce także wtedy, gdy wiceminister finansów Jacek Kapica wymyślił, że w Polsce dopuszczalne są tylko dwie metody skażania alkoholu na potrzeby przemysłowe – nigdzie nie stosowane i kompletnie nieopłacalne. Potem nasłał chmarę kontrolerów, którzy po kolei likwidują polskie zakłady, które skażają alkohol. Jednocześnie polskie granice są całkowicie otwarte dla skażonego alkoholu, bez względu na sposób jego skażania.

Z moich rozmów z przedsiębiorcami wynika, że stosunek kontrolerów do nich się poprawia.

W dużych miastach bardzo się poprawia – urzędnicy sami mają dość pokrętnego prawa. W mniejszych miastach, w powiatach, sytuacja wygląda o wiele gorzej. Podam przykład. W Zamościu Stanisław Kujawa, szef firmy Nexa, wykrył, że jego dyrektor handlowy popełnia przestępstwa na podatku VAT i poinformował o tym prokuraturę i urząd skarbowy. Kontrola przyszła do niego, a nie do oszusta, i zniszczyła mu firmę – a prokuratura zawiesiła 3 lata temu śledztwo, bo… czeka na wyniki kontroli z urzędu kontroli skarbowej.
 

Przykład idzie z góry?

Niestety. Gdyby chodziło tylko o błędy urzędników, to byłoby pół biedy, one zdarzają się na całym świecie. Niestety, w Polsce nie istnieje żaden mechanizm wyjścia urzędu z błędu. W Polsce jeśli urzędnik się pomylił, to cały urząd brnie dalej, bo jego prywatny interes nieprzyznania się do błędu stał się interesem państwa, ponieważ koszty przyznania się do błędu rosną do horrendalnych sum.
 

Prezydent Komorowski chce to ukrócić. Złożył do Sejmu projekt ustawy wprowadzającej zasadę, że kontrolerzy powinni każdą wątpliwość rozstrzygać na korzyść podatnika. 

A posłowie bez merytorycznej dyskusji zesłali go do podkomisji, prawdopodobnie po to, żeby go utopić. Mamy przecieki o tym, co urzędnicy opowiadają posłom. Mówią, że prezydent wziął się za coś, o czym nie ma pojęcia, że ta nowelizacja doprowadzi budżet państwa do upadku, ponieważ co drugi przepis jest niejasny, w związku z czym trzeba pomysł utrącić tak, by nie obrazić prezydenta. Wyżsi urzędnicy Ministerstwa Finansów boją się uproszczenia prawa, bo prosty system podatkowy pozbawia ich władzy. Urzędnicy skarbowi nie mają żadnej władzy nad rolnikami, bo oni płacą prosty podatek rolny, który łatwo obliczyć, mnożąc stawkę przez liczbę hektarów. Nie jest znany przypadek ukrycia hektara w lesie ani wywiezienia go np. na Cypr. A z przedsiębiorcą można wszystko zrobić.
 

Czegoś tu nie rozumiem: Przecież rozstrzyganie wątpliwości na korzyść podatnika wynika z konstytucji. „Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu”. Potrzebujemy w ogóle tej ustawy?

Dla polskich urzędników ustawa jest ważniejsza od konstytucji. Prawodawcy starają się wszystko jak najbardziej szczegółowo opisać – co się oczywiście nie udaje, bo nie da się opisać życia. A to dlatego, że nikt w Polsce nie zakłada, że jakikolwiek spór da się rozstrzygnąć w rozsądnym terminie w sądzie. To wynika ze złej organizacji, bo przecież wydajemy sporo na sądownictwo, mamy także bardzo wielu sędziów. Gdyby podzielić sprawy na małe i duże, jak w USA, i w sprawach „małych” wprowadzić prostą procedurę, dzięki której sprawa byłaby rozpatrywana w 3 tygodnie, to gwarantuję Panu, że wszystko by się natychmiast zmieniło. Gdyby urzędnik miał na koncie kilka przegranych spraw, to jego kariera byłaby zrujnowana bez względu na to, jak wiernym byłby synem partii.
 

Sędziowie w sądach gospodarczych znają się na biznesie?

Niestety nie – choć są wyjątki. Znam przykład, że pracownik okradł pracodawcę, przelewając sobie 100 tys. złotych na konto. Sprawa została umorzona, bo sędzina stwierdziła, że przecież… wystawił fakturę. To jakby włamywacz nie musiał obawiać się konsekwencji, ponieważ zostawił pokwitowanie za telewizor.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • arek
    13.04.2015 14:43
    Wywiad mógłby być ciekawy. Bo też i sprawy gospodarki, działań państwa są ważne. Jednak rozmówcy nie zadano żadnego krytycznego pytania. Dziennikarz to jedna nie tylko stojak na mikrofon, który bezkrytycznie "łyka" co mówi rozmówca.

    A można by zapytać o grzeszki pracodawców wobec pracowników(temat rzeka), szarą strefę(ciekawe dane Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową) itd.


    Biegły rozmówca nie znalazł równie biegłego pytającego. Szkoda. Być może następnym razem się uda...
  • aaa
    20.04.2015 16:54
    Do kompletu brakuje artykułu o ustawie Prawo budowlane oraz Prawo Zamówień Publicznych.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie