Prawa ucznia czy konsumenta?

W Polsce ocena szkolna jest ostateczna. Ale to może się zmienić, bo maturzyści wkroczyli na sądową ścieżkę.

Kinga Jasiewicz z Zakopanego pozwała do sądu Okręgową Komisję Egzaminacyjną. Treść pozwu dotyczy… ochrony dóbr osobistych. Oczywiście nikt maturzystki nie obrażał. Chodzi jej po prostu o zmianę liczby uzyskanych punktów, czyli oceny, która w myśl polskiego prawa jest ostateczna. Ten dogmat próbują również obejść maturzyści z Ostrowca Świętokrzyskiego. Wybrali jednak ambitniejszą drogę, składając skargę do Trybunału Konstytucyjnego. Prawnicy podsunęli im bowiem poważną lukę w systemie: brak możliwości odwołania się od decyzji Okręgowych Komisji Egzaminacyjnych. Taki stan prawny wzbudza również sprzeciw Rzecznika Praw Obywatelskich. Ostatnio maturzyści niezadowoleni z uzyskanych ocen właśnie zyskali kolejnego poważnego sojusznika – Najwyższą Izbę Kontroli, która wzięła pod lupę działanie okręgowych komisji. Doszukała się licznych uchybień, ale za jedną z głównych wad został uznany „nieskuteczny mechanizm weryfikowania pracy egzaminatorów”.

Kruczek na fortel

Kinga Jasiewicz jest dziś najsłynniejszą maturzystką w Polsce. Tym, czy jej dobra osobiste faktycznie zostały naruszone, Sąd Okręgowy w Krakowie miał się zająć 17 marca. Na wynik rozprawy z zapartym tchem czekało wielu młodych ludzi, którym – tak jak Kindze – zabrakło punktu, by dostać się na studia, a uważają, iż zostali skrzywdzeni. Do rozprawy jednak na razie nie doszło, bo na pozew, który jest swoistym fortelem, pozwana komisja egzaminacyjna też odpowiedziała kruczkiem prawnym. Prokuratoria Generalna, reprezentująca interes Skarbu Państwa (czyli w tym przypadku OKE), uznała, że tego typu sprawa powinna toczyć się przed NSA, a nie Sądem Okręgowym.

Został więc wystosowany wniosek o oddalenie pozwu. Sąd co prawda wniosek odrzucił, bo uznał, że jest właściwym adresatem pozwu, ale rozpoczęcie rozprawy zostało odsunięte w czasie. Grę na czas zdaje się również prowadzić Trybunał Konstytucyjny. Skarga maturzystów z Ostrowa (którym prace unieważniono za ściąganie) czeka na rozpatrzenie już 4 lata. Choć sprawa wydaje się mało poważna, to zdaniem prawników orzeczenie jej dotyczące może mieć bardzo poważne skutki dla całego systemu edukacyjnego w Polsce. Podobnych argumentów używa rzecznik Prokuratorii Generalnej, uważając, że uwzględnienie pozwu maturzystki z Zakopanego jest poważnym błędem, bo może spowodować lawinę podobnych żądań, a w efekcie kompletny chaos w systemie szkolnym. Chodzi bowiem o zasadę, że do egzaminów nie stosuje się takich samych procedur jak do decyzji administracyjnych.

Błędy bez konsekwencji

Najwyższa Izba Kontroli ma wyraźnie inne zdanie na ten temat. Do działania Centralnej Komisji Egzaminacyjnej i jej okręgowych agend kontrolerzy podeszli tak jak do każdej innej instytucji, skupiając się właśnie na procedurach i błędach. Z opublikowanego w lutym raportu NIK wynika, że pretensje maturzystów są w dużej mierze uzasadnione. – Co czwarta już oceniona praca egzaminacyjna, zweryfikowana na wniosek zdającego, okazała się źle sprawdzona. I to w stopniu wymuszającym zmianę wyniku – mówi Paweł Biedziak, rzecznik NIK. – Co gorsza, błędy egzaminatorów nie skutkowały odwołaniem z komisji – dodaje. W latach 2009–2013 na ponad 40 tys. prac egzaminacyjnych udostępnionych do wglądu zdającym, 10 tys. zostało na ich wniosek ponownie sprawdzonych. W efekcie tego sprawdzania wyniki egzaminu zmieniono w 2,6 tys. przypadków.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • E.
    20.04.2015 22:15
    Uff, nareszcie ktoś w mądry sposób staje po stronie nauczycieli, w sposób zniuansowany podchodząc do kwestii edukacji (punktując także wady systemu oceniania). A już myślałem, że w dyskusji o polskiej edukacji stosuje się tylko publicystyczne karabiny. Autor zwraca uwagę na kapitalny problem, z którym w szkołach zmagamy się na co dzień: neoliberalne sprowadzenie szkoły do kolejnego zakładu usługowego, nauczanie mierzone ekonomiczną efektywnością, gdzie wiedza jest jak lokata, która ma przynieść zysk (dostanie się na studia). A jak nie przyniesie, to winni są wszyscy, tylko nie źle inwestujący (uczeń i rodzic). Obecnie dominujące społeczne wymagania wobec edukacji można podsumować tak: dajcie naszym dzieciom najlepszą edukację, czyli przygotujcie ich standardowo do wykonywania standardowych ról społecznych. I to jest kompletna klęska nauczania humanistycznego.
  • Mol
    21.04.2015 11:34
    Uczniowie wyraźnie nie rozumieją zasady naboru na studia na podstawie wyników matury. Jeśli np. na dany kierunek jest 100 miejsc, to te miejsca otrzymuje stu kandydatów z najwyższym wynikiem punktowym z matury. Próg punktowy ustalany jest na wysokości wypełnienia limitu miejsc, tj. zgodny z liczbą punktów uzyskaną przez ostatniego ze stu najlepszych. O przyjęciu lub nieprzyjęciu na studia decydują często ułamki punktów. A to nie oznacza, że pani Kinga mając kilka punktów więcej(różnica kilku punktów to różnica kilkudziesięciu lub kilkuset osób w rankingu!) dostałaby się na studia. Jeśli więcej kandydatów miałoby wyższy wynik, to automatycznie próg punktowy jest wyższy. Ponieważ matura w tej chwili jest nic nie warta, proponuję przyznać wszystkim wyniki 100% - wówczas nie będzie listy rankingowej na podstawie punktów z matury i wracamy do egzaminów wstępnych.
  • dojrzały
    21.04.2015 21:15
    Być może bardziej sprawiedliwy byłby egzamin wstępny na studia? Dobrze pamiętam czasy, kiedy na niektóre kierunki (np. prawo, medycyna) nie sposób było się dostać tylko dlatego, że egzamin wstępny mogły zdać jedynie osoby chodzące wcześniej na korepetycje do wykładowców akademickich. O cenach takich "korepetycji" nie wspomnę.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie