Jak zdobywano Krym

Przed rokiem Rosja zaczęła operację zagarnięcia Krymu. Po kilku tygodniach półwysep został oficjalnie włączony w skład Federacji Rosyjskiej. Świat zobaczył, jak wygląda wojna hybrydowa, w której cyniczne kłamstwo oraz intensywna propaganda są nie mniej ważnym orężem aniżeli działania formacji zbrojnych.

Prezydent Władimir Putin niedawno przyznał, że już w nocy 23 lutego 2014 r. wydał rozkaz, aby resorty siłowe przygotowały operację „powrotu Krymu do ojczyzny”. Wszystko, co nastąpiło później, było wynikiem decyzji podjętych podczas tej całonocnej narady. Jednak wiele wskazuje na to, że agresja przygotowywana była od dawna i to zarówno w wymiarze wojskowym, jak i propagandowym. Ułatwiał to autonomiczny status Krymu oraz fakt, że Sewastopol był głównym portem rosyjskiej Floty Czarnomorskiej.

Faza I: przybywają „zielone ludziki”

27 lutego 2014 r. pojawili się na Krymie ludzie w żołnierskich mundurach, ale bez jakichkolwiek oznaczeń oraz insygniów. Sprawnie dowodzeni, zaopatrzeni w nowoczesne środki łączności i transportu, szybko przejęli najważniejsze punkty na półwyspie. Pytany o nich Putin zaprzeczył, jakoby mieli to być rosyjscy żołnierze. – To ochotnicy, którzy przyszli na pomoc Rosjanom na Krymie, a mundur każdy może sobie kupić w sklepie z militariami za rogiem – przekonywał z ironicznym uśmiechem prezydent Rosji. „Zielone ludziki” były wspierane przez miejscowe formacje samoobrony, które rozpoznawały się m.in. po przypiętej do ubrania czarno-pomarańczowej tzw. wstążce gieorgijewskiej, nawiązującej do przyznawanego jeszcze w armii carskiej odznaczenia za męstwo, ostatnio prezentowanej jako symbol patriotyzmu rosyjskiego. Później okazało się, że ich dowódcą był płk Igor Girkin z wywiadu wojskowego GRU. Gdy sytuacja na Krymie została opanowana, pojawił się w Donbasie jako organizator tzw. pospolitego ruszenia Noworosji, jak zaczęto już wtedy nazywać Donbas, czyli obwody ługański i doniecki. Podstawowym celem „zielonych ludzików”, w istocie komandosów z jednostek szturmowych, było sterroryzowanie miejscowych polityków. Okazało się bowiem, że nawet prorosyjsko nastawiony parlament krymski nie był gotowy do buntu przeciwko prawowitej władzy w Kijowie. A plan zakładał, że agresja zostanie formalnie zalegalizowana przez autonomiczne organy władzy na Krymie. W nocy z 26 na 27 stycznia 120 uzbrojonych po zęby dywersantów, wyposażonych nie tylko w broń ręczną, ale także w miotacze granatów oraz duże zapasy amunicji, zajęło budynek Rady Najwyższej Krymu.

Jak przyznał niedawno Girkin, dopiero wprowadzenie jego ludzi na salę obrad spowodowało, że deputowani podjęli uchwałę o przeprowadzeniu referendum w sprawie statusu Krymu. „Zielone ludziki” były wspierane przez miejscową cywilną samoobronę. Jednostki miejscowej milicji zachowywały się biernie, a ukraińskie wojsko pozostało w swoich garnizonach. Parlament pod lufami powołał nowe władze. Premierem Autonomicznej Republiki Krymu został Siergiej Aksjonow, którego partia Rosyjska Jedność uzyskała w poprzednich wyborach 4 proc. głosów i zdobyła tylko 3 mandaty. Jego głównym doradcą do spraw wojskowych i politycznych został płk Girkin.

Faza II: wchodzi wojsko

„Zielone ludziki” opanowały kilka ważnych punktów na Krymie, a przede wszystkim lotniska. Wojsko ukraińskie stawiało bierny opór, ale nie przeszkadzało intruzom w przejmowaniu kolejnych baz. Część oficerów wprost ogłosiła, że przechodzi na stronę „narodu krymskiego”. Zdrady dopuścił się m.in. dowódca ukraińskiej marynarki wojennej kontradmirał Denys Berezowski, który wypowiedział posłuszeństwo Kijowowi. 28 lutego 2014 r. operacja weszła w nową fazę, już z użyciem regularnych oddziałów wojska rosyjskiego, które przerzucano drogą powietrzną albo morską, korzystając z baz Floty Czarnomorskiej. Po tygodniu na Krymie było już 30 tys. rosyjskich żołnierzy. 1 marca na wody terytorialne Ukrainy wpłynęły trzy rosyjskie kutry rakietowe oraz krążownik rakietowy Floty Czarnomorskiej „Moskwa”, stacjonujące wcześniej w bazie w Zatoce Bałakławskiej. Część jednostek ukraińskiej straży granicznej, aby uniknąć przejęcia przez „zielone ludziki”, wypłynęła w morze, pozostałe zostały internowane, a w końcu przejęte przez Rosjan.

Faza III: zastraszanie i propaganda

Wraz z wysłaniem grup dywersantów, a później regularnych oddziałów Rosja zaczęła prowadzić na wielką skalę operację zastraszania, sugerując, że w przypadku napotkania oporu na Krymie użyje wszystkich swoich sił, aby go przełamać. W pobliżu granic z Ukrainą pod pretekstem ćwiczeń wojskowych skoncentrowano wielką liczbę wojska oraz ciężkiego sprzętu. W stan gotowości bojowej postawiono także strategiczne wojska rakietowe na Syberii, wyposażone w rakiety dalekiego zasięgu, zdolne do przenoszenia ładunków jądrowych. Elementem zastraszania była podjęta na ogromną skalę akcja propagandowa w rosyjskich mediach elektronicznych, sugerująca, że radykałowie z Majdanu, a zwłaszcza Prawy Sektor, przygotowują marsz na Krym. Rozpuszczano plotki, że ukraińscy nacjonaliści razem z Tatarami przygotowują listy proskrypcyjne, na których zostali umieszczeni działacze prorosyjskich organizacji przeznaczeni do likwidacji.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • DarJus
    22.03.2015 20:09
    Co było wcześniej: satanistyczny "Majdan", czy "operacja zagarnięcia Krymu"?

    Czyli: kto, co PIERWSZY zaczął?

    Sataniści dążą do wojny pośród chrześcijańskich Słowian, a współpracownicy satanistycznych służb specjalnych "odwracają kota ogonem", w temacie "kto zaczął".
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie