Ratunek czy zagrożenie?

Spada liczba zamykanych w Polsce szkół, bo są chętni, by je przejmować. Nie wszyscy się jednak z tego cieszą.

Związek Nauczycielstwa Polskiego bije na alarm, że ponad 2 tysiące małych szkół podstawowych może być w tym roku zagrożonych przekazaniem stowarzyszeniu lub fundacji. Ministerstwo Edukacji uważa, że ta liczba jest grubo przesadzona, kwestionuje też samo pojęcie „zagrożenia”. Zdaniem minister Joanny Kluzik-Rostkowskiej, w przypadku przekazania szkoły innemu niż gmina podmiotowi powinniśmy raczej mówić o ratunku dla placówki, gdyż alternatywą jest zwykle jej likwidacja. Ma rację, pod warunkiem jednak, że owym podmiotem jest zgromadzenie zakonne lub stowarzyszenie założone przez rodziców. Nie ma racji, gdy – na przykład – sam wójt zakłada fundację i przekazuje jej wszystkie szkoły na terenie gminy. Wtedy rzeczywiście można mówić raczej o patologii.

Tu zaszła zmiana

– Jestem z ZNP w fundamentalnym sporze, jeśli chodzi o kwestię zamykania szkół – przyznaje w rozmowie z PAP Joanna Kluzik-Rostkowska. Przekonuje, że bardzo często jedynym sposobem, by tego uniknąć, jest właśnie zmiana „organu prowadzącego”. Według niej to także lepsze rozwiązanie z punktu widzenia nauczycieli. W przypadku likwidacji szkoły stracą oni pracę, a w przypadku przekazania placówki zachowają ją, choć już nie na mocy Karty nauczyciela, a Kodeksu pracy. – Przede wszystkim jednak powinniśmy kierować się tym, by szkoła podstawowa była blisko miejsca zamieszkania dziecka – mówi pani minister.

I to jest fundamentalna zmiana w sposobie myślenia o oświacie. Dotąd bowiem kolejne rządy twardo trzymały się zasady, że szkoła ma być przede wszystkim dobra, a nie bliska domu. Taki dogmat obowiązywał zresztą już za Gierka, gdy wprowadzano szkoły zbiorcze, do których trzeba było dowozić dzieci z okolicznych wiosek. Podobne założenie leżało także u podstaw reformy sprzed piętnastu lat, której symbolem stał się gimbus. Zapoczątkowała ona falę likwidacji małych szkół. Paradoksalnie ten sam rząd (Jerzego Buzka) wprowadził także program „mała szkoła” i dał możliwość przekazania rodzicom zagrożonej zamknięciem placówki. Dzięki niemu udało się uratować setki głównie wiejskich szkół.

Przez pierwszą dekadę XXI wieku kolejni ministrowie edukacji nie byli jednak entuzjastycznie nastawieni do programu „mała szkoła”. Kuratorzy toczyli nawet przed NSA boje z gminami, które zbyt odważnie chciały iść tą drogą, a MEN trzymał stronę związków nauczycielskich, zawsze i fundamentalnie sprzeciwiających się przekazywaniu szkół podmiotom innym niż państwowe. Teraz polityka zmieniła się o 180 stopni, a ZNP oskarża rząd, że za pieniądze z UE prowadzi szkolenia dla osób zainteresowanych prowadzeniem placówek oświatowych. Prezes Sławomir Broniarz napisał do Ewy Kopacz list, w którym oskarża rząd o „brak jednolitego i skutecznego nadzoru prawnego, sprawowanego przez wojewodów i kuratorów oświaty w zakresie nadzoru pedagogicznego”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie