Galileo na start

Termin uruchomienia europejskiego systemu lokalizacji satelitarnej Galileo znowu przesunięto. Ale system na pewno powstanie. Właśnie wysłano dwa kolejne satelity.

W sumie na orbicie znajduje się teraz 8 satelitów. Docelowo ma ich być 27 plus 3 zapasowe. Jak długo potrwa wystrzelenie tych brakujących? Wiadomo, że w tym roku wystrzelone zostaną jeszcze cztery. Jeżeli chodzi o pozostałe, to problem jest raczej natury politycznej niż technologicznej. Unia Europejska to organizacja, która nie została stworzona do podejmowania decyzji czy koordynowania skomplikowanych projektów technologicznych. System Galileo jest jednym z najlepszych na to przykładów. System, który został wymyślony w latach 80. XX wieku, miał w pełni funkcjonować w 2012 roku. Być może zadziała jednak dopiero w roku 2022.

Będą (są) z tego pieniądze

Zdobywanie rubieży nauki czy technologii to sytuacja w sumie dość komfortowa. Ten, kto próbuje, zawsze zyskuje. Zanim osiągnięty zostanie pierwotny cel projektu, powstanie wiele rozwiązań, które będzie można wykorzystać w innych dziedzinach gospodarki. Galileo ma dostarczyć Europejczykom niezależnego systemu lokalizacji satelitarnej, ale zyski z inwestowania w jego budowę mogą pojawić się wcześniej. I tu mamy problem. Kto ma te zyski konsumować? Nie chodzi nawet o żywą gotówkę, raczej o technologie, które w przyszłości pieniądze przyniosą. Niemcy, Francuzi, Hiszpanie... wydają pieniądze na budowę Galileo, ale kto ma korzystać z technologii, które uda się przy okazji stworzyć? Do kogo one mają należeć?

Do całej społeczności unijnej? Do Komisji Europejskiej? Gra toczy się o setki miliardów euro. Dzisiaj europejski rynek technologii satelitarnych wart jest około 125 mld euro. Dzięki pracom nad systemem Galileo wartość tego sektora ma wzrosnąć do 250 mld euro. Mówimy o samych technologiach satelitarnych. Do tego trzeba dodać jeszcze ogromny skok w rozwoju technologii komunikacyjnych. Nie tylko tych w kosmosie, ale także na powierzchni ziemi czy w powietrzu. Dzisiaj systemy lokalizacji satelitarnej są wykorzystywane przez transport naziemny i lotniczy, a także logistykę, energetykę, rolnictwo czy ratownictwo. Rozwój tych dziedzin będzie szybszy, gdy firmy komercyjne będą mogły korzystać ze sprawnego systemu lokalizacji. Ocenia się, że 8, może nawet 9 proc. europejskiego PKB zależy od zastosowań nawigacji satelitarnej. Ten procent od lat się zwiększa.

Strategiczny błąd

Zaraz, zaraz. Przecież my mamy system lokalizacji satelitarnej. Nazywa się GPS i należy do... amerykańskiej armii. Europejscy przywódcy już dawno temu stwierdzili, że opieranie rozwoju tak wielu gałęzi przemysłu na systemie, nad którym nie mamy kontroli i który, co więcej, należy do państwa na wielu polach konkurującego z Europą, jest strategicznym błędem. Europejski Galileo ma być systemem cywilnym o dużo większej dokładności niż GPS. W wersji darmowej jego dokładność ma wynieść około metra, w wersji komercyjnej kilkanaście centymetrów. Amerykański GPS jest równie dokładny, ale tylko dla amerykańskiej armii. Dla pozostałych odbiorców sygnał GPS jest specjalnie zakłócany.

Dokładność amerykańskiego systemu dla odbiorców niekomercyjnych wynosi około 4 m, a dla komercyjnych kilkadziesiąt centymetrów. W Europie zaufanie do Ameryki, w tym do amerykańskiej armii, jest bardzo małe. Obawa, że Amerykanie mogą sygnał GPS dla Europy zablokować albo zakłócić jeszcze bardziej, jest dość powszechna. Ale jest jeszcze coś. Komisja Europejska nieraz zajmowała się inwigilowaniem europejskich firm przez amerykański wywiad, m.in. przez system satelitarnego nasłuchu Echelon. Amerykanie (co zrozumiałe) chcą mieć wgląd w technologie, które powstają w Europie. Czy w związku z tym rozważne jest korzystanie z ich systemu lokalizacji? Czy jest pewność, że GPS tylko lokalizuje, a równocześnie nie inwigiluje? Niedawno rakieta nośna Sojuz wyniosła na orbitę kolejne dwa satelity systemu Galileo. Po niecałych czterech godzinach znalazły się one na odpowiedniej orbicie, teraz będą testowane. Zaczną normalnie pracować w połowie roku. Wydaje się, że zażegnany został kryzys związany z finansowaniem całego projektu. Po tym, jak wycofały się z niego prywatne firmy, pieniądze na Galileo wyłoży cała wspólnota europejska.

Choć satelity, które już zostały wyniesione, działają prawidłowo, nie znaczy to, że Galileo jako system lokalizacji już działa. Do tego potrzeba nie ośmiu, ale 30 urządzeń w kosmosie oraz systemu stacji naziemnych. Instytucją, która czuwa nad projektem od strony merytorycznej, jest Europejska Agencja Kosmiczna ESA. Ale samym systemem będzie zarządzała Europejska Agencja Nawigacji Satelitarnej GSA, z siedzibą w Pradze. Testowaniem modułów nawigacyjnych na pokładzie satelitów zajmuje się ośrodek testów orbitalnych Galileo usytuowany w Belgii, a kontrolą lotów – Galileo Control Centre w niemieckim Oberpfaffenhofen. Wiele instytucji, kilka państw i jeden system. Cała Unia. Czasami jest to sympatyczne, zwykle zbyt skomplikowane, niestety, zbyt często mało konkretne. •

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie