Chuligańska gra... dla dżentelmenów

Kopią jajo, szarżują i przepychają się w młynie. Na boisku zostawiają krew i pot. Rugby to najbrutalniejszy sport zespołowy świata, w którym najważniejszy jest... szacunek dla przeciwnika.

Szatnia to miejsce bardzo intymne. Nikt z zewnątrz nie ma prawa tu wejść. Do meczu zostało 5 minut. Jedni zawodnicy nerwowo spacerują od szafki do szafki. Drudzy siedzą z zamkniętymi oczami pogrążeni we własnych myślach. Jeszcze inni intensywnie nacierają uszy wazeliną, by nie nabawić się „kalafiorów”, czyli typowego dla rugby urazu uszu. Na środku staje kapitan i motywuje swoich kolegów: – Od samego początku koncentracja! Każdy wie, co ma robić! Po co tu jesteśmy? Aby wygrać! Szatnia aż kipi od emocji. Nagle głos zabiera człowiek w koloratce i zaprasza do wspólnej modlitwy. Momentalnie robi się cicho. Chwilę później stają w kręgu, trzymając się za ramiona. Dostaję sygnał, że muszę wyjść. Zza zamkniętych drzwi słyszę krzyk współczesnych gladiatorów: Gotowi?! Tak! Gotowi?! Tak! Gotowi?! Tak! Tak! Tak!

Po godzinach... rugby

W 1823 r. w miejscowości Rugby w Anglii 17-letni uczeń Wiliam Webb Ellis postanowił przesądzić o wyniku pewnego niezwykle wyrównanego meczu piłki nożnej. Chwycił futbolówkę w ręce i zaczął z nią biec. Minął swoich zdziwionych kolegów i równie osłupiałych przeciwników, po czym spokojnie, z uśmiechem, położył piłkę w bramce. Tak narodziło się rugby. Dzisiaj ta dyscyplina sportu jest szczególnie popularna w Wielkiej Brytanii, Francji, Australii, RPA czy Nowej Zelandii. Zagłębiem rugby w Polsce jest Trójmiasto. Działają tu aż 3 drużyny ze ścisłej czołówki polskiej ligi. Z Arki Gdynia, Lechii Gdańsk czy Ogniwa Sopot rekrutuje się większość obecnych reprezentantów kraju. – Mimo sporego zainteresowania kibiców rugby w Polsce to wciąż sport niszowy, a bycie rugbystą to bardziej pasja niż zawód, z którego można się utrzymać – zaznacza Rafał Lademann z Lechii. Zawodnicy trenują 4 razy w tygodniu po 2 godziny. Do tego dochodzą indywidualne ćwiczenia na bieżni, basenie i siłowni. Robią to wszystko po pracy. – Wśród nas są właściciele firm, nauczyciele, strażacy, prawnicy, wychowawcy zajmujący się trudną młodzieżą – wylicza Rafał. – Bardzo często jesteśmy także mężami i ojcami. Wyobraź sobie, jak musimy się nakombinować, by pogodzić treningi z obowiązkami zawodowymi i domowymi – mówi Paweł Dąbrowski z Arki, mąż Iwony i tata Marysi. – Bez wsparcia i wyrozumiałości bliskich byłoby to niemożliwe. To nasi najwierniejsi kibice – dodaje.

Szarża, młyn i jajo

Na murawę wybiegają dwie drużyny. Każda liczy 15 zawodników. – Zespół składa się z 2 formacji. Młyna i ataku. W zależności od pozycji o wartości gracza stanowią inne warunki fizyczne – tłumaczy Marek Płonka, trener reprezentacji Polski. – Widzisz to? Trener pokazuje konstrukcję w literze H. – To bramka, tylko bramkarza brakuje – wyjaśnia. Sędzia rozpoczyna mecz. Owalną piłkę, czyli popularne jajo, można kopać lub podawać ręką, ale w tym drugim przypadku jedynie do tyłu. Jeśli któryś z graczy złamie tę zasadę, tworzony jest młyn, w którym zawodnicy wzajemnie się przepychają i walczą o piłkę. Nagle jeden z graczy uwalnia się od pozostałych, biegnie sprintem kilkanaście metrów i zatrzymuje za końcową linią pola przeciwnika. Kładzie jajo na ziemi. To przyłożenie. Drużyna zdobywa 5 punktów. Trener Płonka wyjaśnia, że za chwilę zespół będzie mógł podwyższyć wynik o 2 oczka. – Po każdym przyłożeniu drużyna ma prawo do wykonania kopa na bramkę. Piłka musi przelecieć między słupami nad poprzeczką – mówi. Innym razem zawodnik biegnący z jajem zostaje brutalnie powalony na ziemię. To była szarża. Najbardziej spektakularnym zagraniem jest... wyniesienie w aucie. Kilku graczy podnosi wysoko w górę kolegę z drużyny, który łapie piłkę w powietrzu. Mija 80 minut. Koniec meczu.

Twardziele i dżentelmeni

Spotkanie rugby dla niewtajemniczonych wygląda jak uliczna walka wręcz. Zawodnicy się odpychają, łapią za nogi, ciągną za koszulki, przewracają na siebie. – Mówi się, że rugbiści to ludzie, którzy wsadzą głowę tam, gdzie inni nie wsadziliby ręki – uśmiecha się Rafał i pokazuje dwa szwy na twarzy i sześć z tyłu głowy. Zdarzają się wybite zęby, rozbite łuki brwiowe, złamane nosy, ręce czy nogi. – To nie szachy. Dochodzi do ostrych starć czy bolesnych upadków, ale nikt nie krzywdzi drugiego człowieka specjalnie. Bo rugby to chuligańska gra dla dżentelmenów. Obowiązują nas zasady, których przestrzegamy – podkreśla Rafał. Nie wolno atakować zawodników bez piłki, uderzać w okolice szyi i głowy, gryźć, szczypać i kopać. Za niesportowe zachowanie rugbiści otrzymują kartki. Żółta wyklucza z gry na 10 minut. Czerwona na cały mecz. Strój gracza rugby składa się jedynie z koszulki, spodenek, getrów i metalowych korków. – Nie używamy ochraniaczy czy kasków jak zawodnicy futbolu amerykańskiego. A mimo to kontuzje zdarzają się rzadko – przyznaje Paweł. – Rugby to połączenie judo, zapasów i lekkoatletyki. Musimy być wytrzymali, silni i szybcy. W czasie treningów, które najlepiej rozpocząć w jak najmłodszym wieku, uczymy się bezpiecznie upadać. Przed urazami chronią nas też wypracowane na siłowni mięśnie – dodaje. Koniec sportowej bitwy toczącej się na murawie oznajmia gwizdek sędziego. Opadają emocje. Rozpoczyna się „trzecia połowa”, czyli tradycyjne, kultywowane w całym świecie rugby spotkanie zawodników po meczu. – Przy grillu komentujemy najciekawsze akcje i najładniejsze zagrania. Nikt nie żywi do nikogo urazy za ostrą grę – tłumaczy Rafał.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie