Majdan nam nie grozi

O niemyśleniu, Stalinie i znikających krzyżach z Mariną Łobanową

Barbara Gruszka-Zych: Jest Pani Czuwaszką.

Marina Łobanowa: W połowie, po mamie. W młodości wyjechała na Syberię, gdzie poznała mojego ojca – Rosjanina z Uralu. Na Syberii przyszłam na świat i dopiero dwa lata temu zdecydowałam się wrócić do kraju mojej matki. Miałam dość syberyjskiego klimatu. Teraz mieszkam w Czeboksarach, gdzie na 500 tys. ludności większość stanowią Czuwasze.

Czy Czuwaska Autonomiczna Republika jest niezależna?

Formalnie tak, posiada własne organy władzy, sądownictwo, a w szkołach dzieci uczą się języka czuwaskiego.

A nieformalnie?

Do tradycji Rosji należy to, że nigdy nie dawała autonomii swoim republikom. Cechuje ją miłość do centralizacji władzy. Od wieków na czele państwa stał jeden przywódca, a zadaniem społeczeństwa było popieranie jego działań. Taką potrzebę poddania się jednemu przywódcy politycznemu widać właśnie u nas.

Rosjanie chcą, żeby nimi kierować?

Rosja jest tak ogromna, że od zawsze panował w niej strach przed chaosem i jedynie silna władza wydaje im się wybawieniem od tego lęku. Ludzie boją się, że przyjdzie anarchia i państwo się rozpadnie. W zasadzie rządzi nami strach.

Czuwaszom odpowiada to, że stanowią część mocarstwa?

Absolutnie tak. Nie przychodzi im do głów, że mogłoby być inaczej. To osobliwa cecha naszego narodu. Czujemy się integralną częścią Rosji.

Lubicie być podlegli?

Nikomu to nie ciąży.

Nie mielibyście nic przeciwko temu, gdyby na czele imperium stanął nowy Stalin?

Myślę, że znalazłoby się wielu zwolenników takiego pomysłu. Dowodem na te prostalinowskie tęsknoty jest fakt, że ostatnio w różnych miejscach Rosji stawiają coraz więcej pomników Stalina. Niedawno odsłonięto jego popiersie w Riazaniu. Pierwszą jaskółką zwiastującą ten trend było wzniesienie pomnika dla uczczenia uczestników konferencji jałtańskiej. W większości podręczników historii jest ona uznawana za akt haniebny, a pomnik postawiono, żeby spełnić życzenia kombatantów, posiłkujących się hasłem, że walczyli za ojczyznę i za Stalina.

A co z miejscami, gdzie powinny być upamiętnione ofiary reżimu stalinowskiego?

Mamy z tym wielki problem. Zdarzają się przypadki, że jeśli ktoś stawia tam krzyż, to on bardzo szybko znika. Władze rea- gują tylko na sugestie w tej kwestii pochodzące ze strony Kościoła prawosławnego. Boją się, że gdyby oznaczono krzyżami wszystkie te miejsca, to będzie nimi usiana cała ziemia. Powszechnie milczy się o tych, którzy byli represjonowani w obozach stalinowskich. Ostatnio zamknięto muzeum gułagu upamiętniające jeden z największych obozów stalinowskich w Permie. Stopniowo wstrzymywano pieniądze na utrzymanie gigantycznego obiektu. W końcu brakło ich nawet na opłacanie rachunków za gaz.

Czy Czuwasze zdają sobie sprawę, jaką cenę płacą za to, że są trzymani na pasku Putina?

Nie wszyscy. Według badań socjologicznych, potwierdzonych przez moje obserwacje, wygląda na to, że w Rosji około 85 proc. społeczeństwa popiera Putina (w Czuwaszji jest ich więcej). Tylko 15 proc., w tym większość inteligencji, więcej widzi i dostrzega absurd naszego życia. Nadieżda Mandelsztam kiedyś trafnie napisała, że mamy taki system, w którym z jednej strony są ludzie robiący wszystko, co chcą – a miała na myśli władzę. Z drugiej strony jest naród, który narzeka pod nosem, że jest źle, ale oficjalnie akceptuje stan, w jakim przyszło mu żyć. Trzeba jednak dodać, że Putin to nie Stalin.

Jak to się stało, że Pani nie popiera Putina?

Tę świadomość wzięłam z lektur, a szczególnie z czytania poezji – Puszkina, Mandelsztama, Brodskiego, ale też Szymborskiej i Miłosza. Poezja pomaga w odkrywaniu prawdy.

Kto z Pani bliskich ma podobne poglądy?

Na pewno część rodziny, ale mam też krąg przyjaciół, którzy myślą w sposób zbliżony, choć nie są jawnymi opozycjonistami. Oprócz tego czuję wsparcie ze strony środowiska związanego z „Memoriałem”, którego jestem członkinią. Jawnie demonstruje swoje poglądy i jest gotowe walczyć w obronie praw człowieka.

W jakim języku uczy Pani historii?

W rosyjskim.

Czy to historia imperialnego mocarstwa, czy prawda o zaborcy?

Uczę młodzież od piątej klasy szkoły podstawowej wzwyż, z podręczników napisanych liberalnie, jeszcze na początku lat 90. Nasze dzieci dowiadują się o powstaniu styczniowym, opisanym bardziej szczegółowo niż inne, o rozbiorach Polski, o despotyzmie Piotra I, Stalina, Jałcie, Katyniu. Rewolucja październikowa przedstawiona jest jako ogromna tragedia. O okupacji mówi się, nazywając po imieniu fakt, że zawłaszczyliśmy cudze ziemie i je okupowali. Niestety, te podające prawdę podręczniki są wycofywane, a zawarty w nich materiał został drastycznie ograniczony. Jeśli wcześniej jakiemuś ze wspomnianych tematów poświęcano 10 stron, to teraz półtora, góra dwie. Te dyrektywy idą z góry, z Ministerstwa Kultury, którym kieruje Władimir Miediński.

Podobno jest on autorem książek, którymi totalnie mąci w głowach czytelnikom.

Ludzie jednak powszechnie czytają jego książkę „II wojna światowa. Mity i legendy”. Sugeruje w niej, że w latach 90. liberałowie stworzyli wiele mitów, z którymi jako uczciwy człowiek musi się rozprawić. Ta książka nie ma nic wspólnego z rzetelną nauką. Mało kto czyta natomiast Andrieja Zubowa, wspaniałego opozycyjnego historyka, przedstawiającego prawdziwą wersję historii, który został usunięty ze swojej uczelni. Z żalem trzeba przyznać, że ludzie wolą Miedińskiego.

Dlaczego?

Bo zwraca się do nich przystępniejszym językiem, umie grać nastrojami tłumu. Jest tam mnóstwo tekstów służalczych wobec Putina. Na przykład w rozdziale omawiającym filmy radzieckie poświęcone wojnie tworzy z nich swoisty ranking wedle tego, jak podobają się Putinowi. „Tarcza i miecz” to film numer jeden dla Putina. „Major Wicher” znajduje się na drugim miejscu, a „Ściągamy ogień na siebie” – na trzecim.

Ludzie lubią takie narzucone sugestie?

Bo nie muszą sobie zadawać trudu. Ktoś już za nich dokonał oceny. Nie chce im się zastanawiać.

Standardem jest niemyślenie?

Wydaje mi się, że Czuwasze się boją, że kiedy będą się zajmować tymi tematami, zostaną nazwani „piątą kolumną”. Tak się określa Andrieja Zubowa albo muzyków rockowych, takich jak Makarewicz czy Szewczuk. Nazywanie opozycjonistów piątą kolumną to trend ostatniego roku. Na ulicach pojawiły się banery z ich portretami, żeby społeczeństwo wiedziało, kto jest wrogiem ustroju.

Świętowaliście zajęcie Krymu przez Rosję?

Często dostajemy dyrektywy, że mamy brać udział w akcjach społecznych czy manifestacjach. W Czeboksarach odbył się taki wiec, zorganizowany, by okazać radość z tej okazji.

Zebrani naprawdę się cieszyli?

Rok temu – podczas pierwszego wiecu – tak. Po roku to już nikogo nie zapraszano, ale wielu z własnej woli uczestniczyło w uroczystym koncercie z okazji tego wydarzenia. Pierwszy mityng, który nazwano wiecem poparcia dla Rosji, odbywał się pod hasłem: „Uwolnijmy Krym od faszystów”. Oczywiście za faszystów uznano Ukraińców. Drugi, zorganizowany w odstępie tygodnia, nosił wymowne hasło: „Nareszcie się połączyliśmy”.

Udział był przymusowy?

Pozornie mogło wyglądać, że jesteśmy tam dobrowolnie. Nikt nam tego wprost nie nakazał, jednak w podtekście komunikatu przełożonych dało się słyszeć słowa: „A spróbujcie nie przyjść”. Trzeba sobie uświadomić, że nauczyciele to najbardziej bezbronna grupa ludności, którą można kierować, bo boją się zwolnienia z pracy. Kazano nam się zebrać przy pomniku Lenina.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie