Wcześnie obudzeni

Gdy ich rówieśnicy jeszcze śpią, oni spieszą się, by przed szóstą podbić kartę pracy. Uczniowie szkoły zawodowej w Murowanej Goślinie są jednak zdeterminowani – pracując w fabryce autobusów firmy Solaris, zdobywają wyjątkową wiedzę.

Wfabryce w Bolechowie pod Poznaniem praca wre. Wszędzie stoją konstrukcje autobusów, na różnych etapach produkcji. Na przyklejonych do nich kartkach czytamy nazwy miast: Warszawa, Berlin, Stara Zagora, Lecco... Niektórzy pracownicy produkcyjni noszą pod flanelowymi koszulami pomarańczowe koszulki. To uczniowie. – Nie wyróżniamy ich, chodzi tylko o to, by byli lepiej widoczni. Dla ich bezpieczeństwa – mówi Jacek Pawlik, opiekun uczniów w fabryce. Rzeczywiście, co chwilę spotykamy „pomarańczowych”, którzy wspólnie ze starszymi kolegami piłują lub montują. Albo przyglądają się, jak bardziej doświadczeni pracownicy wykonują swoje obowiązki. Chłopcy to uczniowie Zasadniczej Szkoły Zawodowej w Murowanej Goślinie, oddalonej o 6 km od Bolechowa. Są jednocześnie młodocianymi pracownikami firmy. Dwa dni spędzają w fabryce, kolejne dwa na nauce innych przedmiotów, takich jak język polski czy matematyka, zaś piąty dzień – w zaprzyjaźnionym Zespole Szkół nr 1 w Swarzędzu, w którym uczą się teorii. W przyszłości będą monterami mechatronikami i elektrykami elektromechanikami pojazdów samochodowych. I prawdopodobnie zostaną w firmie. Rok temu z dziesięciu absolwentów szkoły dziewięciu podpisało z Solarisem „dorosłą” umowę o pracę.

W szkole i fabryce

Wszystko zaczęło się w 2005 roku. Firmie, której autobusy, trolejbusy i tramwaje jeżdżą po ulicach kilkudziesięciu miast Europy i Azji, zabrakło rąk do pracy. – Potrzebowaliśmy specjalistów, a zatrudniając rocznie kilkuset nowych pracowników, mieliśmy problem ze znalezieniem fachowców w okolicy naszej fabryki w Bolechowie. Więc postanowiliśmy sami ich wykształcić – mówi specjalistka ds. rekrutacji i rozwoju w Solarisie, Monika Rudnicka.

Na pomysł wpadł założyciel firmy Krzysztof Olszewski. W latach 80. XX wieku pracował w RFN, gdzie zaobserwował, jak świetne efekty przynosi kształcenie dualne. U naszych zachodnich sąsiadów regułą jest, że uczniowie szkół zawodowych połowę czasu spędzają w zakładzie pracy, a połowę w murach szkoły. Dzięki temu „na żywo” uczą się zawodu, a po zakończeniu nauki mają ułatwioną ścieżkę do zatrudnienia w firmie. W Polsce taka sytuacja jest bardzo rzadka. Choć teoretycznie każdy może zatrudnić młodocianego pracownika, by ten u niego terminował i jednocześnie uczył się w szkole, mało kto to robi. Firma nawiązała współpracę ze szkołą w Murowanej Goślinie. Rozpoczęło się poszukiwanie chętnych do nauki w klasie patronackiej. Nie było to jednak łatwe. – W Polsce pokutuje opinia, że szkoła zawodowa to placówka „ostatniego wyboru”, dla osób uczących się gorzej. Na początku trudno było przekonać rodziców, że warto wysłać dziecko do zawodówki, zamiast do liceum w Poznaniu. W pierwszym roku w ogóle nie udało nam się przeprowadzić naboru, w drugim do klasy patronackiej przyjęliśmy sześciu uczniów – mówi Rudnicka. W 2010 roku cała szóstka rozpoczęła pracę w zakładzie. Dziś kształci na trzech rocznikach 45 chłopców.

Pracownik uniwersalny

Nauka to nie przelewki. Uczeń o godzinie szóstej jest już w zakładzie – fajrant ma o czternastej (mający mniej niż szesnaście lat o dwunastej). Podbija kartę, przebiera się, chowa swoje rzeczy do szafki „śniadaniówki”. I idzie do jednego z pięciu stanowisk, do którego akurat w danym czasie został przydzielony. – Nie oddzielamy uczniów od pracowników. Na miejscu uczą się pracy w grupie i od podstaw poznają kolejne etapy budowy pojazdów. Oni rotują pomiędzy stanowiskami i dzięki temu po trzech latach można powiedzieć, że poznali jakieś 80 proc. procesu produkcyjnego autobusu – opowiada Jacek Pawlik. Pozostałe 20 proc. to elementy, w których nie biorą udziału ze względów bezpieczeństwa: przykładowo nie pracują w lakierni czy na dachu autobusu. – Ale i tak po zakończeniu nauki wiedzą często więcej o budowie pojazdu niż pracownik przychodzący z zewnątrz. Są uniwersalni, zdają sobie sprawę z tego, jak ważne jest wykonywanie danej czynności w kontekście całości – dodaje. Jednak zanim do tego dojdzie, w pierwszej klasie głównie przyglądają się, jak pracują starsi pracownicy, choć oczywiście także ich naśladują. – Nie przepadają za tym. Najbardziej lubią, jak im się da coś konkretnego do roboty i mogą zobaczyć efekty. Ale ja im mówię: to nauka przez pracę, ale nauka. Owoce przyjdą później – dodaje. Już w drugiej klasie powierza im się zadania, jakie wykonują także dorośli pracownicy. Co ważne, nie jest to tylko ćwiczenie „na sucho”. Młodzi, pod bacznym okiem brygadzistów, pracują przy pojazdach, które już niedługo wyjadą na drogi. – Kiedyś się nawet zastanawiałem, widząc solarisa na drodze: „O, może robiłem ten autobus?” – opowiada uczeń III klasy Michał Piasek.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie