Wybory pomyłek

O wyborach samorządowych z 2014 roku powiedziano już wiele. Wypowiadali się wygrani („wybory przeprowadzono prawidłowo”), wypowiadali się przegrani („sfałszowano je”). Wypowiadali się publicyści, a nawet prawnicy. Teraz czas na naukowców. Statystyków.

Z analizy wyników jesiennych wyborów samorządowych wynika, że zostały one fatalnie przeprowadzone. Analiza matematyczna nie pozostawia wątpliwości, że wyniki nie odzwierciedlają poglądów społeczeństwa. Trudno powiedzieć, co odzwierciedlają. Jedna z partii była wyraźnie faworyzowana, instrukcje, jak głosować, wprowadzały w błąd, a system informatyczny nigdy nie działał prawidłowo.

Nie lubimy analiz

Na temat ostatnich wyborów samorządowych rozmawiam z dr. hab. Wojciechem Słomczyńskim, matematykiem, oraz prof. Karolem Życzkowskim, fizykiem. Obaj panowie pracują na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. –

Nie ma wątpliwości, że ostatnie wybory samorządowe zostały przeprowadzone w sposób nieprawidłowy, nie ma też wątpliwości, że zostały źle zaprojektowane – mówi profesor Życzkowski. – W efekcie, pomimo przeprowadzenia całej procedury, nie wiemy dokładnie, jakie były poglądy elektoratu, nie wiemy, czy samorządowcy na różnych szczeblach, którzy od jesieni sprawują władzę, są zawsze rzeczywiście tymi, na których chcieli głosować wyborcy – dodaje.

Co matematyka, szczególnie statystyka, ma wspólnego z wyborami? Jak na podstawie analizy statystycznej można wyciągać wnioski na temat wyborów? Najłatwiej na to pytanie odpowiedzieć poprzez analogię. Czy miejsce zamieszkania ma związek z wysokością zarobków? Może mieć, w niektórych regionach Polski zarabia się lepiej niż w innych. A czy da się wytłumaczyć sytuację, w której regiony różnią się (i to drastycznie!) procentem oddanych głosów nieważnych? Tak właśnie od wielu już wyborów dzieje się w Polsce.

Rzut oka na mapę nie pozostawia wątpliwości. Ilość nieważnych głosów oddanych w wyborach w województwie mazowieckim dochodzi czasami do 30 proc. Tymczasem w sąsiedniej gminie, ale już w innym województwie, ten procent z 30 spada do zaledwie kilku. Tego fenomenu nie da się wytłumaczyć. Co dzieje się na Mazowszu? Na to pytanie nie da się odpowiedzieć bez dogłębnych analiz, tyle tylko, że tych w Polsce nie przeprowadza się. Tak zwany efekt Mazowsza znany jest już w literaturze przedmiotu.

Znany, ale wciąż nierozwiązany. – Szkoda, że w Polsce niektórzy urzędnicy i politycy reagują wręcz alergicznie na nieśmiałe nawet wspomnienie o konieczności dogłębnej analizy wyników wyborów pod kątem prawidłowości ich przeprowadzenia. Zachowują się tak, jak gdyby już same badania rzucały na nich cień podejrzenia. Tymczasem w krajach o ugruntowanej demokracji istnieją całe zespoły badawcze, które nie tylko analizują wyniki wyborów pod względem statystycznym, ale rezultaty tych analiz brane są także pod uwagę przy doskonaleniu systemów wyborczych – mówi Wojciech Słomczyński.

Potłuczony termometr

Bardzo wysoki odsetek głosów nieważnych w województwie mazowieckim jest obserwowany od dawna, przynajmniej od 2002 roku. Pierwszy zwrócił na to uwagę w 2010 roku geograf, profesor Przemysław Śleszyński. Konkretnie chodziło o karty, na których postawiono więcej niż jeden krzyżyk. – Państwowa Komisja Wyborcza nie zrobiła z tą informacją nic. Nie potrafiła wytłumaczyć tego efektu, nie próbowała znaleźć żadnych środków zaradczych, nie próbowała lepiej przeprowadzić kolejnych wyborów.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie