Imperium korporacji

Największa na świecie strefa wolnego handlu może okazać się największą strefą wyciągania pieniędzy publicznych przez międzynarodowe firmy.

Nadchodzi nowy socjalizm. A dokładniej: socjalizm udający kapitalizm. Oto bowiem zamiast państwa czy międzynarodowych organizacji, wtykających nos tam, gdzie nie trzeba, i nakładających na uczciwych przedsiębiorców absurdalne obciążenia prawno-fiskalne, będziemy mieli międzynarodowe korporacje, które drogą sądową wymuszą na rządach gigantyczne odszkodowania za niekorzystne dla siebie regulacje prawne. Z wolnym rynkiem i kapitalizmem nie ma to wiele wspólnego, a na kosztowne procesy z państwami będzie stać tylko potężne konsorcja. Negocjowana ciągle umowa handlowa USA–UE zawiera zapisy, które odbierają państwom-stronom resztki samodzielności w kształtowaniu polityki nie tylko gospodarczej swoich krajów. Spór i potencjalne odszkodowania mogą dotyczyć każdej regulacji, która ma wpływ na jakikolwiek obszar działalności komercyjnej: od bankowości, ubezpieczeń, przez zdrowie, ochronę środowiska, kulturę, po cukiernictwo, motoryzację i inne gałęzie gospodarki.

Tajne zapisy odtajnione

O jakiej umowie w ogóle mówimy? Od 2 lat trwają negocjacje między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską w sprawie powołania strefy wolnego handlu obejmującej obie strony Atlantyku. Transatlantic Trade and Investment Partnership (TTIP), czyli Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji za główny cel stawia sobie zniesienie wszystkich istniejących dzisiaj barier w relacjach handlowych między USA i UE, jak cła, podatki, ale również odmienne regulacje i normy, które uniemożliwiają sprzedaż towaru wyprodukowanego np. w Stanach do Unii, dopóki nie przejdą na nowo testów – i odwrotnie. Jeśli dojdzie do finalizacji umowy, powstanie największa na świecie strefa wolnego handlu, łącząca rynek amerykański z europejskim. To wszystko wygląda obiecująco. Problem w tym, że przez dłuższy czas utrzymywano w tajemnicy szczegóły negocjacji.

Tajemnica handlowa jest oczywista w przypadku umów między podmiotami prywatnymi, tutaj natomiast cichaczem negocjowano dokument, który dotyczy państw i rządów. W ubiegłym roku Rada Unii Europejskiej zadecydowała o zniesieniu klauzuli tajności wytycznych, z jakimi strona unijna zasiada do stołu rozmów. I nagle okazało się, że tworząca się strefa wolnego handlu będzie prawdziwym rajem dla korporacji, które uznają, że którekolwiek państwo-strona, w którym prowadzą biznes, swoim prawodawstwem narusza ich interesy. Firma będzie mogła wytoczyć proces takiemu państwu i wygrać gigantyczne odszkodowanie, za które oczywiście zapłacą podatnicy. Przewiduje się stworzenie specjalnych trybunałów, których sędziowie będą mianowani w nieokreślonych na razie procedurach. Lori Wallach, szefowa Global Trade Watch z Waszyngtonu (organizacji monitorującej w interesie konsumentów działalność Światowej Organizacji Handlu i innych międzynarodowych organizacji oraz zapisy i realizację traktatów) wyliczyła, że w samych Stanach Zjednoczonych działa prawie 25 tys. filii ponad 3 tys. przedsiębiorstw europejskich, z kolei w Unii Europejskiej – ponad 15 tys. filii aż 14 tys. firm amerykańskich.

Można sobie wyobrazić sytuację, w której tylko niewielki ich procent, po każdej ze stron Atlantyku, wytacza proces państwu, w którym ma siedzibę, a które – zdaniem zarządzających firmą – wprowadza przepisy uderzające w jej interesy. W przypadku licznych wygranych państwa mogą stać się bankrutami, a na pewno zakładnikami wygranej korporacji, która narzuci w ten sposób państwu konieczność wprowadzenia przepisów pod jej dyktando. Jaki problem, by takie narzędzie wpływu stało się wygodną maszynką do wyciągania pieniędzy publicznych (a więc z kieszeni podatników) na masową skalę? Żaden. Wystarczą sędziowie, którzy będą orzekać po myśli korporacji: niezależnie lub... „za drobną opłatą”.

Duży może za dużo

Lori Wallach słusznie zauważa (na łamach m.in. „Washington Post” i „Le Monde Diplomatique”), że umocowanie prawne tych przywilejów dla firm (a raczej dla ponadnarodowych korporacji) odbije się na administracji każdego szczebla: od szefów państw i rządów, przez poszczególne ministerstwa, parlamenty, po władze lokalne. W przypadku głosowania nad praktycznie każdą ustawą – czy dotyczącą ubezpieczeń zdrowotnych, leków, czy prywatyzacji lasów, prawa budowlanego, emisji spalin, czy związaną z normami dla bezpiecznej żywności – posłowie będą musieli wziąć pod uwagę oczekiwania korporacji, która na danym prawie może skorzystać lub stracić. Już teraz ustawodawcy na całym świecie nierzadko głosują pod dyktat różnego rodzaju lobby. Teraz również korporacje mogą domagać się od państw odszkodowania, ale drogą pośrednią, np. przez Światową Organizację Handlu (WTO).

Przykład: parę lat temu pewna firma poskarżyła się w WTO na rząd amerykański za wprowadzenie prawa zakazującego sprzedaży cukierków w kształcie papierosów. Powód zakazu: to ukryta promocja palenia tytoniu. Firma, która takie cukierki produkowała, sprawę wygrała, ale musiała skorzystać z pomocy WTO, co opóźniało temat i mocno utrudniało wygraną. Jeśli wejdą w życie przepisy negocjowanej właśnie umowy handlowej USA–UE, każda firma będzie mogła wytoczyć proces bezpośrednio państwu. Teoretycznie każda, bo w praktyce będą mogły sobie pozwolić na to wyłącznie największe międzynarodowe korporacje. A regulacje, które w ten sposób będą na państwach wymuszać, nierzadko uderzą w małe i średnie przedsiębiorstwa krajowe. Dlatego też trudno tu z pewnością mówić o zwycięstwie wolnego rynku nad prymatem państwa. Mali przedsiębiorcy pozostaną jeszcze bardziej bezradni w zderzeniu z bezdusznym prawem i z nieuczciwą konkurencją potężnych graczy, których stać na procesowanie się z rządami i wymuszanie korzystnych dla siebie rozwiązań prawnych.

Państwo pod ścianą

Jak daleko mogą sięgać apetyty korporacji, które nagle staną się bezpośrednią stroną w sporze z państwem, świadczą liczne przypadki zaskarżania już teraz prawodawstwa za pośrednictwem organizacji międzynarodowych. Przykład z cukierkami w kształcie papierosów to pryszcz w porównaniu np. ze „sprawą tuńczykową”. Niespełna 3 lata temu Światowa Organizacja Handlu skazała USA za to, że na puszkach z tuńczykiem widniała informacja, z jakich krajów pochodzi importowane mięso. To, zdaniem WTO, mogło... naruszać wolną konkurencję. W innym przypadku WTO kazała Unii Europejskiej (a zatem koszty poniósł każdy z nas, podatników krajów członkowskich UE) zapłacić karę kilkuset milionów euro za to, że odmówiła importu do siebie organizmów modyfikowanych genetycznie. Warto w tym miejscu zauważyć, że w negocjacjach między USA a UE kwestia GMO jest jedną z najtrudniejszych: Amerykanie chcą, by żywność naszpikowana hormonami trafiała bez ograniczeń na rynek unijny. Co więcej, aby uniknąć podobnych sytuacji, jak w przypadku tuńczyka, najlepiej – chcą tego producenci GMO – zrezygnować z zamieszczania na opakowaniach informacji o tym, że konsument ma do czynienia z GMO. Jeśli taka opcja wygra, będzie to oczywiście wprowadzanie w błąd konsumenta, który ma prawo wiedzieć, co kupuje. Jeśli taka opcja nie wygra na etapie negocjacji umowy handlowej, mogą o nią upomnieć się koncerny produkujące taką żywność w sporze sądowym z krajem – bo taką możliwość umowa przewiduje.

Na spory sądowe z państwami na pewno będzie przygotowany m.in. sektor energetyczny. Już teraz w Niemczech jeden z potentatów na rynku produkcji energii domaga się od rządu wielu miliardów euro odszkodowań za politykę wobec tej gałęzi przemysłu. Można sobie wyobrazić, że gdyby umowa handlowa między USA i UE obowiązywała już dawno, prawdziwym bankrutem okazałyby się Węgry. Gdyby wszystkie międzynarodowe korporacje i instytucje bankowe, w które uderzyły reformy Orbána (a które wyciągnęły kraj z kryzysu) wytoczyły i wygrały procesy z rządem w Budapeszcie, państwo węgierskie popadłoby w niemałe tarapaty. Idea walki z państwowym fiskalizmem i ograniczeniami w prowadzeniu działalności gospodarczej jest jak najbardziej słuszna i wskazana. Tyle tylko, że umacnianie dyktatu międzynarodowych korporacji nie ma z tą ideą nic wspólnego. Przeciwnie, stoi za tym bardzo dobrze zorganizowane lobby, znane jako Transatlantycka Rada Biznesu, zrzeszające najsilniejszych graczy gospodarczych na świecie i działające przy wsparciu... Komisji Europejskiej z jednej strony i Departamentu Handlu USA z drugiej. I to właśnie to środowisko może sprawić, że słuszny projekt stworzenia najsilniejszej strefy wolnego handlu na świecie będzie skażony grzechem założycielskim: równolegle wprowadzi i prawnie umocuje prymat światowych monopolistów gospodarczych nad demokratycznie wybieranymi rządami.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • czytacz
    17.07.2015 07:44
    żeby tylko chodziło o kwestie podatkowe, korporacje wpływają już nie tylko na rządy w obszarze interesów swoich, ale także różnych grup nacisku
    http://radioem.pl/doc/2501123.Koncerny-wymusily-homomalzenstwa
    #sex i #kasa
  • społecznik
    17.07.2015 19:57
    Oto słynny amerykański protekcjonizm. Przy nim szefowie KE zapomnieli o obronie interesów wspólnoty.
  • myśliwy
    17.07.2015 21:36
    Czy kogoś dziwi, że korporacje wykorzystują każdą dostępną sposobność, aby umacniać swoją pozycję? Tak przecież było zawsze, odkąd takie twory istnieją. Kompania Wschodnioindyjska zapewniła sobie monopol w czasach kolonialnych, wykańczając niejedno przedsiębiorstwo i państwo. Więc dlaczego teraz ma być inaczej?

    To raczej politykom i tym, którzy ich bezkrytycznie popierają brakuje oleju w głowach, że nie wyciągają wniosków z przeszłości. Ludzie dali się ogłupić, wierzą we wszechmoc Państwa, pozwalają okradać się za pomocą coraz bardziej absurdalnych podatków, a potem dziwią się, że rozzuchwaleni politycy lekceważą rację stanu (czytaj: zdrowy rozsądek i interesy zwykłych ludzi, których ponoć mają reprezentować).

    Jeżeli od dziesięcioleci głosuje się na oszustów, a w kampaniach wyborczych chodzi wyłącznie o to, jak zanęcić, naobiecywać i oszukać wyborców - to będzie tylko gorzej.

    Przykład? Proszę mi pokazać, która z solennych obietnic prezydenta-elekta Andrzeja Dudy jest możliwa do zrealizowania (z sensem, czyli nie przysporzy szkód obywatelom)? [O obietnicach tych, co przegrali dyskutować nie warto. Na szczęście przepadły.]

    Im bardziej politycy kłamią z premedytacją, albo im głębszą ignorancją się popisują, tym większy zyskują poklask. I to jest zdumiewające!

    Wygląda na to, że tkwimy w klinczu - naiwni, łatwowierni wyborcy, uwiedzeni hasłami bogoojczyźnianymi, albo wprost przeciwnie, pozwalają się doić i łoić. Przecież tak było, jest i będzie. Dlatego, ci co mają możliwości, chronią własny interes bezwzględnie i brutalnie. Świadomi ryzyka. Ale to ich biznes, w końcu.

    Dacie radę przeciwstawić się jednym i drugim?
  • piotr
    20.07.2015 16:37
    takie państwo w którym rządzą korporacje już istnieje i jest jednym z najbogatszych krajów świata, to Singapur. Zeby jednak nie było tak słodko to warto zainteresować się jak wyglada tam życie i czy chcięlibysmy być "drugim Singapurem".
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie