Komorowo w rękach pasjonatów

Po raz trzeci na łące przy komorowskim kościele można było podziwiać mundury, uzbrojenie i wojskowe pojazdy. To nie tylko zjazd rekonstruktorów, ale także ich wkład w ratowanie zabytkowej świątyni.

Ta impreza wzięła się z pasji historycznej i zachwytu nad gotyckim kościołem, który pilnie wymagał wsparcia.

Remont? Da się zrobić!

– Gołym okiem widać, jak kościół się zmienia. Każdy, kto brał udział w pierwszej edycji Biesiady, nie musi się bardzo wysilać, żeby zobaczyć, ile już zostało zrobione – cieszy się Łukasz Gładysiak, pomysłodawca i inicjator Biesiady Historycznej. Kiedy przed trzema laty rekonstruktorzy po raz pierwszy ściągnęli do Komorowa z nieśmiałymi planami, by wspomóc miejscową wspólnotę w staraniach o pozyskanie funduszy na remont, nad kościołem zbierały się czarne chmury. Ze względu na katastrofalny stan wieży jeszcze nie tak dawno groziło mu zamknięcie. Dzisiaj nie tylko wieża jest odnowiona. Zabezpieczone zostały fundamenty kościoła, kolejny etap prac obejmie remont dachu.

– Zwracamy uwagę na to, że trzeba chronić takie zabytki, i na to, że jest to możliwe. Bardzo często słyszę w rozmowach z ludźmi, że oni bardzo by chcieli ratować jakiś zabytek, ale to wiąże się z ogromnymi problemami, przede wszystkim finansowymi. Owszem, to wymaga niemałego zachodu, ale ks. Jan Sosnowski udowodnił nam wszystkim, że to da się zrobić. Nie wiem, jaki jest wpływ Biesiady na to, ale mam nadzieję, że przyczyniamy się do tego, żeby o Komorowie i miejscowym kościele było głośno – dodaje rekonstruktor.

Komorowska świątynia, będąca filią parafii pw. Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Bukowie, to bez wątpienia zabytek, który wymaga niemałej troski, a więc i funduszy. W ubiegłym roku dzięki Biesiadzie udało się zasilić fundusz remontowy kościoła 12 tys. zł. To kropla w morzu potrzeb, ale organizatorzy przedsięwzięcia cieszą się z każdego pozyskanego na ten cel grosza. – Najważniejsze jednak, że o Komorowie robi się głośno – zapewniają. Jako że miejscowość i kościół zostały włączone do Pomorskiej Drogi Świętego Jakuba, coraz częściej zaglądają tutaj także pielgrzymi.

Warto szukać historii

Komorowska Biesiada Historyczna to także zaproszenie do poznawania przeszłości z bardzo bliska. W tym roku ściągnęła na nią ponad setka umundurowanych rekonstruktorów, właściciele zabytkowych pojazdów i pasjonaci historii. Zarówno ich, jak i odwiedzających Biesiadę gości nie przestraszyło przedpołudniowe oberwanie chmury, które zagroziło dobrej zabawie. Na przykościelnej łące, którą rekonstruktorom użyczają państwo Paluszkowie, można było zobaczyć kilkanaście pojazdów wojskowych, w tym działo samobieżne Su 57, oryginalny pojazd z okresu II wojny światowej, będący w posiadaniu kołobrzeskiego Muzeum Oręża Polskiego, albo na przykład postrzelać z broni, która brała udział w realizacji „Miasta 44”. Nie zabrakło ani ułanów, ani motocykli.

– To też ciekawa historia, nie dość, że to pojazdy wyprodukowane w latach trzydziestych ubiegłego wieku, to jeszcze jeden z nich został zarejestrowany jako 24. w polskim Słupsku. Ma swoją polską historię, jako pojazd zdobyczny przyjechał z Kielecczyzny z rodziną partyzanta – opowiada o motorach DKW Łukasz Gładysiak. Wszystko po to, żeby przekonać zwłaszcza najmłodszych, że nie taka historia straszna, jak o niej opowiadają w szkole, a nawet dzięki najmniejszym przedmiotom można się sporo dowiedzieć o przeszłości. – Dla nas każdy znaleziony przedmiot jest cenny, bo wiąże się z określoną sytuacją czy historią. Nie przeliczamy tego na pieniądze, ale ma wartość sentymentalną. Najbardziej wartościowe są te znaleziska, na których pojawia się nazwa miejscowości. To na przykład znaczek firmowy producenta rowerów, element zegarka z banku polanowskiego, wieszaki na ubrania czy znaczek z tablicy rejestracyjnej – opowiada Marcin Wołk z Grupy Poszukiwawczej Gross Born-Pollnow, która na Biesiadzie zaprezentowała swoje znaleziska.

– Pokazujemy to, co kryje w sobie ziemia polanowska i okolice Bornego Sulinowa. Prowadzimy też poszukiwania dotyczące historii odnalezionych przedmiotów, przekopujemy internet, konsultujemy się z kolegami pasjonatami. Udało mi się znaleźć dokument kobiety pochodzącej z Borkowa, która do dzisiaj żyje w Lipsku. Rozmawiałem z jej dziećmi i wnukami przez telefon. Gdyby nie jej wiek – ma dzisiaj 103 lata – pewnie mogłaby wskazać jeszcze sporo miejsc, w których jej rodzice zakopali różne rzeczy – dodaje Andrzej Wastowski. – Warto patrzeć pod nogi, zaglądać na strychy i do piwnic. Tam jeszcze jest sporo do odkrycia, a wiele ludzi nie zdaje sobie sprawy, że to także wiąże się z historią tych ziem. Musimy też słuchać i podpytywać najstarszych pokoleń, bo za parę lat już nie będzie nikogo, kto mógłby o tym opowiadać – dodają poszukiwacze.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie