Tu, gdzie bywali królowie

Bywało tu wielu wielkich w naszej historii. Król Stefan Batory, bp Ignacy Krasicki, po którym przechowywane były pamiątki.

Marta Woynarowska: Kiedy zaczęło się Pana zainteresowanie zamkiem w Baranowie Sandomierskim?

Wojciech Malicki: Pierwszy tekst o zamku napisałem chyba w 1992 r. do regionalnego dziennika „Nowiny”. Podczas tej pierwszej wizyty ujęła mnie historia tego miejsca, która jest niezwykle bogata i interesująca. Wracałem tam wielokrotnie, zbierając materiały do kolejnych artykułów. Spotykałem się wówczas z wieloma osobami – długoletnimi pracownikami, starszymi mieszkańcami miasta. Zacząłem również coraz głębiej szperać w archiwach w poszukiwaniu kolejnych informacji. Powoli bowiem zaczęła kiełkować myśl, by zebrać to wszystko razem i wydać w formie książki. Postanowiłem napisać książkę ukazującą dzieje zamku w żywy, reporterski sposób.

W Pana książce obok historii, anegdot, legend są również wspomnienia.

Gromadząc materiały, starałem się przede wszystkim opierać na rozmowach z ludźmi. Udało mi się dotrzeć do żywej legendy zamku – pana Jana Szala, którego pierwszy raz widziałem jako kilkulatek, kiedy wspólnie z tatą udaliśmy się na wycieczkę do Baranowa. Ale na początku lat 90. przyjechałem już jako dziennikarz. Pan Szal przepracował w zamku kilkadziesiąt lat, pracę w nim podjął jeszcze przed II wojną światową, kiedy obiekt należał do Romana Dolańskiego, jego pierwszego pryncypała. Taki człowiek to prawdziwa skarbnica wiadomości, której nie zastąpią żadne książki. Opowiedział niejedną legendę, przytoczył szereg wydarzeń zabawnych, ale i tragicznych. Przeprowadziłem wywiady również z innymi ludźmi z Baranowa, w tym także pracownikami zamku. Część informacji zgromadziłem podczas kwerend archiwalnych oraz lektury starych gazet. I kiedy na początku tego roku zapadła decyzja o wydaniu książki, powyciągałem wszystkie swoje stare notatki, nawet kasety z nagraniami rozmów. Okazało się, że zebrało się całkiem sporo materiału.

Słuchając opowieści, docierając do archiwalnych źródeł, natrafił Pan zapewne na historie, które są wyjątkowo frapujące.

– Patrząc na owe ponad 400-letnie dzieje zamku, można wysnuć tezę, że jest to miejsce mające niezwykłe szczęście. Mimo wielu dziejowych burz, klęsk w postaci choćby pożarów, jednak przetrwał i to niemal w pierwotnej formie, co nie udało się choćby nieodległemu zamkowi Krzyżtopór czy pałacowi Karskich we Włostowie. Nawet nasz tarnobrzeski zamek w Dzikowie też utracił swój charakter po pożarze w 1927 roku. Istnieje próba wyjaśnienia tego fenomenu, ocierająca się nieco o ezoterykę. Otóż swego czasu uznany i wielce szanowany naukowiec prof. Stanisław Micek z Zakładu Doświadczalnej Fizyki Komputerowej Uniwersytetu Jagiellońskiego przeprowadził na zamku badania pól magnetycznych. Okazało się, że w południowo-zachodniej części występuje promieniowanie niemal takie samo jak na Wawelu w okolicach, gdzie ma znajdować się słynny czakram. Czyżby zatem swój „cudowny” kamień miał i Baranów Sandomierski? I jeszcze jedna legenda, w której może być ziarno prawdy, to podanie o tunelu, lochach łączących zamek z Sandomierzem.

Ale chyba do ludzi zamek nie miał wielkiego szczęścia?

– Faktycznie w ciągu tych kilku wieków istnienia zdarzały się momenty, kiedy pojawiali się tu zwykli barbarzyńcy, jak choćby żołnierze radzieccy, którzy szli tędy, wypierając Niemców. W trakcie pobytu na zamku dokonali wielu zniszczeń. Najbardziej ucierpiała chyba zamkowa kaplica, prawdziwe dzieło sztuki. Jej fundator Stanisław Dolański zamówił obrazy i witraże u najwybitniejszych polskich artystów – Jacka Malczewskiego i Józefa Mehoffera. Niestety, niezwykle cenne witraże, które przetrwały całą niemiecką okupację, legły w tysiącach kawałków, rozbite przez czerwonoarmistów. Kiedy dowiedział się o tym ówczesny burmistrz Baranowa Lipiński, czym prędzej pobiegł na zamek. Na pytanie, dlaczego rozbili witraże, pijani sołdaci odrzekli, że było im za ciemno. Przez lata zaś obowiązywała zakłamana wersja, że dzieło Mehoffera zniszczył podmuch od wybuchu bomby.

Zamek miał też wielbicieli.

Tak, bywało tu wielu wielkich w naszej historii. Król Stefan Batory, bp Ignacy Krasicki, po którym przechowywane były pamiątki. Po wojnie zaś bardzo chętnie przyjeżdżał tu na rendez-vous ze swoją ówczesną żoną Niną Andrycz premier Józef Cyrankiewicz. Przyjeżdżali tu także Gierek i Jaroszewicz.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie