Nie da się zapomnieć

Z wielkiego więzienia została tylko brama, przez którą codziennie ciężarówką Renault kolejne grupy więźniów wyjeżdżały na okrutne przesłuchania.

W jednym z grypsów Iwona Kruglowska, łączniczka AK, pisała: „Wybacz – piszę niewyraźnie, bo leżę na brzuchu. Mam tak zbite i pokaleczone plecy, że nie mogę się odwrócić. Byłam już kilka razy na przesłuchaniu na Szucha. Bardzo bili. Traciłam przytomność, wtedy oblewali mnie wodą. Spotkałam na Pawiaku wspaniałych ludzi. Wy tam, na wolności, nie macie pojęcia, na jakiej płaszczyźnie są tu nasze przeżycia. Nie żałuję, że tu jestem”.

Aresztowana w maju 1944 r., została rozstrzelana w ruinach getta 15 lipca.

Pejczem w plecy

Na Pawiak mógł trafić każdy: profesor i robotnik, kapłan i złodziej, matka i córka. Stanisław Zalewski miał 18 lat. Złapali go na Pradze, gdzie się wychował i mieszka do dziś, w okolicach katedry św. Floriana. Malował z chłopakami z ferajny, będącymi w grupie sabotażu działającej w ramach Związku Walki Zbrojnej, znaki Polski Walczącej i napisy „Pawiak pomścimy”.

Masowe zbrodnie na Pawiaku w maju 1943 r. wstrząsnęły Warszawą. Pierwsza noc, w tzw. tramwaju na Szucha, i pierwsze przesłuchanie. Bolało, bo dwóch osiłków smagało pejczem jego plecy za każdym razem, gdy odpowiedź nie satysfakcjonowała gestapowca. Przeżył, cudem bez większych ran, chociaż z pomieszczeń obok dobiegały odgłosy niewyobrażalnego cierpienia przesłuchiwanych. Na Pawiaku wszyscy musieli przejść „kwarantannę” – cele na najniższym piętrze. Przeludnioną, z pluskwami, które wdzierały się pod ubranie. – Moi współtowarzysze to: oficer rosyjski, który zbiegł z obozu jenieckiego; były polski marynarz floty handlowej; ludzie różnego pokroju z ulicznych łapanek, członkowie organizacji konspiracyjnych, którzy zostali wsypani lub wpadli w akcji, i dziesięciu kilkunastoletnich chłopców z harcerskiej organizacji Szare Szeregi. Nazywano ich „Dziesięciu z Pawiaka” – opowiada S. Zalewski.

Za mną nie rozpaczajcie

Dziś Muzeum Pawiaka próbuje żmudnie odtwarzać personalia więźniów. W niewielkim pokoju trzy osoby uzupełniają kartotekę o kolejne nazwiska, fakty, wspomnienia. Głównie rodzin, bo kolejni świadkowie okupacyjnych wydarzeń coraz szybciej odchodzą do lepszego świata. Wciąż przychodzą rodziny, które chcą pozostawić jakąś pamiątkę w pawiackim muzeum. Pawiak był jednym z większych i okrutniejszych niemieckich więzień w okupowanej Polsce. Bicie, egzekucje, przesłuchania na Szucha… W trzyosobowych celach Niemcy upychali po kilkunastu więźniów. Nie było mowy o spaniu, myciu się, dokuczały robactwo i głód. Obowiązywał zakaz czytania, modlitw, odprawiania nabożeństw…

Dawne kaplice zamieniono w cele śmierci, w których wykonywano egzekucje. Właśnie w tych nieludzkich warunkach działała wyjątkowo dobrze zorganizowana siatka konspiracji, która do obozu przemycała żywność i lekarstwa, a na zewnątrz wynosiła grypsy. „Za mną nie rozpaczajcie. Raczej szczyćcie się, że ojca waszego nikt nikczemnikiem nazwać nie będzie mógł. W tych dniach wyjeżdżam do Dachau, co dalej będzie – nie wiem. Pamiętajcież moje kochane Dzieciaki, o co Was proszę i wierzcie, że jeżeli i stamtąd będę mógł Was ochraniać, bronić to byłoby moim największym szczęściem. Piszę do Was nie dlatego, że już umieram, lecz dlatego, że nie wiem, co będzie jutro” – pisał Leon Rogalski w pożegnalnym grypsie do swoich dzieci w 1943 roku. Jeden z wielu grypsów, które dzięki rozwiniętej konspiracyjnej siatce udało się z Pawiaka przemycić na zewnątrz. W guziku, kluczu czy pionku od warcab. Z więzienia śledczego w centrum getta droga wiodła jedynie na bardzo ciężkie przesłuchania w al. Szucha. Stamtąd do obozów zagłady. Według szacunków przez hitlerowskie więzienie przewinęło się ok. 100 tys. osób. 37 tys. rozstrzelano na terenie getta albo w okolicach.

Zapamiętajmy te twarze

W gruzach Pawiaka odnaleziono dziecięce łóżeczko, metalowe kubły, miski, wiele fragmentów solidnych metalowych krat i więziennych prycz. Dwoje lektorów odczytuje powoli treść grypsów, przemycanych z Pawiaka. Długi na 40 metrów korytarz prowadzi do odtworzonych cel: z czasów carskich, Polski przedwojennej i czasów okupacji. W ostatniej, przeznaczonej dla 2–3 osób, przetrzymywano ich nawet 18. Więźniowie na komendę musieli przekręcać się w nocy na bok, bo nawet leżąc obok siebie, nie mieścili się na betonowej posadzce. Jest też symboliczna cela śmierci i oryginalne, okute drzwi, wydobyte z góry gruzów, która pozostała po wysadzeniu przez hitlerowców więzienia w 1944 roku. 30 lipca wysłano ostatni transport ewakuacyjny 1400 mężczyzn, a 21 sierpnia Pawiak został zrównany z ziemią.

W sali zatytułowanej „Zapamiętajmy te twarze” – kilkaset zdjęć ofiar. Muzeum poszukuje informacji o kolejnych, bo hitlerowcy zadbali o to, by nie zachowały się żadne kompletne listy uwięzionych. Jedna z sal pokazuje pawiacki dzień: sczerniała porcja chleba, wiersze pisane przez uwięzionych, rękodzieło ze sznurka. Są pamiątki po dzieciach, których na Pawiaku przyszło na świat 25. Wśród nich Jaś i Małgosia – dzieci Marii Rutkiewicz, na pamiątkę których nazwano bar naprzeciwko Pawiaka. Jest też lalka-Japonka, wykonana przez Kamilę Żuchowską, wywiezioną do Ravensbrück, ale zamordowaną w Lasach Sękocińskich. W sali obok wiąz – drzewo, które jako jedyne, oprócz fragmentu bramy prowadzącej do więzienia, pamięta okrutny czas. To przy nim uklęknął w 1983 r. Jan Paweł II, oddając hołd pomordowanym. W największej sali wielka mapa okolic Warszawy z nazwami obozów, w kierunku których wywożono część więźniów: KL Auschwitz, także do Ravensbrück, Gross-Rosen, Majdanka, Stutthofu, Sachsenhausen, Mauthausen-Gusen, Dachau.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| HISTORIA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie