Ale bagno

Mikołów. Druga część Śląskiego Ogrodu Botanicznego została otwarta.

Można ją zwiedzać od  1 sierpnia we wszystkie soboty i niedziele w godzinach 11.00–17.00. Uwaga: udostępniona teraz część ogrodu mieści się gdzie indziej niż „stara” – nie na Sośniej Górze, lecz kawałek dalej. Wejdziesz do tego nowego księstwa roślin od strony centrum miejscowości Mokre, dzielnicy Mikołowa. Kto jeszcze nie był w starej części ogrodu, da radę przy jednej wizycie „obskoczyć” obie części Śląskiego Ogrodu Botanicznego. Ułatwia to pieszo-rowerowa ścieżka, która prowadzi od otwartego właśnie fragmentu ogrodu w Mikołowie-Mokrem w stronę Sośniej Góry. Podobno na piechotę droga zajmuje pół godziny.

Pomost nad turzycą

Co nowego można zobaczyć w otwartej właśnie części ogrodu? Na przykład rośliny... bagienne. – Zwykle nie chodzi się na spacer wśród takiej roślinności... A u nas jest to możliwe dzięki tym pomostom – mówią Joanna Dziwoki i Katarzyna Galej-Ciwiś, nasze przewodniczki. Z pomostów, po których idziemy, widać kwitnące na fioletowo rośliny rosnące na tym podmokłym terenie. – Mamy tu takie polskie gatunki, jak turzyce, sity, pałkę wodną – pokazuje pani Katarzyna, która pracuje nie tylko w Śląskim Ogrodzie Botanicznym, ale też we współpracującym z nim Ogrodzie Botanicznym CZRB PAN w Powsinie na Mazowszu. Dalej – całe połacie oszałamiająco pachnącej lawendy, mnóstwo róż najróżniejszych odmian, kocimiętki, szałwie, kwitnący na fioletowo ozdobny czosnek... Rosną m.in. w „salonie kwiatowym”, który nawiązuje do ogrodów renesansowych z XV–XVI wieku. Do małych stawów, wypełniających dolinę, pędzi ze zbocza po żwirze i większych kamieniach wartki strumień. – A tutaj mamy ogrody tarasowe, na wzór starożytnych wiszących ogrodów króla Nabuchodonozora. Jest tu sześć tarasów, rozdzielonych murkami z wydobywanego tutaj wapienia – mówi Joanna Dziwoki. Śladami po wydobyciu kamieni na wzgórzach między mikołowskimi dzielnicami Mokre i Bujaków jest około 15 wapienników, czyli ogromnych pieców do wypalania wapna. Jeden z nich, pięknie odrestaurowany i w nocy podświetlony, stoi w otwartej właśnie części ogrodu.

Emeryci rządzą

W cieniu brzóz mocno przerzedzonego zagajnika rośnie armia azalii i rododendronów, które robią ogromne wrażenie na wiosnę. Teraz już nie kwitną, ale kwiaty widać na zasadzonych obok hortensjach czy hibiskusie. Z rododendronów nasiona usuwa tutaj wolontariuszka Jadwiga Piecha z Mikołowa, emerytowana nauczycielka wychowania fizycznego. – Trzeba tak złapać i o, wyłamać. Ale uważając, żeby nie wyrwać przyrostów! Jeżeli bym tych nasion nie usuwała, roślina będzie się wysilać na ich dojrzewanie i w przyszłym roku będzie mniej kwiatów – tłumaczy. Jak się tu znalazła? Dzięki programowi aktywizacji osób po sześćdziesiątce. Przychodzi tu codziennie, dla przyjemności pielęgnuje rośliny, a wieczorami wrzuca piękne zdjęcia na swojego Facebooka. – Nie siedzę w bloku, nie zajmuję się życiem sąsiadów, tylko pomagam w tym magicznym dla mnie miejscu, wśród pięknej przyrody i pogodnych, pozytywnych ludzi – mówi. – Taki wolontariat jest niezwykle popularny na Zachodzie. Kiedy zwiedzaliśmy jeden z ogrodów w Wielkiej Brytanii, oprowadzali nas wolontariusze po sześćdziesiątce. Odnieśliśmy nawet wrażenie, że oni tym ogrodem rządzą – mówi Katarzyna Galej-Ciwiś. Budowa nowej części ogrodu przy ul. 15 Grudnia w Mokrem, wraz z powstałym tu Ośrodkiem Edukacji Ekologicznej Dzieci, kosztowała 8,8 mln zł. Z tej kwoty 7,5 mln zł dał Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego, resztę wyłożyło miasto Mikołów. Przedszkolaki i dzieci z klas 1–3 z całego Śląska już przyjeżdżają tu na warsztaty edukacyjne.

Rarytas śląski

Śląski Ogród Botaniczny zajmuje się też ratowaniem starych odmian drzew owocowych. Sadownicy wolą dziś odmiany sprowadzone z Zachodu, nie zawsze smaczniejsze – ale za to rosnące szybko i na niezbyt wysokich drzewkach. Także właściciele posesji wycinają stare drzewa owocowe, żeby posadzić iglaki. Efekt? Brak jabłek, którymi zajadaliśmy się w dzieciństwie. Wiele ze starych odmian przetrwało jednak dzięki temu ogrodowi. Nieraz są lepiej dostosowane do naszego klimatu, niż obecnie sadzone jabłonie. – Mamy prawie 300 starych odmian jabłoni, każdą na dwóch, trzech drzewkach, na wypadek jakiejś choroby czy wyłamania przez wiatr. Mamy też po kilkanaście odmian wiśni czy gruszy – mówi pani Katarzyna. Te jabłonie to na przykład zapomniane odmiany renet, malinówki, „zielone jabłuszka”, czyli papierówki, czy też odmiany o nazwach Książę Albrecht Pruski czy Rarytas Śląski. – Koledzy jeżdżą też czasem interwencyjnie w teren, zawiadomieni przez najczęściej starszych ludzi, że np. złamała się jabłoń zasadzona przed wojną przez ich dziadka. Przywożą stamtąd materiał. Jak się pojawią owoce, będzie można dokładnie oznaczyć, jaka to rzeczywiście jest odmiana – mówi Katarzyna Galej-Ciwiś. W planach jest założenie tutaj także ogrodu, który pozwoli zachować znikające dziś stare odmiany krzewów, np. agrestu czy porzeczek. Tymczasem rosnące tu owocowe drzewka mają już po  10–15 lat. – Kiedy jeszcze odrobinę podrosną, będziemy za symboliczną opłatą udostępniać te odmiany osobom, które chcą na swoich posesjach posadzić taką starą odmianę – mówi pani Katarzyna.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie