Jesteś zdrów? Zmierz się z Garbatką!

Gdy zaczynała górskie wyprawy, plecaki miały stelaż zewnętrzny, śpiwór był kołdrą z zamkiem, a namiot przeciekał. Ale to nie był problem. 


Harcerka, zastępowa, drużynowa, wreszcie komendantka Szczepu „Dziś, jutro, pojutrze” im. hm. Floriana Marciniaka zawdzięcza ZHP nie tylko dzieciństwo i młodość pełną przygód, ale także pierwsze doświadczenie wolności. Tej, którą daje oswojenie lasu, nocy pod gwiazdami, owadów i innych stworzeń. 


Prosto w gwiazdy


Strzegom, z którego pochodzi to jej miasto, tutaj się urodziła, tutaj uczyła się przyjaźni, tutaj chodziła do szkoły, ale do liceum wybrała się już do Świdnicy. Skończyła II LO i z wdzięcznością myśli o swojej wychowawczyni, Agacie Mester. 
Strzegom jednak to przede wszystkim harcerstwo. Fort Gaj – harcerska baza. Tutaj spędzała całe wakacje, uczyła się samodzielności, sprawdzała w trudniejszych sytuacjach, zdobywała umiejętności i doświadczenie. Tutaj przekonywała się, że gdy ma się przy boku wiernego druha – wszystkiemu można stawić czoła. Tutaj z dumą naszywała pierwsze odznaki sprawności – z upływem lat coraz bardziej ambitnych, ryzykownych i odważnych. 
Harcerstwo to także pierwsze wyprawy w góry. Jeszcze z plecakami z niewygodnym stelażem aluminiowym, jeszcze ze śpiworami ogromnymi jak dzisiejszych kilka, jeszcze z namiotami ciężkimi i nieporęcznymi, i oczywiście przemakającymi po średnim deszczu. 
Z tego czasu po dziś dzień z dumą wspomina pewną wyprawę, podczas której paczka znajomych zdobywała kolejne szczyty w Niemczech, Słowenii i w Chorwacji.

– Triglav – tam mogłabym wrócić, bo nie na wszystkich szczytach ma się ochotę stanąć jeszcze raz – zaznacza Joanna Ciołek, podkreślając piękno herbowej góry Słoweńców, najwyższego szczytu tego kraju i Alp Julijskich. 
Strzegom – dobre miejsce, żeby wyruszyć w świat.


Otwarte oczy


Poszła na Politechnikę Wrocławską. Tam, na inżynierii środowiska, poznała pracownika naukowego uczelni, Piotra Jadczyka. Ten zajmował się organizacją obozów naukowych i miał uprawnienia tzw. przewodnika studenckiego. Wtedy, na tych wyjazdach, po raz pierwszy dała się oczarować opowieściom o ziemi, ludziach, zwierzętach i roślinach konkretnej krainy, regionu czy miejscowości. Młody doktor z pasją, znawstwem i błyskotliwością wprowadzał swoich studentów w klimat miejsca. Zaimponował jej wiedzą i darem snucia opowieści. Jednak to było za mało, żeby samej porwać się na wymagający i absorbujący kurs przewodnicki. Zdecydowały względy praktyczne. Jako organizatorka obozów górskich dla swoich harcerzy, zawsze musiała szukać także przewodnika, który wchodził w skład kadry obozowej. – Ale gdybym miała uprawnienia, byłoby to i tańsze i łatwiejsze w obsłudze – pomyślała i zapisała się na kurs organizowany przez Studenckie Koło Przewodników Sudeckich. 


Po studiach została na uczelni. Jako nauczyciel akademicki miała sporo czasu (przede wszystkim w wakacje), żeby prowadzić grupy. Było to dla niej połączenie tego co znała z harcerstwa i pracy zawodowej: przekazywanie wiedzy, dzielenie się doświadczeniem, brania odpowiedzialności za ludzi – z tym co odkryła jako swoją pasję: fascynację górami, kulturą, zwyczajami, przyrodą. 
Wszystko się skończyło, gdy zmieniła pracę. Ma teraz etat, którego trzeba pilnować, a na wyjazdy zostały weekendy i urlop. – Wzięłam nawet kilka dni, żeby poprowadzić grupy, bo jeśli się nie pracuje jako przewodnik, wtedy wiele się zapomina – wyjaśnia. 


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie