Stalina interesowała Europa

Z brytyjskim historykiem Rogerem Moorhousem, autorem książki „Pakt diabłów” o sojuszu Hitlera ze Stalinem, rozmawia Edward Kabiesz


Edward Kabiesz: Czy pakt Ribbentrop–Mołotow, podpisany w sierpniu 1939 r. między Rosją sowiecką a Niemcami, wywołał II wojnę światową?


Roger Moorhouse: Z pewnością podpisanie paktu bezpośrednio wywołało II wojnę światową. Było takim naciśnięciem cyngla, ale do wojny doprowadziło wiele długoterminowych czynników. 


Czy był to standardowy pakt o nieagresji?


Sam pakt jest bardzo lakoniczny. Zawiera 7 rozdziałów, łącznie liczy tylko 280 słów. W tekście paktu nie ma nic kontrowersyjnego, można powiedzieć, że jest bardzo neutralny. Nic nie mówi o losie Polski, wojnie czy losach państw bałtyckich. Jego największe znaczenie polega na tym, że otworzył drogę do trwającej przez 22 miesiące współpracy między Niemcami a ZSRR. Natomiast kwestie dotyczące Polski i określenia strefy wpływów zostały ujęte w dołączonym do niego tajnym protokole. 


Czy w sferze politycznej strategia okazała się równie owocna dla obu stron? 


W sprawach strategii współpraca Stalina z Hitlerem układała się bardzo dobrze. Jednak dla Niemców w chwili upadku Francji w 1940 r. strategiczny cel współpracy ze Stalinem stracił znaczenie. Hitler nie potrzebował już zabezpieczenia na tyłach. Stalin natomiast spodziewał się, że podpisany w 1939 roku z Niemcami układ doprowadzi do wykrwawienia się Niemców i państw zachodnich, a wtedy Europa padnie jego łupem. Błyskawiczne zwycięstwo Niemców rozwiało te złudzenia. Obie strony musiały zrewidować wzajemne relacje. Dlatego Mołotow późną jesienią 1940 roku udał się do Berlina, by je zresetować. Ciekawe, że ta wizyta nie stała się przedmiotem obszerniejszych badań historyków, a jeśli chodzi o ówczesny kontekst polityczny, jest ona bardzo ważna. W czasie wizyty okazało się, że każda strona mówi o czymś innym, a rozmówcy nie znajdują już żadnego wspólnego tematu. Hitler chciał, by Stalin zwrócił się na wschód i południe, żeby zaatakował Brytyjczyków w Indiach. A Stalina, jak każdego rosyjskiego cara, interesowała Europa. 


W swojej książce opisuje Pan szeroko, prócz politycznych, ekonomiczne aspekty paktu. Czy miały dla obu państw aż takie znaczenie, jakie im się przypisuje? 


Aspekt gospodarczy był istotny. Pakt Ribbentrop–Mołotow 
z 23 sierpnia poprzedziły podpisana 20 sierpnia umowa gospodarcza, a następnie cztery kolejne. Wszystkie wydawały się niezwykle korzystne dla obu krajów. Takie były, ale tylko w teorii, bo w praktyce funkcjonowały zupełnie inaczej. Hitler, podpisując pakt, strategicznie zabezpieczył sobie tyły i mógł spokojnie zaatakować Zachód, ale realizacja umów gospodarczych nie wyglądała tak, jak to sobie wyobrażał. Rosjanie nie wywiązywali się z nich. Doprowadzało go to do frustracji. Błąd historyków polega na tym, że interesuje ich to, co Hitler miał otrzymać w ramach tych umów gospodarczych, czyli m.in. surowce i ropę, natomiast nie to, jak faktycznie wyglądała realizacja tych dostaw. Myślę, że Stalin na umowach gospodarczych skorzystał o wiele więcej niż Hitler. Rosjanie wykorzystali ekonomiczną stronę paktu przede wszystkim jako źródło szpiegostwa gospodarczego. Wysyłali delegacje do wszystkich ważnych ośrodków przemysłowych. Członkowie delegacji spisywali długie listy ewentualnych zakupów. Oczywiście Niemcy nie pokazywali im swoich najnowszych osiągnięć technicznych w sferze zbrojeniowej. Pokazywali jednak tyle, by Rosjanie zdawali sobie sprawę, z czym się mierzą. Niemcy dostarczyli Rosjanom wszystkie zamówione przez nich produkty. Leningradu w czasie późniejszego oblężenia bronił ciężki krążownik „Pietropawłowsk”. Tak naprawdę był to sprzedany Rosji w 1940 roku niemiecki okręt „Lützow”. Dzięki zakupom maszyn niemieckich Rosjanie rozwijali swój przemysł zbrojeniowy. 


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie