Język się obroni

O złej wymowie, kulturowym chaosie i „marszałkiniach” z dr hab. Mirosławą Mycawką, językoznawcą, rozmawia Piotr Legutko.

Piotr Legutko: Dawno, dawno temu włączało się telewizję, by posłuchać literackiej polszczyzny… Dziś to zdanie brzmi jak szkolna czytanka.

Mirosława Mycawka: Ale to prawda, media były kiedyś uważane za autorytet językowy. I nic nie zmuszało nadawców, by z tej roli się wycofali na pozycje, gdzie schlebia się tanim gustom. A dzisiaj nie bardzo wiadomo, gdzie szukać wzorców. Kiedyś w TVP i PR sprawdzano zarówno kompetencje językowe, jak i komunikacyjne kandydatów na prezenterów. W komisjach konkursowych zasiadał sam prof. Aleksander Bardini. Dziś zupełnie inne cechy decydują w mediach o naborze pracowników: głównie tupet i przebojowość. W efekcie upowszechniany jest kiepski standard języka.

Co decyduje o jego „kiepskości”?

Na pewno niechlujstwo językowe, ogromna liczba prostych błędów, np. mówienie „te zadanie”, „te dziecko”. Zamiast „tą drogą” słyszymy „tom drogom”. Nikt tego nie koryguje, błędy przybierają rozmiar epidemii, a rażą zwłaszcza wśród dziennikarzy.

Czy językoznawca ma jakieś narzędzia, by na to reagować?

Ostatnio naraziłam się pani poseł Pawłowicz, bo zwróciłam jej uwagę na Facebooku, że nie używa się formy czasownika „wziąść”. I wyjaśniłam, jakie są w tej kwestii zasady języka polskiego. Uważałam, że wobec pani profesor, którą szanuję, jest to mój obowiązek. W odpowiedzi dowiedziałam się, że z pewnością jestem sympatyczką PO. (śmiech)

Bardzo przeszkadza Pani potoczność współczesnego języka mediów?

Nie, bo to jest fala, której nie zatrzymamy. Bardziej razi mnie wszechobecna wulgaryzacja. Skala tego zjawiska jest nieprawdopodobna. A najgorsze, że część wulgaryzmów przez powszechne użycie osłabia swoją moc i być może wkrótce staną się one eufemizmami.

To już się dzieje, ludzie tracą wrażliwość językową i zwyczajnie nie mają świadomości, że gdy otwierają usta, innym uszy więdną.

Niestety, dotyczy to w głównej mierze ludzi młodych. Mam wrażenie, że na tym tle dochodzi w Polsce do rozwarstwienia pokoleniowego. Ludzie starsi mają inną wrażliwość językową niż młodzi. Media nie powinny wobec tej sytuacji pozostawać bierne.

Niedawno widziałem w TVP program kabaretowy. Młoda dziewczyna wygłaszała monolog w połowie złożony z ordynarnych wulgaryzmów. Ktoś to zaakceptował…

Chęć pobudzania emocji i przyciągania odbiorców jest tak wielka, że dzieje się to kosztem higieny językowej. Pewne osoby czy konkretne programy nie powinny być dopuszczane na antenę. Sprawa nie jest prosta, bo to wszystko, o czym mówimy, dzieje się w kontekście zmian kulturowych i obyczajowych, jakie dokonały się w ciągu minionych 25 lat w Polsce. Nie ma już tabu, nastał chaos kulturowy, do języka implantowano szereg wzorców zachodnich, nie dbając o to, że nie mają tu zakorzenienia i trafiają na zupełnie odmienny grunt kulturowy.

Mamy pełną demokrację. Skończył się językowy savoir-vivre. Teraz skraca się dystans.

Ale w miejsce starej nie pojawiła się żadna nowa etykieta. Jeśli chodzi o grzeczność, sposób zwracania się do drugiej osoby, mamy wielkie zamieszanie. Młodzi ludzie nie do końca wiedzą, jak nawiązywać kontakt, co powoduje mnóstwo mniej lub bardziej zabawnych historii. Na przykład mój kolega z wydziału, prof. Michał Rusinek, ogłosił publicznie, że nie będzie odpowiadał na e-maile zaczynające się od słowa „Witam”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Maluczki
    16.10.2015 10:20
    Największym mankamentem języka polskiego nie jest jego forma, ale treść!
    W języku polskim, ale myślę że jest to trend ogólnoświatowy, największym mankamentem jest znaczenie słów. Polega to na tym, że jest wypowiadane słowo, a każdy je inaczej rozumie. Sprawy nie rozwiązują słowniki, bo opisane w nich znaczenia słów, mają niewiele wspólnego z rzeczywistością do której poszczególne słowa się odnoszą.
    Język nie obroni się sam. Jest potrzebne świadome oczyszczenie języka przez ludzi znających prawdę.
    Bez oczyszczenia języka, niemożliwe jest odrodzenie państwa, bo wszelkie porozumienie, jest możliwe jedynie przy użyciu zrozumiałego dla wszystkich języka.
    To, co mamy obecnie w Polsce, przypomina Wieżę Babel. Nawet w Kościele jest to samo, ale jeżeli Kościół posługuje się zakłamanym językiem, to nie może być inaczej. Nie da się ewangelizować takim językiem!
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie