W przeciągu historii

Polska polityka zagraniczna ma szansę wrócić do idei bliskiej współpracy państw Europy Środkowej i Wschodniej. Klucz do tej polityki znajduje się na Ukrainie.


Pierwsza wizyta zagraniczna prezydenta Andrzeja Dudy w stolicy Estonii, a także bliska perspektywa miniszczytu NATO w Bukareszcie, w którym wezmą udział państwa uwolnione przed ćwierćwieczem z bloku sowieckiego – to ważne polityczne wskazówki na przyszłość. Polska polityka zagraniczna wraca na szlak zaniedbany i zarzucony przez rządy PO–PSL, szlak, który prowadzi od Bałkanów i państw Kaukazu po Skandynawię i kraje bałtyckie. To jest stary i wypróbowany szlak, który kiedyś wytyczał marszałek Piłsudski, którego mapę rozkładano na posiedzeniach polskiego rządu w Londynie podczas II wojny światowej, którego pamięć zachowała powojenna polska emigracja polityczna, na którym wreszcie efektowne sukcesy odnosił prezydent Lech Kaczyński.

Ten szlak to idea współpracy i sojuszu państw Europy Środkowej i Wschodniej, opierających się planom zapanowania nad Europą poprzez militarną agresję Rosji i ekonomiczną dominację Niemiec.
Idea ta ma swoją długą i zawikłaną historię, sięgającą czasów I Rzeczypospolitej, ale dramatycznej aktualności nabrała po I wojnie światowej, gdy nad całym regionem zawisła groźba jawnej agresji sowieckiej Rosji i hitlerowskich Niemiec, a następnie po II wojnie, gdy żelazna kurtyna podzieliła Europę na dwa wrogie światy. Po rozpadzie Związku Sowieckiego wydawało się, że zagrożenie bezpowrotnie oddala się w przeszłość, słyszeliśmy wtedy o „końcu historii” i „bezpieczeństwie, które zapewniają sojusznicy”. Gdy tylko ulegliśmy złudzeniu, że odtąd życie toczyć się będzie w pokoju i dobrobycie, okazało się, że Rosja znów szczerzy imperialne kły, a Niemcy, zawsze skore do flirtu z Moskwą, zdominowały zjednoczoną Europę nie tylko gospodarczo, ale także politycznie. 
W tej sytuacji budowa bloku państw, które będą w stanie ochronić swoją ekonomiczną niezależność, polityczną suwerenność oraz religijną i kulturową tożsamość, staje się wyzwaniem na dziś i na jutro. Wiele w tym zakresie już zrobiono, ale ostatnie osiem lat rezygnacji z własnych ambicji i narodowych interesów opóźniło i spowolniło wysiłki polityków, przywiązanych do trwałości polskiego państwa i rozumiejących polską rację stanu.


Od Tallinna do Salonik


Przez ostatnie lata podczas kontaktów z politykami Słowacji, Węgier, Gruzji, Ukrainy, Czech czy Mołdawii wielokrotnie słyszeliśmy, że bez Polski, która jest naturalnym liderem regionu, budowa takiego sojuszu nie może się udać. W gronie tych państw nie brakuje konfliktów, także my mamy kłopot z polityką Litwy wobec polskiej mniejszości czy z prorosyjskim zwrotem Słowacji albo Węgier. Ale rządy zmieniają się, partie wygrywają i przegrywają wybory, a w parlamentach i samorządach wszystkich państw regionu niezmiennie znaczącą rolę odgrywają politycy poszukujący dróg zbliżenia i współpracy. Wykorzystują też różne okazje, aby spotykać się, poznawać, wymieniać poglądy, planować wspólne działania. Czasem omawiany jest wątek gospodarczy, jak odrzucony przez rząd PO projekt autostrady od Bałtyku do Morza Śródziemnego, od Tallinna do Salonik i Ankary, której polski odcinek miał przecinać wschodnie województwa, czasem ich celem jest dyskusja o planach cywilizacyjnego awansu, realizowanego na przykład w mającym już spory dorobek pomyśle Prawa i Sprawiedliwości zatytułowanym „Europa Karpat”.
Dla Polski najważniejszym fragmentem środkowoeuropejskiego porozumienia jest współpraca z Ukrainą, tym bardziej naturalna, że oba narody przez wieki pozostawały ze sobą w ścisłym związku. Budowa niepodległej Ukrainy była jedną z najważniejszych koncepcji piłsudczyków, ale sojusz wojskowy z 1920 roku, mimo polskiego zwycięstwa nad bolszewicką Rosją, nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Ukraina znalazła się w granicach Związku Sowieckiego, a ludobójstwo popełnione przez komunistów na ukraińskich chłopach, nazywane Wielkim Głodem, pochłonęło miliony ofiar.
W czasie II wojny światowej zdesperowani Ukraińcy zdecydowali się na współpracę z hitlerowskimi Niemcami, przekonali się jednak, że Hitler nie zamierza im pozwolić na utworzenie własnego, choćby tylko satelickiego państwa. Zbudowali potężną partyzancką armię, ale chociaż za głównego wroga uważali sowiecką Rosję, dokonali krwawej masakry cywilnej ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. To właśnie popełnione przez Ukraińską Powstańczą Armię ludobójstwo na Polakach zaciążyło na relacjach pomiędzy dwoma narodami.


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie