Serbski dylemat

Rozum kieruje Serbów w stronę Unii Europejskiej. Serce ciągnie ich ku Rosji. 


Serbowie, jak żaden chyba naród w Europie, nie mają szczęścia do piaru. W połowie XX wieku nazywani byli przez Moskwę psami łańcuchowymi imperializmu. Bałkańską wojnę w latach 90. ubiegłego wieku przegrali nie tylko militarnie, ale i wizerunkowo. W wiek XXI weszli z piętnem morderców i nacjonalistów, chociaż nie byli gorsi od sąsiadów. Politykę czystek etnicznych prowadziły wszystkie strony konfliktu, ale tylko na Serbów spadły rakiety i bomby NATO. Bilans bałkańskiej wojny nie został opracowany do dziś.

Wiele masowych mogił, w których spoczywają także Serbowie, wciąż czeka na odkrycie. Dziesiątki tysięcy uchodźców nie powróciło i chyba już nie powróci do swoich domów. Nie do policzenia są stracone szanse na gospodarczy rozwój. Przed rokiem przez Serbię przeszła katastrofalna powódź. Latem tego roku kraj zalali uchodźcy. Mimo tych dopustów serbski duch trzyma się krzepko. 


Od nacjonalisty do liberała


Symbolem ewolucji serbskich postaw jest sprawujący urząd od kwietnia 2014 r. premier Aleksandar Vuczić, kiedyś skrajny nacjonalista, obecnie proeuropejski liberał, który w kampanii wyborczej zapowiadał radykalne reformy w celu przygotowania Serbii do integracji z Unią Europejską. Obejmując urząd premiera, oświadczył: „Serbia nie może się rozwijać bez Unii i bez integracji z Europą”. Jako pierwszy serbski przywódca pojechał do Kosowa. W Mitrovicy, w której większość stanowią Serbowie, nie zawahał się powiedzieć im gorzkiej prawdy: „Musicie się dogadać z Albańczykami”. „Głównym problemem Serbii nie jest Kosowo. Jest nim stan gospodarki – bezrobocie, korupcja i niski standard życia” – powiedział przy innej okazji. 
– Ponad rok po objęciu władzy rząd Serbii cieszy się nadal wysokim, ponad 50-procentowym poparciem – mówi Aleksander Chećko, ambasador RP w Belgradzie. – Jest jednak w trudnej sytuacji, zwłaszcza teraz, gdy perspektywa członkostwa w UE stała się realna. Proces dostosowawczy wymaga reform. Tymczasem ludzie są zmęczeni, warunki życia trudne i nie ma tego entuzjazmu, który był w Polsce po wyborach czerwcowych. Być może to jest powód, dla którego premier Vuczić rozważa rozpisanie przedterminowych wyborów, co zapowiedział pod koniec sierpnia. Gdyby je wygrał, miałby silniejszy mandat do kontynuowania reform. 
Z sondażu, przeprowadzonego przed rokiem (już po wybuchu wojny na Ukrainie) przez Nową Serbską Myśl Polityczną, wynika, że za przystąpieniem do UE opowiada się 54 proc. ankietowanych, a za sojuszem z Rosją aż 70 procent (niektórzy chcieliby być w UE, ale przy zachowaniu jakiegoś paktu z Rosją). Przeciwko wstąpieniu Serbii do NATO było 72 proc. Serbów objętych badaniem. Przy takich nastrojach proeuropejska polityka rządu musi być nader zręczna, jeśli ma doprowadzić do celu.


Wspomnienie wojny


Nieufność do Zachodu jest w Serbach silna. Pamięć nalotów bombowców NATO na Serbię z 1999 r. wciąż jest żywa. Przed wejściem na most w Nowym Sadzie, stolicy graniczącej z Węgrami Wojwodiny, jaśnieje tablica poświęcona Olegowi Nasowowi, który zginął od bomb na tym moście 1 kwietnia 1999 roku (bombardowania NATO zniszczyły wszystkie trzy mosty w Nowym Sadzie i biegnące pod nimi wodociągi). – Broniliśmy tych mostów, powiedzieć można, własnymi piersiami – mówi Goran, kierownik zespołu folklorystycznego, i głęboko zaciąga się papierosem. – Cały zespół w galowych strojach stał na moście i patrzył w niebo, czy nadlecą. Ale nie można stać na moście bez przerwy przez 3 miesiące – dodaje. W zespole są już inni młodzi ludzie, ale opowieści o wydarzeniach sprzed 16 lat są przekazywane ze zmiany na zmianę.
Nowy Sad to eleganckie, spokojne miasto, pełne studentów (uniwersytet w Nowym Sadzie ma ponad 43 tys. studentów, a nie jest to jedyna szkoła wyższa w mieście).

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie