Ludziom namalować Boga

Bo gdy tworzy się na Jego obraz i podobieństwo, komuna staje się wspólnotą. A i pić nie trzeba, by być dobrym artystą.

W sali na plebanii krakowskiej parafii świętego Józefa pije się lekko gazowany, niezbyt słodki napój o smaku yerba mate. Nowość, ale smaczna i gasi pragnienie. Można i pogadać, i pomodlić się. Jakieś plany na przyszłość ustalić. Lub też pobawić się z małym Antonim, 7-miesięcznym synem Zosi i Kazka. W sali na plebanii mówi się o sztuce. Na terenie parafii również przechowuje się obrazy. W słynnym już domu na Rzepichy 18 też się tworzy. Każdy osobno, a razem. W komunie zwanej wspólnotą.

Bohema nawrócona

Poznali się na studiach. Artystycznych. Mieszkali przy Rzepichy 18. Wszelkie imprezy, zabawa. Mało snu, dużo trunków. Kilkunastu młodych, gniewnych. Artystów. – Taki tam mieliśmy trochę, co tu kryć, dom zgorszenia. Mieszkaliśmy razem jak w komunie. Studenci malarze, graficy, rzeźbiarze... I bawiliśmy się – z rozbrajającą szczerością opowiada Jacek Hajnos. Grafik, absolwent krakowskiej ASP. – Ja pochodzę z Nowego Targu. Z domu religijnego. Na studiach też niby wierzyłem: chodziłem do kościoła, czytałem jakieś książki filozoficzne. Ale szczerze mówiąc... Zabawa była dzika. W końcu przyszedł dla Jacka trudny rok – 2010. Zmarło pięć bliskich mu osób. – Najtrudniej było z moim tatą. Umierał na raka. I jednocześnie dawał świadectwo prawdziwej żywej wiary... On zawsze był wyjątkowym człowiekiem. Jako piekarz cukiernik przed pójściem na noc do pracy modlił się, czytał Biblię. Ja młody byłem i głupi. Patrzyłem na niego i buntowałem się. Do czasu ojca choroby.

– Tata słabł. A jednocześnie dawał świadectwo miłości Bożej. To mnie rozwalało. On naprawdę wiedział, po co odchodzi i do Kogo. Wtedy tak po raz pierwszy mocno zapragnąłem prawdy w moim życiu. Podobno moja mama „nawtykała” Panu Bogu, że skoro mi ojca zabrał ziemskiego, to niech teraz sam się mną zajmie. Zajął się. Zamknięte rekolekcje Strefy Chwały (dla ludzi sztuki i kultury). Spowiedź szczera, pokuta trudna: oddać serce Jezusowi. Ale tak na serio. – Wszystkie nałogi oddałem. Nieczystość, picie, palenie. A Bóg po kolei je zabierał. Po jakimś czasie, podczas modlitwy, dotarło do mnie Jego polecenie – chce armii Bożych twórców. Konkretnej twórczości na swoją chwałę. By ludzie w tej sztuce rozpoznawali Jego. I dopiero się zaczęło! Po nawróceniu Jacka zaczęły się kolejne cuda. Kolejne nawrócenia młodych artystów plastyków. Mniej lub bardziej spektakularne. Wszystkie trwałe. Jedna wystawa na Bożą chwałę, druga. – Ludzie zaczęli lgnąć, tworzyć środowisko – wspomina Jacek. – Kiedyś, od czapy tak, bo nie bardzo wiedziałem, co z tym robić dalej, poszedłem do bp. Rysia. Bo grupa się rozrasta, ludzie chcą tworzyć dobro, tworzyć dla Boga.

I potrzebowaliśmy jakiegoś konkretnego prowadzenia. Oraz miejsca... Jacek dostał numer telefonu. Zadzwonił. Odebrał ks. Antoni Bednarz, proboszcz parafii św. Józefa. Jacek nawet dobrze nie zaczął opowiadać o sobie i o całej grupie, gdy usłyszał: – Modliłem się o was 5 lat. Żebyście przyszli. Ksiądz Antoni udostępnił młodym artystom miejsce. Na pracownię i na dobre spotkania.

Opieka przez przypadki

– Modliliśmy się też o patrona – opowiada Zosia Trybis-Borkowska. 7-miesięczny Antek na jej rękach słucha uważnie. – Bo niby naturalny wydawał się Brat Albert, nawrócony malarz. Ale czuliśmy, że ktoś inny powinien być głównym patronem. Modlitwa, rozmowy. W końcu wszyscy byli pewni: ich patronem powinien zostać Jan Chrzciciel. To On działał tylko dla Chrystusa. To on wywyższył Chrystusa. Jego działalność publiczna była nastawiona na Niego. A wcześniej przeszedł etap pustyni. – Nasza grupa twórców chrześcijańskich VeraIcon właśnie tak ma działać: tworzymy dla Jezusa, by pokazać Jego wielkość. By przybliżyć Go ludziom – wtóruje Kazek Borkowski. Mąż Zosi. A jak żyje się artystom, małżeństwu w dodatku, z tej „twórczości dla Boga”? – Bóg się opiekuje. To On się o nas troszczy. Czasem, gdy pojawia się lęk o sprawy finansowe, nagle dzwoni telefon i sprzedajemy prace. Albo ktoś robi konkretne zamówienie. Albo ktoś „przypadkiem” o nas się dowie, gdy potrzebuje kupić obraz... – opowiadają Borkowscy. A Jacek Hajnos dopowiada: – I tak to jest. Czasem co prawda Bóg trzyma w niepewności niemal do ostatniej chwili. Chyba po to, byśmy po raz kolejny zastanowili się, co tworzymy i dla Kogo. Aby w odpowiednim czasie… wyciągnąć rękę i nakarmić do syta. Kiedyś, podczas modlitwy, niemal usłyszałem: „Jeśli będziecie tworzyć na moją chwałę, nie zabraknie wam chleba”... Grupa się rozrastała i rozrastała. Jasne się stało, że coś wyjątkowego dzieje się wokół młodych artystów. Zamiast promili – woda. Zamiast dawnych uciech – radość z modlitwy.

Komuna przy Rzepichy 18 stała się wspólnotą przy Rzepichy 18. Kiedyś artyści spotkali się na kolejnej wspólnej Mszy Świętej. „Przypadkiem” w tym samym kościele przebywał (a dokładnie czyścił toaletę) o. Tomasz Biłka. Szybko dołączył do grupy. Przecież... sam maluje. Od bardzo, bardzo dawna. Ojciec Tomasz z grupą został i działa. Wspólnie przygotowują rekolekcje. Już kolejne. Kilkanaście osób – głównie z Krakowa, ale też i Łodzi (tworzy się tam nowa wspólnota VeraIcon), z Wrocławia, Warszawy – przyjeżdża na kilka dni, by modlić się, oddawać swoją sztukę na jedyny dobry cel. – Charyzmatem naszej grupy są formacja twórców oraz ewangelizacja. Oczywiście poprzez tworzenie relacji z Jezusem. Sama twórczość to niejako efekt uboczny naszego wyboru. Twórczość jest drugorzędna – mówi Jacek. – A mnie nie do końca podoba się stwierdzenie „efekt uboczny” – polemizuje o. Tomasz. – Pragniemy, by dzieła powstawały z inspiracji Ducha. Chcemy tworzyć sztukę charyzmatyczną. Powołaniem artysty jest unaocznienie wiary. Jeśli my, ludzie, zostaliśmy stworzeni na obraz Boga, to poprzez obraz chcemy widzieć, poznawać Boga. Malarstwo charyzmatyczne pozwalać doświadczyć prawd wiary... Ojciec Tomasz opowiada, w jaki sposób doświadczył prawdy o Jego wszechmocy. – Odkurzałem w naszym dominikańskim kościele w Warszawie. Spojrzałem na krzyż autorstwa Jerzego Nowosielskiego. Spojrzałem. Zrozumiałem. Wróciłem do odkurzania.

Grupowa misja

Misją grupy VeraIcon jest tworzenie dzieł, które właśnie Boga pokazują. Nie chodzi o tradycyjne ikony (choć niektórzy artyści je piszą). Dzieła muszą być po prostu poświęcone Jemu i Jego ukazujące. – Obecnie w sztuce wiele jest... przestrzeni infernalnej. Jakieś miejsca piekielne, obszary. I to jest modne, dociera do odbiorców. Co im naprawdę przekazuje? Co im daje? – pyta retorycznie Jacek. – Głupotą naszej kultury i wielu twórców jest otwieranie się na... wszystko. Wszystko, co bynajmniej nie oddziałuje pozytywnie na ducha. – Mamy ciało stworzone do wielbienia Boga. Powołaniem naszych ust jest chwalenie Go. Chrześcijanie pozostaną ślepi bez obrazów. Głusi bez pieśni – tłumaczy o. Tomasz.

– Współczesną kulturę trzeba zapełniać dobrem. I ważne, by robić to na wysokim poziomie. Twórca, który tworzy dla Boga, nie może pozwolić sobie na dzieła słabe. Cykl prac o ludziach bezdomnych Jacka. Każdy z bezdomnych to konkretnie żyjący człowiek. Z całym bagażem doświadczeń. Doświadczeń krzyża. Cykl portretów świętych – nieupięknionych, nieprzekoloryzowanych. Prawdziwych zewnętrznie i wewnętrznie. Cykl „Biegacze” Kazka – pokazujący zmagania człowieka, który (tylko) rozumem próbuje pojąć świat. Co się dzieje w człowieku, który jest wciąż w pędzie, który w końcu szybko traci cel? Źle się dzieje. Trzeba zawrócić – dobitnie, choć niemo, krzyczy do odbiorców cały obraz. Często skutecznie. – Coraz mocniej widzę, że VeraIcon to wypełnienie Bożego planu – mówi stanowczo Jacek. – To pustynia, codzienna modlitwa, szukanie słowa Bożego. I tworzenie. I rozeznanie. Tylko dla Niego.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie