Miasteczko za kratami

Otwarta cela z telewizorem w środku, w ciągu dnia praca za murami, a wieczorem mecz piłki nożnej? Wizyta w półotwartym zakładzie karnym każe zweryfikować wyobrażenia o więziennej rzeczywistości, wywodzące się z amerykańskich filmów.

Po uliczkach spacerują mężczyźni, przemieszczając się swobodnie między pawilonami. W dresach, bluzach z kapturem, niektórzy z wytatuowanymi głowami – najczęściej jednak wyglądają całkiem zwyczajnie. Ciągły ruch – ktoś wychodzi do pracy, ktoś robi zakupy, jeszcze inny podąża do kaplicy, bo zaraz zaczyna się Msza. – To małe miasteczko. Są tu: sklep, fryzjer, boisko, kaplica i wszystko, co potrzebne do życia. Poza lokalem z alkoholem i cmentarzem – uśmiecha się pan Edward [imię zmienione – przyp. S.B.], skazany za, jak mówi, „sprawy finansowe”. Tylko mury, wyposażone w drut kolczasty i jeszcze ostrzejszą, żyletkową concertinę, przypominają, że znajdujemy się w miejscu pod specjalnym nadzorem.

Oswajanie z wolnością

– W mediach najczęściej pokazuje się zakłady typu zamkniętego – tłumaczy, widząc nasze zdziwienie, porucznik Tomasz Marciniak, rzecznik prasowy Zakładu Karnego w Jastrzębiu-Zdroju. – My jesteśmy zakładem półotwartym, gdzie cele są otwarte przez całą dobę. Jedynie w porze nocnej zamykamy pawilony mieszkalne. Skazani pracują także poza murami jednostki, wychodzą i wracają bez nadzoru. A jeśli w tej pracy właściwie funkcjonują, mogą zwiększyć swoje szanse na uzyskanie przepustki nagrodowej. Mają też prawo do posiadania – za zgodą dyrektora – własnych ubrań i przedmiotów, takich jak telewizor, playstation czy DVD. Czy to znaczy, że w Jastrzębiu-Zdroju znajdują się wyłącznie skazani z małymi wyrokami, którzy popełnili drobne przestępstwa? Bynajmniej! – Mamy tu wszystkie typy przestępstw, z wyjątkiem chyba tylko zamachu na prezydenta – śmieje się wychowawca, młodszy chorąży Grzegorz Bojda.

– Od pijanych kierowców i niepłacących alimentów, przez kradzieże, gwałty, pedofilię, aż po morderstwa. Trzeba jednak dodać, że osoby z wysokimi wyrokami, np. odsiadujące karę 25 lat pozbawienia wolności, trafiają do nas pod koniec wyroku, tuż przed wyjściem na wolność. Chodzi o to, żeby zetknięcie z rzeczywistością poza murami nie było dla nich zbyt wielkim szokiem. Proszę sobie porównać świat sprzed ćwierć wieku z tym dzisiejszym. Niektórzy z „długowyrokowców” nie mają pojęcia, co to jest internet, nie wiedzą, jak płacić kartą, za to pamiętają, że do znajomych dzwoniło się z automatów telefonicznych, których dziś już prawie nie ma. Poza tym dla człowieka, który przez wiele lat mógł opuszczać celę tylko raz w ciągu doby, na godzinny spacer, szokiem może być wszystko. Znam przypadek skazanego, który po opuszczeniu zakładu bał się jeździć samochodem nawet jako pasażer, bo dawka bodźców, jaką otrzymał naraz, po wieloletnim odcięciu od świata była dla niego zbyt duża.

Za dobre sprawowanie

Co zatem jest kryterium przeniesienia do zakładu typu półotwartego, skoro nie jest nim rodzaj popełnionego przestępstwa? – To „awans” za dobre sprawowanie, a jednocześnie przygotowanie do ponownego wejścia w relacje społeczne – wyjaśnia wychowawca. W jastrzębskiej placówce karę można odbywać na trzy sposoby. Zwykły – to taki, kiedy skazany niczego z siebie nie daje, ale też niczego od zakładu karnego nie oczekuje. Przy takim podejściu raczej nie ma co liczyć na przepustkę. Pozostałe dwie drogi to terapia (w przypadku uzależnienia od alkoholu) lub tzw. programowane oddziaływanie. – Najpierw musimy określić deficyty, ustalić, co było przyczyną popełnienia przestępstwa – tłumaczy Grzegorz Bojda. – Może była to lekkomyślność, wpływ środowiska, a może problem z agresją?

Znając przyczynę, możemy przygotować indywidualny program readaptacyjny. Skazani uczestniczą wtedy w różnych zajęciach, spotkaniach, warsztatach. Wielu z nich podejmuje pracę zawodową już w trakcie odbywania wyroku. Inni pracują nieodpłatnie, by naprawić wyrządzoną przez siebie szkodę. Pomagają w żorskim hospicjum czy domach pomocy społecznej. Ze środków Fundacji „Piękne Anioły” remontują pokoje dla dzieci z ubogich rodzin, wyprowadzając je nieraz ze stanu niemal surowego do standardu pokoi z katalogów znanych firm. Bywa, że ze wzruszenia płaczą wszyscy: rodzina, pracownicy fundacji i sam skazany.

– Mamy tutaj możliwości rozwoju, ale kwestia ich wykorzystania to już sprawa indywidualna – twierdzi pan Edward. Sam zaangażował się w redagowanie gazetki „Pegaz na Rozdrożu”, bo dzięki temu może pracować intelektualnie. Pracuje też zawodowo w radiowęźle. – Jestem człowiekiem bardzo dobrze zorganizowanym, dlatego nie nudzę się tutaj. Doskonalę znajomość języków, czytam dużo książek – chwali się. Na pytanie, czy jest zadowolony z panujących tu warunków, odpowiada z uśmiechem: – Jestem w zakładzie karnym, więc staram się dostosować do okoliczności, w których się znalazłem, funkcjonować w nich.

Sumienny pracownik

Czy jednak zaufanie okazywane skazanym nie jest nadmierne? Fakt, że wielu z nich porusza się swobodnie poza murami zakładu, w pierwszym odruchu może budzić zdziwienie, a nawet przestrach. A jednak, jak pokazuje praktyka, to zaufanie rzadko bywa nadużywane. Ostatnia ucieczka z Zakładu Karnego w Jastrzębiu-Zdroju miała miejsce w 2001 r. Owszem, zdarzały się sytuacje, kiedy ktoś nie wrócił na czas z przepustki czy z miejsca pracy, ale – jak mówi wychowawca – można te przypadki liczyć nie w procentach, ale w promilach. Podczas porannego i wieczornego apelu sprawdzany jest stan osobowy w celach i wszystko się zgadza. – Skazani okazują się bardzo sumiennymi, rzetelnymi pracownikami, bo mają silną motywację – podkreśla Grzegorz Bojda.

– Od sprawowania poza murami zależą przecież ich przepustki, a często nawet dalsze życie na wolności. Zdarza się nieraz, że pozostają później na stanowisku, na którym byli zatrudnieni podczas odbywania kary. Również porucznik Jarosław Pryma, p.o. zastępca kierownika działu ochrony, twierdzi, że raczej nie dochodzi na terenie zakładu do drastycznych przypadków naruszenia regulaminu. Choć dodaje, że czasem trzeba reagować: – Najczęściej dochodzi do naszej interwencji z powodu wniesienia przedmiotów niedozwolonych, takich jak środki odurzające czy telefon komórkowy, albo przy samowolnym oddaleniu się skazanego z miejsca pracy poza murami jednostki. Zdarzają się też bójki, przy których musimy interweniować. Jeśli któryś z więźniów jest zagrożony albo zagraża innym, kieruje się go do pawilonu I – jedynego, w którym są zamykane cele. Pawilon I jest właściwie jedynym obiektem na terenie Zakładu Karnego w Jastrzębiu-Zdroju, który przypomina więzienia znane nam z filmów. Tu wreszcie znajdujemy solidne kraty, zamki w drzwiach, ogrodzony spacerniak. Bo poruszając się między innymi pawilonami, łatwo zapomnieć, gdzie jesteśmy.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie