Radość mówienia

– Prawie 25 lat żyłem w niewoli swojej mowy – mówi Dawid Tomaszewski. Dziś ma 38 lat i uczy innych, jak wyjść z jąkania.

Z perspektywy najważniejsze jest moje zwycięstwo nad własnymi emocjami – podkreśla. W 2002 r. razem z muzykiem Henrykiem Czichem założył Centrum Terapii Jąkania „Nowa Mowa” w Mikołowie. – Wpadliśmy na ten pomysł z zachwytu nad tym, jak dobrze nam się żyje bez jąkania. Przejęliśmy władzę nad naszą mową ze świadomością, że to my panujemy nad emocjami, a nie one nad nami. Kiedy występuję w roli trenera, cieszy mnie, kiedy moi uczniowie mają większe sukcesy ode mnie.

Rozmowy przed lustrem

– Problemu jąkania nie rozwiąże logopeda, bo zaburzenie to bierze się przede wszystkim z emocji, a nie z tego, że ktoś ma źle ukształtowane usta czy nieprawidłowo oddycha – wyjaśnia Tomaszewski. – Jąkający się może płynnie śpiewać, recytować wiersze, nawet rozmawiać ze sobą w lustrze, ale kiedy spotyka drugą osobę, czuje taki wzrost napięcia, że jego mowa się blokuje. Nie umie powiedzieć „cześć”, przedstawić się, spytać, co słychać. Liczy na to, że rozmówca zredukuje jego emocje swoim zachowaniem, ale to zwykle potęguje zdenerwowanie. Jąkania nie da się przewidzieć tak jak mutyzmu, objawiającego się totalnym milczeniem, dlatego to dodatkowo frustruje. Wielokrotnie w domu ćwiczyłem zdanie: „Poproszę bułkę i ser”, a kiedy stawałem przed sprzedawcą, nie mogłem wydobyć z siebie słowa. Kiedy czułem pojawiające się w okolicy gardła napięcie, które było tym większe, im ważniejszą rzecz chciałem powiedzieć, wpadałem w przerażenie – wspomina. Przyczyn stresu blokującego wypowiadanie się szukał w dzieciństwie. Jako 4-latek trafił do szpitala z zapaleniem płuc i mocno odczuwał rozłąkę z domem. Kiedy na świat przyszło troje młodszego rodzeństwa, bardzo przeżywał to, że przestał być oczkiem w głowie rodziców. Nie znosił rozstań z mamą i zostawania w przedszkolu. – Przetrzymałem to, ale zostały we mnie złe emocje, które potem doszły do głosu – podsumowuje.

Wiedza w szafie

Pierwszy raz zająknął się w podstawówce. Najbardziej stresowało go sprawdzanie obecności, kiedy nauczycielka wyczytywała jego nazwisko, a on milczał, jakby go nie było. – Wiedziałem, że jako nieobecny nie będę pytany i nie będę się denerwował, a jako obecny zaczynałem się bać wezwania do odpowiedzi – opowiada. Pedagodzy z powołania orientowali się, o co chodzi, i pytali go po lekcjach, jednak większość z nich zapominała o problemie ucznia. Wywoływany do odpowiedzi co lekcję przeżywał udręki. Dobrze czuł się w towarzystwie tylko trzech kolegów. Reszta trzymała go na dystans. – Nawet się ze mnie nie śmiali, ale zwykle stałem gdzieś z boku. Czasem wystarczył ironiczny uśmieszek, za którym szedł słowny przytyk, i moja samoocena gwałtownie spadała – wspomina. Jednak uważa, że podstawówkę bez większych udręk udało mu się przeżyć. Gorzej było w Zespole Szkół Technicznych w Mikołowie, a dokładnie w elektroniku. Wybrał go, przekonany, że na lekcjach będzie się mniej odzywać niż w liceum. W trakcie nauki okazało się, że to nieprawda. Musiał mówić, wykazując się solidną wiedzą fachową i konkretnymi nazwami. – Kiedy nauczyciel pytał mnie, co przylutowałem, a ja milczałem, zwykle się denerwował: „Wiesz czy nie wiesz?” – opowiada. – Lepiej było w tym momencie pokiwać głową, że nie wiem. Wiedzę, którą zdobywałem, chowałem do swojej wewnętrznej szafy zamkniętej przed innymi. A przecież człowiek uczy się po to, żeby się nią dzielić.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie