Zanim przyjdą uchodźcy…

Przejechałam przez Włochy ponad tysiąc kilometrów. Widziałam wiele wspaniałych kościołów i kapliczek, ale niewielu modlących się ludzi. To wielki kontrast z Ukrainą czy Bałkanami.

W tym samym czasie, gdy przez Bałkany na północ ciągnęły tłumy imigrantów, europejscy turyści masowo parli na południe. Pierwsi szli pieszo, objuczeni tobołkami z dobytkiem i przyczepionymi do rąk dziećmi, drudzy jechali samochodami, kamperami, motocyklami, a także rowerami. Były to światy równoległe. Na trasach uchodźców nie było turystów, a na turystycznych szlakach nie widać było imigrantów.

Bari: gdzie Wschód łączy się z Zachodem

Promy przypływają do Bari rankiem, ale ostatni podróżni opuszczają port w południe. Wjazdu do Italii pilnują nie tylko włoscy pogranicznicy i celnicy, ale także funkcjonariusze unijnej agencji FRONTEX (Europejska Agencja Zarządzania Współpracą Operacyjną na Zewnętrznych Granicach Państw Członkowskich Unii Europejskiej). Bari od zawsze łączyło Zachód ze Wschodem. W XI–XIII w. osada była punktem zbornym rycerzy chrześcijańskich, biorących udział w krucjatach. 800 lat później nie wydaje się, by ktokolwiek chciał tu się bić za wiarę. W bazylice św. Mikołaja grupy turystów odpoczywają od upału i podziwiają dzieła sztuki. Modlą się trzy osoby.

Pompeje: spokój w cieniu Wezuwiusza

Pompeje leżą na wysokości Bari po drugiej stronie Półwyspu. Autostradą ciągną samochody osobowe wyładowane jak bombowce turystycznym ekwipunkiem. Jedzie też masa ciężarówek z pomidorami. Zapada zmierzch, gdy moim oczom ukazuje się widok na Wezuwiusza, Zatokę Neapolitańską, Neapol i Pompeje. Tą panoramą zachwyca się kilkunastu turystów. Lśnią ekrany fotograficznych smartfonów, para Niemców ustawia statyw, będą mieli nieporuszone zdjęcia. Wysoka brunetka robi tabletem selfie i natychmiast wrzuca zdjęcia na Facebooka, żeby znajomi mogli dzielić jej zachwyt, a przy okazji skręcać się z zazdrości. Tylko jedna para nie fotografuje.

Ciasno przytuleni patrzą przed siebie. Popiół wulkaniczny, który 24 sierpnia 79 r. (1936 lat temu) zasypał Pompeje, utrwalił ciała mieszkańców. W tym miejscu niespodziewanej zagłady wszyscy mają poczucie absolutnego bezpieczeństwa. Nikomu nie przychodzi do głowy, że Wezuwiusz jest jednym z pięciu najniebezpieczniejszych wulkanów świata. Wprawdzie ostatni duży wybuch został odnotowany 13 marca 1944 r., i od tej pory wulkan nie daje oznak aktywności, to przecież nie ma żadnej gwarancji, że tak będzie zawsze. Wiedzą o tym wulkanolodzy z Osserwatorio Vesuviano, najstarszego obserwatorium wulkanów na świecie. Naszpikowali Wezuwiusza czujnikami i mają nadzieję, że będą w stanie wykryć oznaki budzenia się potwora. Latem roku 2015 r. poziom zagrożenia jest zielony. Można zwiedzać i spać spokojnie.

Cassino: jesień życia przy grobie ojca

Dla Polaka Cassino to miasto położone u podnóża Monte Cassino, na której znajduje się klasztor benedyktynów zdobyty przez naszych żołnierzy po ciężkich walkach w maju 1944 r. Ci, którzy polegli, spoczywają teraz na cmentarzu u podnóża klasztoru. W mieście są jeszcze dwa inne cmentarze wojenne. Na jednym spoczywają Gurkhowie, którzy przed Polakami bez powodzenia próbowali zdobyć Monte Cassino. Na drugim, położonym w pewnym oddaleniu i na uboczu, pochowani są żołnierze niemieccy. Ursula Czarnetzki, gdy tylko przeszła na emeryturę, niemal na stałe zamieszkała w pobliżu niemieckiego cmentarza. Pochowany jest na nim jej ojciec, gefrejter Friedrich Knoss z Frankfurtu. Urodzony w październiku 1906 r., zginął 21 maja roku 1944 r. – Miałam 3 lata, gdy ojciec zginął i nigdy go nie widziałam – opowiada Ursula. – Ale ojciec pamiętał o mnie. Co dzień pisał do mamy list z frontu. W każdym przekazywał pozdrowienia specjalnie dla swojej małej córeczki. Te listy się zachowały i po latach czytam je ze wzruszeniem. Przyjeżdżam tu od lat, a od kiedy przeszłam na emeryturę, spędzam w Cassino większość czasu. Ursula działa w Fundacji Monte Cassino. Jest to forum spotkań uczestników bitwy pod Monte Cassino – Polaków, Anglików, Niemców i członków ich rodzin. Celem organizacji jest budowa pojednania i porozumienia pomiędzy dawnymi wrogami oraz przekazywanie wiedzy o bolesnej historii młodym ludziom. – Młodzi nie wierzą, że pokój nie jest nam dany na zawsze – mówi Ursula. – A przecież historia Europy to historia nieustannych wojen. To raczej trwały pokój na naszym kontynencie jest czymś niezwykłym. Ale jeśli przestaniemy troszczyć się o pokój, to ta sytuacja może się zmienić. Dlatego tak ważne jest przekazywanie wiedzy o przeszłości, o tym, jakie wydarzenia, przekonania, ideologie prowadzą do wojen. Trzeba to robić, chociaż nie jest łatwo, bo dla młodych to jakaś abstrakcja.

San Gimignano: najlepsze lody na świecie

Zwane „Manhattanem średniowiecza” San Gimignano, słynie z czworokątnych wież zbudowanych przez zamożnych mieszkańców 600 lat temu. Kiedyś pełniły funkcje obronne. Dzisiaj zamiast odstraszać najeźdźców, jak magnes przyciągają turystów. Drugą atrakcją miasteczka są najlepsze na świecie lody Sergio Dondolego. Żeby ich skosztować, do San Gimignano specjalnie przyjeżdżają celebryci i politycy, o zwykłych turystach nie wspominając. Lodziarnia Dondolego wymieniana jest we wszystkich przewodnikach po Italii.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Ania
    09.12.2015 18:56
    Tegoroczne wakacje, Florencja. Przepiękna katedra, robi wrazenie z zewnątrz. Ale w środku jakoś pusto, nikt sie nie modli. Pusta skorupa czy jeszcze kościół?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie