Prezentuj broń!

Ci, którzy kpią, że kompania reprezentacyjna „tylko stoi”, Niech sami spróbują postać dwie godziny w miejscu, poruszając tylko oczami.

Kilkudziesięciu mężczyzn po dwóch stronach wąskiego korytarza energicznie poleruje buty. Silny zapach pasty do obuwia unosi się w powietrzu. Zwykła pasta i trochę wody, a po trzech kwadransach efekt taki, jakby buty powleczone były lakierem. Nie mogą wyglądać inaczej, skoro mają pojawić się na nogach kompanii reprezentacyjnej. – To technika „kręcenia”, polegająca na nakładaniu w odpowiedni sposób kolejnych warstw pasty – wyjaśnia kapitan Artur Sak, dowódca 3. Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego. – Wypracowali ten patent wiele lat temu żołnierze naszego batalionu i do dziś wzbudza on podziw innych jednostek.

Żołnierz prasuje sam

Nie tylko buty robią wrażenie. Zaglądamy do pomieszczenia, w którym żołnierze prasują swoje mundury. Muszą być gotowe na dzisiejszą uroczystość 90-lecia ustanowienia Grobu Nieznanego Żołnierza. – Będąc cywilem, słyszałem, że w kompanii reprezentacyjnej prasowaniem mundurów zajmują się wynajęte w tym celu panie. To nieprawda, nie ma tu takich pań. Wszystko to praca żołnierskiej ręki – pokazuje kapitan Sak. Mundury są w trzech rodzajach, tak jak siły zbrojne, które za parę godzin zobaczymy na warszawskim placu Piłsudskiego. Będą wojska lądowe, siły powietrzne i marynarka wojenna. Czwarty rodzaj, który pojawia się tylko na uroczystościach centralnych, to wojska specjalne. Ich strój różni się od noszonego przez wojska lądowe jednym szczegółem: zamiast rogatywki jest beret. Ponieważ żołnierze przydzielani są, zgodnie z predyspozycjami, do konkretnych zadań, może się zdarzyć, że jeden żołnierz posiada aż trzy rodzaje umundurowania. Kto może wstąpić do Batalionu Reprezentacyjnego Wojska Polskiego? Na pewno ten, kto ma odpowiedni wzrost, czyli między 178 a 190 cm. Ważna jest aparycja – bez widocznych defektów czy tatuaży. Kandydat nie może też mieć na koncie konfliktów z prawem – będzie się przecież spotykać z największymi tego świata.

Ale jest jeszcze jeden, najistotniejszy warunek: – Przede wszystkim trzeba tego chcieć – mówi major Marcin Kujawa, zastępca dowódcy Batalionu. – Nikogo tu nie bierzemy na siłę. Oczywiście spotykamy się z kandydatami, jeździmy też po jednostkach, szukając odpowiednich osób. Mówimy im, że to służba zaszczytna, ale i bardzo wymagająca. I że jeśli się do nas dostaną, odwdzięczymy się im niezapomnianymi wrażeniami i satysfakcjonującą służbą. – Trzeba to kochać – potwierdza starszy szeregowy Mateusz Matyniak, który do kompanii reprezentacyjnej trafił z zasadniczej służby wojskowej. – To trudna i stresująca służba, ale daje wiele satysfakcji. Dzięki niej w ciągu ośmiu lat zwiedziłem prawie każdy zakątek świata. Kucyk pod rogatywką Przy biurku podoficera dyżurnego spotykamy szeregowego Danutę Żochowską – jedną z czterech kobiet w korpusie szeregowym kompanii reprezentacyjnej.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Yanosh
    12.11.2015 21:33
    Panowie oficerowie: wystarczy za szoferką zamontować do podłogi wyciągarkę z linką, podłączyć pod akumulator samochodowy, następnie przekręcić rączkę przy wyciągarce, znaleźć środek ciężkości działa i .... wio - maszynka sama za was zrobi - wy tylko pukniecie !
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie