Będziemy leczyć

O powodach słabości systemu ochrony zdrowia i sposobach jego naprawy oraz o konieczności zmian w ustawie o in vitro z Konstantym Radziwiłłem

Bogumił Łoziński: Czy uważa się Pan za cudotwórcę?

Konstanty Radziwiłł: Dlaczego?

Podjął się Pan misji naprawy systemu, który jest nieuleczalnie chory.

(śmiech) Rzeczywiście niektórzy uważają, że wszedłem trochę w taką rolę. Mówiąc jednak poważnie, są na świecie systemy ochrony zdrowia, które może nie działają idealnie, ale jednak w miarę przyzwoicie. Dlaczego miałoby się to nie udać w Polsce? Jesteśmy krajem, którego gospodarka się poprawia, nasz dochód narodowy rośnie, a sytuacja w ochronie zdrowia poprawia się znacznie wolniej. Trzeba to zmienić.

Jaki ma Pan na to pomysł?

Polska służba zdrowia nie jest w stanie terminalnym, lecz występuje w niej zjawisko daleko idącego nieuporządkowania. Jeden z głównych problemów to uporczywe dążenie do jej urynkowienia, a nawet prywatyzowania. Zgodnie z obowiązującą ustawą o działalności leczniczej istnieje wręcz przymus przekształcania publicznych szpitali w spółki, i to się dzieje. Następnym krokiem jest prywatyzacja. Nie ma bowiem ustawowego hamulca prawnego, aby publiczne szpitale nie trafiały w ręce prywatnych właścicieli. Przez ostatnie osiem lat rządzący próbowali pozbyć się odpowiedzialności za publiczny system ochrony zdrowia.

Oczywiście w tej dziedzinie jest miejsce na sektor prywatny i robienie interesów, ale państwo musi skupić się przede wszystkim na zapewnieniu bezpieczeństwa zdrowotnego obywatelom. Zgodnie z konstytucją oznacza to zapewnienie wszystkim dostępu do ochrony zdrowia na dobrym poziomie.

Czyli jakim?

Bezpiecznym, dobrej jakości i w sposób równy, sprawiedliwy. Oczywiście mówimy o systemie powszechnym, czyli finansowanym ze środków publicznych.

Dlaczego komercjalizacja wprowadzana przez rządy PO nie zapewnia takiego poziomu?

Szpitale publiczne powołano, aby leczyły chorych. Gdy zostają zamienione w spółki, ich podstawowym celem staje się poprawianie wyniku finansowego. Prezes spółki szpitalnej musi dbać o to, aby przynosiła ona zysk. W takim systemie traci się z oczu pacjenta, misja przestaje być najważniejsza. Dochodzi do sytuacji, w której bardziej kosztowni pacjenci, będący „poza limitem”, stają się niemile widziani, bo wiadomo, że NFZ za nich nie zapłaci. Trzeba jak najszybciej te procesy zahamować i odwrócić. Misją publicznych szpitali nie jest zarabianie pieniędzy, ale udzielanie pomocy każdemu, kto jej potrzebuje.

To się nie uda bez pieniędzy.

To jest druga zasadnicza sprawa. Nie można zapewnić lepszej opieki medycznej niż dotychczas bez zdecydowanie większych środków na ochronę zdrowia. Porównanie z krajami o podobnej historii i zamożności pokazuje, że brakuje nam na służbę zdrowia około 30 mld zł rocznie. Tych środków nie przybędzie od razu, ale w czasie dwóch, trzech lat powinniśmy osiągnąć ten poziom, inaczej jakość opieki nie polepszy się.

Tylko skąd wziąć te środki?

To nie jest tak, że w budżecie nie ma pieniędzy. Są, i to bardzo dużo, tylko wydawane według określonego klucza. Odsetek środków przeznaczanych przez państwo na daną dziedzinę pokazuje, która jest dla niego priorytetem. Polska wydaje z budżetu państwa na zdrowie 4,4 proc. PKB, podczas gdy np. Czechy 6,8 proc. Według Światowej Organizacji Zdrowia dla krajów o podobnej do nas zamożności granicą przyzwoitego bezpieczeństwa zdrowotnego jest 6 proc. PKB. Taki poziom powinniśmy osiągnąć w ciągu najbliższych lat.

Czy otrzymał Pan zapewnienie, że służba zdrowia będzie priorytetową dziedziną, czyli nakłady na nią wzrosną?

Takie zapewnienie istnieje. To jest element programu PiS, który będzie realizowany. Szczegóły zostaną ustalone, gdy rząd rozpocznie prace. Musimy mieć świadomość, że nie ma złotego kluczyka, za pomocą którego da się uzdrowić sytuację jednym ruchem, jednym działaniem.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie