Polityka nie tylko historyczna

Żyjemy w świecie, w którym coraz większego znaczenia nabiera konflikt kulturowy. Zwycięży ten, którego poczucie tożsamości, przekonanie o sensie własnych wartości będzie lepiej ugruntowane. Do tego potrzebujemy mądrej polityki historycznej.

Podczas spotkania w Belwederze, poświęconego powstaniu strategii polskiej polityki historycznej, prezydent Andrzej Duda oświadczył, że nie ma wątpliwości, iż tworząc ją, budujemy siłę państwa. Przywołał w tym kontekście słowa marszałka Józefa Piłsudskiego, który mówił o tym, że naród, który traci pamięć, przestaje być narodem, a staje się zbiorem ludzi czasowo zamieszkujących pewne terytorium. Do kwestii tej nawiązała także w exposé premier Beata Szydło, mówiąc, że ważnym celem jej rządu będzie wzmacnianie postaw patriotycznych oraz odbudowa polskiej pamięci. „Nie wstydźmy się budować etosu polskich bohaterów, pamiętajmy o nich zawsze” – przekonywała. Takie istotne słowa z ust polskich polityków nie padały już dawno.

Inni nie próżnują

Czym jest polityka historyczna? Sam termin wzbudza już kontrowersje. Jego przeciwnicy wręcz uważają, że jest on opresyjny, zakłada ingerencję państwa w obszar tak prywatny jak pamięć zbiorowa, która z istoty rzeczy nie może być identyczna, ale jest częścią indywidualnych wyborów. Głosom tym wtórują i takie, że budowa silnej tożsamości narodowej w dobie tworzenia Unii Europejskiej jest anachronizmem, gdyż tradycyjny etos narodowy powinniśmy zastępować systemem wartości europejskich, najczęściej definiowanych w kategoriach politycznej poprawności, w której katalog cnót godnych upamiętnienia jest sporządzany przez środowiska lewicowe, żeby nie powiedzieć: lewackie. Nie jest prawdą, że Polska, podejmując się opracowania własnej strategii pamięci historycznej, jest w Europie jakimś dziwolągiem. Aktywną politykę historyczną prowadzą dzisiaj wszystkie europejskie kraje, a zwłaszcza nasi sąsiedzi, czyli Rosja i Niemcy. Czymże innym jak nie polityką historyczną było zastąpienie obchodów rewolucji październikowej świętowaniem rocznicy wygnania Polaków z Kremla w 1612 r., nazwanej Dniem Jedności Narodowej.

Do niedawna symbolem zwycięstwa nad III Rzeszą były sztandary czerwone, co zresztą zgodne było z historyczną prawdą. Pod takimi sztandarami Armia Czerwona wkraczała do Berlina. Teraz czerwień zniknęła, a kolorem rosyjskiego patriotyzmu stały się pomarańczowo-czarne kokardy, tzw. wstążki gieorgijewskie, w czasach carskich będące częścią orderu przyznawanego za męstwo. To symbol nowego rosyjskiego nacjonalizmu, odwołującego się nie do idei komunistycznych, ale carskiego imperium. Przypinali je sobie zwolennicy aneksji Krymu oraz buntu w Donbasie. Ważnym elementem rosyjskiej polityki historycznej jest przyklejanie banderowskiej etykiety kijowskiemu Majdanowi oraz wszystkim ruchom mającym na celu skierowanie Ukrainy na Zachód. Nie próżnują także nasi zachodni sąsiedzi. Wywiad zachodnioniemiecki BND wymyślił termin „polskie obozy koncentracyjne”, aby rozmyć niemiecką odpowiedzialność za zbrodnie III Rzeszy, i obecnie używanie go przez światowe media jest powszechne. W 2008 r. nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych zagroziło wytaczaniem procesów redakcjom używającym tego terminu, ale do dzisiaj żadnego oskarżenia instytucje państwowe nie wytoczyły. Ta bezczynność nie tylko rozzuchwaliła kolejne media, ale haniebny zwrot pojawił się w oficjalnych wystąpieniach prezydenta USA oraz szefa FBI. Od polityki historycznej więc nie uciekniemy. I tak w jej realizacji jesteśmy spóźnieni, nie o kilka czy kilkanaście, ale o kilkadziesiąt lat. Problem polega jedynie na tym, czy będziemy ją tworzyć sami, czy przyjmiemy wzorce oraz wartości innych narodów i państw, traktujących aktywność w tej sferze jako naturalne wzmocnienie własnej pozycji międzynarodowej.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie