Ludzie państwa

Zachowujemy w pamięci nazwiska i twarze ofiar zbrodni katyńskiej. Rosyjski historyk z mroku niepamięci wydobywa teraz postacie ich katów z NKWD.

Mordercy z Katynia nie byli postaciami demonicznymi. Pochodzili z rodzin chłopskich, najczęściej nie mieli nawet podstawowego wykształcenia. Po wojnie wiedli szare, najczęściej skromne życie. Ci, którzy strzelali, nierzadko mieszkali niedaleko od siebie, jakby mieli pilnować się nawzajem do końca życia. Część z nich pamiętała jednak o tym, w czym brała udział. Popadali w alkoholizm, czasem w obłęd, kilku popełniło samobójstwo. Publicznie jednak nikt niczego nie żałował. U tych, którzy dożyli czasów, kiedy zaczęto ich pytać o szczegóły zbrodni, pozostało głównie wspomnienie niezwykle ciężkiej pracy.

„Co by nie mówić – wspominał jeden ze świadków zbrodni – ta praca nie należała do lekkich. Tak bardzo byliśmy czasem zmęczeni, że ledwo staliśmy na nogach. A myliśmy się wodą kolońską. Do pasa. Inaczej nie dało się pozbyć zapachu krwi i prochu”. Wydanie książki Nikity Pietrowa pt. „Poczet katów katyńskich” to nie tylko wydarzenie naukowe. Publikacja rosyjskiego historyka ze środowiska moskiewskiego „Memoriału” świadczy o tym, że w Rosji nadal są ludzie sumienia, pragnący rozliczenia z totalitarną przeszłością. Zapewne nie jest ich wielu. Ale to oni są rękojmią tego, że prawdy o zbrodni katyńskiej nie da się już w Rosji bezkarnie zakłamać. Jak słusznie pisze Pietrow, sprawa katyńska to „wskaźnik dojrzałości rosyjskiego systemu państwowego, który pokazuje, na ile jest on demokratyczny, przejrzysty i w jakim stopniu jest zbudowany na prawie. To wskaźnik rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, który testuje, czy organizacje społeczne potrafią walczyć o odtajnienie materiałów sprawy katyńskiej”. Podsumowując ostatnie lata, Pietrow z goryczą pisze, że ten egzamin Rosja oblała.

Systemu nie oskarżono

Zasługą Pietrowa jest nie tylko odtworzenie biografii ponad 140 funkcjonariuszy NKWD, którzy brali udział w zamordowaniu polskich jeńców wojennych w Charkowie, Kalininie czy Katyniu. Jego książka pokazuje także, jak zbrodnia katyńska wpisywała się w logikę systemu represji stworzonych w Związku Sowieckim w latach 30. ub. wieku, kiedy bez sądu rozstrzelano ponad 700 tys. ludzi. Zwraca uwagę, że decyzja o wymordowaniu ponad 21 tys. Polaków została podjęta przez członków najwyższego kierownictwa państwa oraz komunistycznej partii, reprezentujących określony system polityczny. Tymczasem zarówno politycy podejmujący decyzję w sprawie zbrodni katyńskiej, jak i system, który wtedy reprezentowali, nie zostali w Rosji osądzeni. To tak jakby za nazistowskie ludobójstwo oskarżać esesmanów mordujących w kacetach, a nie wspominać o odpowiedzialności Hitlera oraz reżimu narodowo-socjalistycznego za stworzenie aparatu zbrodni. Prawda o zbrodni katyńskiej nadal jest w Rosji chroniona klauzulą tajemnicy państwowej.

Pomimo obietnic prezydenta Dmitrija Miedwiediewa nie przekazano nam 35 tomów śledztwa katyńskiego, zakończonego w 2004 roku. Nadal więc nie wiemy, jaka jest pełna lista ofiar rozstrzeliwań, nie znamy nazwisk wszystkich winnych tej zbrodni, jak i jej wykonawców na poszczególnych szczeblach. Nie udało się wreszcie określić wyczerpująco kwalifikacji prawnej zbrodni katyńskiej, zarówno zgodnie z prawem rosyjskim, jak i międzynarodowym. Przypomnę, że Główna Prokuratura Wojskowa Rosji zakwalifikowała tę zbrodnię jako przekroczenie uprawnień przez funkcjonariuszy, a nie jako zbrodnię wojenną czy ludobójstwo. W ocenie Pietrowa stronie polskiej nadal nie oddano dokumentów najistotniejszych. Nie ma on także złudzeń co do tego, aby miało to szybko nastąpić. Rosyjska opinia publiczna – pisze – każde ustępstwo w ujawnieniu prawdy o zbrodni katyńskiej przyjmuje z dezaprobatą.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie