Poczytaj mi, tato

O dziecięcych lekturach i poczuciu humoru z prof. Krzysztofem Biedrzyckim rozmawia Piotr Legutko


Piotr Legutko: Podobno uczniowie podstawówek więcej czytają niż gimnazjaliści?


Krzysztof Biedrzycki: To prawda, tak wynika z badania przeprowadzonego przez Instytut Badań Edukacyjnych. W wieku gimnazjalnym po prostu pojawia się więcej pokus, które odciągają od książek, uczniowie opowiadają o tym w wywiadach. Dotyczy to zwłaszcza chłopców, których coraz mocniej absorbuje internet i pochłaniają gry komputerowe. Natomiast podstawówka to czas, gdy umiejętność czytania jest jeszcze świeża i daje radość. Z kolei zarówno gimnazjaliści, jak i licealiści często narzekają, że na czytanie mają za mało czasu. Nie jest to tylko wymówka, bo liczba zajęć dodatkowych dla uczniów wzrasta wraz z wiekiem.


A jak wygląda porównanie osiągnięć szkolnych dzieci na wsi i w mieście?


Wyniki dzieci wiejskich są przeważnie słabsze, ale nie jest to ani nic nowego, ani specyficznego dla Polski. Podobnie jak znaczenie wykształcenia rodziców i liczby książek w domu. To są bardzo proste relacje statystyczne, które się niezmiennie powtarzają i z całą pewnością możemy powiedzieć, że mają wpływ na sukces lub porażkę dziecka. I jeszcze jedna niezmienna prawidłowość na tym poziomie edukacji: chłopcy mają gorsze wyniki niż dziewczynki.


W Małopolsce przeprowadzono badanie, które pozwoliło na postawienie ciekawej hipotezy: otóż dzieci na wsi są lepsze w konstruowaniu wypowiedzi niż ich rówieśnicy w większych ośrodkach, którzy z kolei lepiej piszą. Czy może to też wynikać z faktu, że na wsi więcej się w domu rozmawia z dziećmi niż w mieście?


To bardzo ciekawa hipoteza, warta pogłębionych badań. Już Platon ubolewał nad tym, że pismo zabija mówienie i pamięć. Może zatem dzieci mające mniej czasu na przebywanie w środowisku wirtualnym faktycznie więcej rozmawiają. Choć byłbym ostrożny w zbyt pochopnym wyciąganiu wniosków.


Można odnieść wrażenie, że opowiadanie to dziś pięta achillesowa polskich uczniów. 


Trudno to potwierdzić w przypadku szkół podstawowych, dlatego że na tym poziomie analizujemy głównie wypowiedzi pisemne. Natomiast w badaniach gimnazjalistów widać ciekawą prawidłowość dotyczącą mówienia. Otóż w wypowiedziach oficjalnych, a za takie uważane są sytuacje mające miejsce w klasie, młodzież ma ogromne trudności z wyartykułowaniem tego, co chce powiedzieć. Wystarczy jednak stworzyć sytuację wywiadu przypominającego naturalną rozmowę, w której znika owa oficjalność, a języki się rozwiązują. Nie jest więc tak, że oni nie potrafią formułować myśli. Mam wrażenie, że raczej żyją w schizofrenicznym świecie, gdzie między własnym środowiskiem domowym czy rówieśniczym a szkołą istnieje przepaść. W szkole niestety nie potrafią się odnaleźć, nie rozumieją jej, nie znajdują właściwego języka, którego się od nich oczekuje, to dla nich świat oficjalny. Chcą sprostać wymaganiom, spinają się i to im zamyka usta. A nauczyciele mają skłonność do zbyt szybkiego oceniania, gaszenia wypowiedzi, wymagania, by uczeń powiedział dokładnie to, czego się od niego oczekuje. To oczywiście tylko hipoteza wynikająca z moich obserwacji lekcji prowadzonych w czasie naszych badań. 


Jak rezygnacja z testów na zakończenie szkoły podstawowej może wpłynąć na zmianę takiego nastawienia? Na sposób pracy podczas lekcji? Skoro już nie ma obowiązku uczenia pod klucz…


To nie jest problem klucza, pod który trzeba uczyć – przynajmniej w przypadku szkoły podstawowej – a raczej kwestia pewnych nawyków nauczycieli. Ów osławiony klucz jest raczej pewną formą alibi dla tych nauczycieli, którzy nie wiedzą, jak reagować na samodzielność uczniów. Podobny problem mają matematycy, generalnie nielubiący, gdy uczniowie rozwiązują zadania „swoim sposobem”. Na każdym przedmiocie oczekiwana jest odpowiedź standardowa i brak testów tego nie zmieni. Klucz faktycznie mógł (choć nie musiał) być kiedyś problemem przy maturach, ale od tego roku i na tym poziomie go nie ma. Wielokrotnie spierałem się z nauczycielami, proponując, by promowali samodzielną interpretację tekstu literackiego. Odpowiadali: nie można pozwolić na dowolność, interpretacja ma być taka, jakiej ja nauczę. Problem jest więc bardziej mentalny niż systemowy czy instytucjonalny.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie