15 sekund do śmierci

O ludobójstwie w Rwandzie, cudownym ocaleniu i przebaczeniu zabójcom z Immaculée Ilibagiza, autorką bestsellerów „Ocalona, aby mówić” i „Matka Boża z Kibeho” rozmawia Krzysztof Błażyca

Krzysztof Błażyca: Przez trzy miesiące chowałaś się z siedmioma kobietami w wąskiej łazience, słysząc, jak na zewnątrz ekstremiści Hutu mordowali Tutsich. Niektórych z morderców znałaś, byli waszymi sąsiadami. Dziś nauczasz o przebaczeniu. Jak to możliwe?

Immaculée Ilibagiza: Z każdym dniem coraz wyraźniej widzę rękę Boga w tym, że ocalałam. Ona jest nad każdym z nas. Ja wierzę, że taki był Jego plan względem mnie. W moich książkach opisałam to, czego doświadczyłam.

Plan? Nie byłabyś osobą, którą dziś jesteś, gdyby nie tamten koszmar? Wymordowano blisko milion ludzi. Gdzie wtedy była „ręka Boga”?

Myśląc o ludobójstwie w Rwandzie, myślę o śmierci w ogóle. Życie ma koniec, wcześniej czy później. Jest takie krótkie wobec wieczności. Ja jestem wdzięczna za to, że powstałam. Niektórzy popełniają samobójstwo, nie mogąc podołać problemom. Nie chodzi o to, co się nam wydarza, na co nie mamy wpływu, ale o to, jak to przyjmujemy. A gdy odkrywasz, że Bóg jest ważniejszy niż cokolwiek, że twoje życie nie zależy od tego, co „tutaj”, wtedy wszystko otrzymuje właściwy kształt. I możesz odnaleźć pokój w najgorszej sytuacji. Wiem, o czym mówię. Przeżyłam to. Moją rodzinę zabito. Słyszałam krzyki mordowanych...

Nie pytałaś: „Dlaczego to ja ocalałam?”.

Od 2006 r. dzielę się swoją historią i głoszę rekolekcje o Naszej Pani z Kibeho (chodzi o objawienia, które miały miejsce w Rwandzie w latach 1981–1983, przyp. K.B.). I gdy staję wobec tysięcy ludzi, słyszę: „Dziękuję, twoja historia zmieniła moje życie, pomogłaś mi”. Widzę, jak Bóg działa w sercach ludzi. Czasem się zastanawiam, jakby było, gdyby rodzice wciąż byli ze mną w tym, co dziś robię. A potem ta refleksja – że przecież mówię o tym, o czym mówię, właśnie dlatego, że ich nie ma. Zostali zamordowani. Dziś mam w sobie pokój, ale ten pokój nie eliminuje cierpienia. Biorę je każdego dnia. Cierpienie otwiera twój umysł na prawdę. Jezus uczy, że mamy się kochać wzajemnie, a tego nie czynimy... Do czasu gdy widzisz, do czego prowadzi nienawiść. Ja straciłam prawie wszystkich... Dziś mówię ludziom o nadziei. Widzę, jak paradoksalna jest ta sytuacja. Wielokrotnie pytałam: czy to jest to, czego Bóg chciał ode mnie? Żyję z pamięcią strasznych rzeczy. To nigdy nie przeminie. Ból już nie jest ciężarem, ale wciąż płaczę. Jak dwa dni temu, gdy śnił mi się ojciec...

Pisząc wspomnienia, trudno było wracać do przeszłości?

Płakałam przy każdej stronie. Ale to było uzdrowienie. Wielka lekcja o tym, co przeszłam, i o tym, jak ważna jest troska o życie innych. Ostatecznie to pozwala odnaleźć radość. Gdy po ludobójstwie pracowałam dla ONZ, znajomi mówili: „Napisz książkę. Skoro ty potrafiłaś przejść przez coś takiego, innym to pomoże”. Jedna kobieta mówiła mi, że jej matka po rozwodzie przez miesiąc nie umiała się podnieść, była w takiej depresji. „Gdyby matka zobaczyła, co ty przeszłaś, a potrafisz odzyskać wiarę i radość w życiu...” – mówiła. Skoro moja historia miała pomóc ludziom podnieść się z ich dramatów, nie chciałam tego odrzucać. Nawet jeśli miałaby pomóc tylko 10 osobom – to wystarczy...

Tymczasem Twoja książka stała się bestsellerem i została przetłumaczona na kilka języków...

Nigdy nie przypuszczałam, że „Ocalona, aby mówić”, będzie czytana przez ponad milion ludzi na całym świecie. Pisząc, czułam każdą linijkę. Dziś, gdy staję wobec ludzi, nie mówię: spójrzcie, jak okrutna historia mnie spotkała. Ja mówię: zobaczcie, jaki Bóg jest zadziwiający. Bo bez Boga jest tylko ból.

Po powrocie do Rwandy spotkałaś się ze swoimi prześladowcami?

Odwiedziłam w więzieniu mężczyznę, który zabił mojego brata i matkę. Czułam współczucie dla niego. Jest w moim wieku. Przed ludobójstwem miał dobrą pracę, piękną rodzinę. I nagle stał się zabójcą. Teraz to wrak człowieka. Myślałam o słowach Jezusa: „Przebacz, bo nie wiedzą, co czynią”. Czy on wiedział? Widziałam, co się z nim teraz stało. Czułam smutek. On patrzył w ziemię. Nie umiał mi spojrzeć w oczy. Inny zabił mojego kuzyna. Spotkałam go, kiedy wyszedł z więzienia. Spytałam: „Dlaczego? Jak mogłeś zabić? Znałeś nas?”. I wiesz, co odpowiedział? „Chcesz znać prawdę? Brak mi tych, których zabiłem. Tęsknię za nimi”. On tęskni za nimi! Powiedział, że gdy zabijał, nie wiedział, czemu to robi. Dziś myśli każdej nocy o tych, których zabił. Naprawdę współczułam mu. Powiedziałam: „Idź do Naszej Pani w Kibeho. Proś Ją, aby ci pomogła „. On był bardzo udręczony...

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie