To już jest koniec?

Dziś nie należy pytać, czy Unia Europejska przetrwa w obecnym kształcie. „Obecnego kształtu” dawno już nie ma. A niewykluczone wyjście Wielkiej Brytanii z UE tylko ten fakt przypieczętuje. Dziś trzeba pytać, czy możliwe jest przetrwanie integracji europejskiej w kształcie, który proponują zwolennicy Brexitu: luźnego związku państw ściśle ze sobą współpracujących.

Gdy blisko 10 lat temu po raz pierwszy pojechałem do Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, miałem okazję spotkać się m.in. z ówczesnym liderem grupy Liberalnych Demokratów w PE. Andrew Duff, brytyjski europoseł, to jedna z tych postaci, która przez lata była kojarzona z bardzo twardą opcją centralistyczną: jak najwięcej unijnych instytucji, jak najmniej kompetencji państw członkowskich. W skrócie: więcej Unii, mniej narodowych interesów (Duff stanął później na czele Unii Federalistów Europejskich, dążących do stworzenia jednego państwa europejskiego).

Lepiej dyskutować, niż strzelać

Był to pogląd niemal absolutnie obowiązujący w unijnym głównym nurcie. Wyrażał przekonanie, że jedynym sposobem na utrzymanie jedności europejskiej jest rezygnacja z „narodowych egoizmów” na rzecz istniejącego rzekomo jednolitego interesu europejskiego. Jak na Brytyjczyka poglądy Andrew Duffa były już wtedy mocno oderwane od sposobu myślenia większości jego rodaków, tradycyjnie niechętnych zrzekaniu się swoich kompetencji na rzecz brukselskich urzędników. Rodaków, którzy dziś stoją przed historycznym momentem: podjęciem decyzji o wyjściu lub pozostaniu w UE. Z dość żywej wymiany poglądów z Duffem zapamiętałem jego słowa, z którymi nawet przeciwnik federalizmu może się zgodzić. Na pytanie, czy jest sens utrzymywać instytucję (Parlament Europejski), która aspiruje do miana reprezentanta nieistniejącego „ludu europejskiego”, a w rzeczywistości jest bardziej klubem dyskusyjnym, brytyjski europoseł odpowiedział: lepiej ze sobą dyskutować, niż do siebie strzelać. Nie chodziło mu bynajmniej o kult bezcelowego debatowania. Zrozumiałem, że chciał podkreślić w ten sposób inną rzecz: integracja europejska jest wartością zbudowaną na gruzach zawieruchy wojennej, po której nikt nie wierzył – poza paroma wizjonerami – że jest możliwe nie tylko pojednanie, ale również połączenie zwaśnionych wcześniej państw w niemal jeden organizm. I że nic nie jest dane raz na zawsze. Nie jest więc powiedziane, że nie ma powrotu do dramatu podziału kontynentu.

A wtedy jeszcze zatęsknilibyśmy za „nieużytecznym” klubem dyskusyjnym w Strasburgu i Brukseli (dwie siedziby PE). W tym miejscu zgoda. Różnica między federalistami takimi jak Duff a zwolennikami większej samodzielności państw narodowych polega jednak na tym, że ci drudzy groźbę rozpadu Unii (a w skrajnym przypadku nawet konfliktu zbrojnego) widzą właśnie jako reakcję na nadmierną centralizację i próbę sztucznego stworzenia superpaństwa europejskiego. I to takiemu kierunkowi sprzeciwiają się zwolennicy wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Uważają, że Unia doszła już do ściany. A kolejne kryzysy – od strefy euro po problem z imigrantami – pokazują, że centralnie sterowana „polityka jedności” (która w rzeczywistości jest nierzadko realizacją interesów najsilniejszych państw) zamiast naprawdę integrować, prowadzi do coraz większych napięć i podziałów. Czy zatem potencjalne wyjście Wielkiej Brytanii oznaczałoby początek końca pokojowo współpracującej ze sobą Europy? Czy też przeciwnie – Brytyjczycy paradoksalnie uratują jedność europejską, pokazując, że możliwa jest współpraca gospodarcza i polityczna bez próby tworzenia federacji europejskiej?

Jest alternatywa

Brexit (gra słów: Britain i exit – Brytania i wyjście) z dnia na dzień zyskuje zwolenników, co sprawia, że wynik referendum (możliwy termin to koniec czerwca tego roku) jest mocno nieprzewidywalny, ze wskazaniem jednak na opcję „exit” – wychodzimy. Wszystkie próby zatrzymania Wielkiej Brytanii, poprzez obietnicę zmniejszenia zobowiązań na przykład w sprawach socjalnych wobec imigrantów, to tylko potwierdzenie ze strony unijnego mainstreamu: jest możliwa europejska jedność bez całej tej biurokratycznej machiny, narzucania limitów, „kwot” i innych urzędniczych wynalazków, które tak naprawdę dławią, a nie pogłębiają europejską jedność.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie