Pomiędzy Warmią i Mazurami

Powiat bartoszycki od powiatu warszawskiego dzieli 260 kilometrów i 375 miejsc w rankingu jakości życia. Warszawski zajmuje w nim 2. miejsce, bartoszycki jest piąty od końca, czyli 376.

Każdego dnia z Warszawy do Bartoszyc wyjeżdżają dwa autobusy. Najwięcej podróżnych jest w piątki po południu. – Pani też do Bartoszyc? – dziwi się młody człowiek. – A po co tam jechać? Chyba żeby zobaczyć jedyny w Polsce północno-wschodniej powiat, w którym wygrał Komorowski. Toż my nawet Polską C nie jesteśmy. Takie zatyle, że strach. Wszyscy nas mają w… głębokim poważaniu, i rząd, i prezydent, i marszałek też zresztą. Bo my nie leżymy ani na Warmii, ani na Mazurach. Warmia i Mazury... Bartoszyce mają nieszczęście leżeć w owym „i”. Ja jeżdżę dwa razy w miesiącu, do rodziny. Pracuję w ekipie budowlanej w Warszawie. Wylewamy posadzki, układamy glazurę, kładziemy podłogi. W Warszawie dużo ludzi z Bartoszyc pracuje. Na zarobki nie narzekam, na pewno niższe niż w Anglii lub Niemczech, gdzie mam kolegów, ale ja częściej niż oni jestem w domu.

Nazewniczy bigos historyczny

Okazuje się, że coś z tym „i” jest na rzeczy. Jerzy Necio, historyk, znawca dziejów Prus Wschodnich, jest zdania, że powiat bartoszycki to ani Warmia, ani Mazury. Według niego ziemię tę można raczej określić jako Natangię i Barcję. Te egzotyczne nazwy to pamiątka po dawnych mieszkańcach, którzy w połowie XIII w. wywołali dwa największe, utopione we krwi, powstania antykrzyżackie. Mało kto wie, że urodzony na terenie powiatu bartoszyckiego wódz Natangów Herkus Monte był pierwowzorem Konrada Wallenroda. Wielcy tego świata rzeczywiście omijali Bartoszyce. Wyjątkiem było spotkanie króla Prus Wilhelma III z carem Rosji Aleksandrem I  w 1807 r. Władcy podpisali wtedy antynapoleoński traktat. W czasie I wojny światowej w Bartoszycach mieściła się siedziba niemieckiego feldmarszałka Paula von Hindenburga.

Po wojnie miasto znalazło się w granicach Polski. Niedaleko, o niecałe 20 km, wyrosła nowa granica – z ZSRR, a ściślej mówiąc, z obwodem kaliningradzkim. Dotychczasowych mieszkańców deportowano, jednych do Niemiec, innych do Kraju Rad. Na ich miejsce przybyli osadnicy z Wileńszczyzny i Mazowsza. W 1947 r. dołączyli do nich przymusowi przesiedleńcy z akcji „Wisła” – Ukraińcy, Łemkowie, Bojkowie. Pozostawali pod szczególnym nadzorem władz. Pamiątką po tamtych czasach są nazwy ulic, na wskroś patriotyczne, jak w większości miast na Ziemiach Odzyskanych. W samym centrum poza placem 3 Maja jest ulica Ofiar Oświęcimia, gen. Józefa Bema, Ludwika Mierosławskiego, Romualda Traugutta, ks. Józefa Poniatowskiego, Janusza Korczaka, Adama Mickiewicza, Władysława Andersa, Wincentego Witosa, Emilii Plater – absurdalnie skrzyżowanej z ul. Karola Marksa. Prawdziwy bigos historyczny.

Ulica Wojska Polskiego – 20. Bartoszycka Brygada Zmechanizowana

Duma miasta – 20. Bartoszycka Brygada Zmechanizowana – ma siedzibę w zabytkowych koszarach. Jest pożądanym pracodawcą. Wynagrodzenie zaczyna się od  3 tys. zł netto – tyle zarabia zawodowy szeregowy. Żołnierze z Bartoszyc biorą też udział w misjach zagranicznych, a te są bardziej atrakcyjne nie tylko pod względem finansowym. – Chętnych do zawodowej służby nie brakuje – mówi mjr Dariusz Osowski z sekcji wychowawczej. – Mamy jednak wysokie wymagania i nie wszyscy chętni przechodzą wstępne kwalifikacje. Bierzemy tylko najlepszych. Jednym z zadań sekcji wychowawczej jest kultywowanie tradycji jednostki. Sala tradycji w garnizonie w Bartoszycach zajęła II miejsce w ogólnopolskim przeglądzie. Chorąży Mikołaj Błogosławski pokazuje stare kroniki, zdjęcia, ręcznie spisane wspomnienia dawnych żołnierzy jednostki, pamiątkowe dokumenty. – A mamy tu jeszcze takie coś, proszę za mną – mówi z tajemniczą miną i prowadzi do dużej sali, w której jak na apelu stoją stare radia, gramofony, magnetofony, projektory filmowe.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie