Ryzykant Mieszko

O okolicznościach nawrócenia Mieszka I na chrześcijaństwo, z historykiem Philipem E. Steelem rozmawia Jakub Jałowiczor.

Jakub Jałowiczor: Każdy absolwent podstawówki wie, że Mieszko I przyjął chrzest w sojuszu z Czechami z powodu zagrożenia ze strony Niemców. Z Pana książki wynika coś zupełnie innego.

Philip E. Steele: Nie przyjmuję tych popularnych tez. Nie ma powodu wierzyć w lęk Mieszka przed Niemcami. Profesor Gerard Labuda z takiej tezy kpił. Profesor Jerzy Strzelczyk podkreśla, że polityka cesarza Ottona I była skupiona na papiestwie i na południu Europy. W latach 60. X w. Niemcy raczej ignorowali wschód, m.in. dlatego mamy tak mało pisanych źródeł o państwie Mieszka. Zwrot Drang nach Osten powstał dopiero w XIX wieku. Między Niemcami a państwem Mieszka leżało Połabie, które pozostawało pogańskie jeszcze 200 lat po chrzcie księcia Polan. Zatem nie było przymusu ze strony Niemców w latach 60. X wieku. Zresztą musielibyśmy także zakładać, że kraj chrześcijański nie atakuje innego kraju chrześcijańskiego. To nonsens.

A sojusz z Czechami? Chrzest nie był do niego potrzebny?

Dobrawa wyszła za Mieszka rok przed chrztem. To nie było tak jak ze ślubem Jadwigi z Jagiełłą, gdzie przejście na chrześcijaństwo stanowiło warunek.

Czyli normalne było to, że chrześcijańska księżniczka wychodziła za poganina?

Dokładnie tak. Sprawdzały się zresztą często słowa św. Pawła, według którego mąż uświęca się dzięki wierze żony. Klotylda była chrześcijanką, gdy wyszła za władcę Franków Chlodwiga. Od biskupa Remigiusza i Grzegorza z Tours wiemy, że namawiała go na chrzest. Chlodwig bardzo długo się zastanawiał, zanim się zgodził. Inny przykład: Berta i Ethelbert, król Kentu z końca VI wieku. Zgodził się on na chrzest po latach małżeństwa.

A więc Dobrawa była tą osobą, dzięki której Mieszko się nawrócił?

Przed czasami Mieszka ziemie Polan były nietknięte chrześcijaństwem. Misjonarze błądzili po całej północnej Europie, ale nie mamy śladów pisemnych ani archeologicznych, że chociaż jeden trafił tutaj. Mieszko grał przed orkiestrą. Jeżeli nawet „król na Wiślech”, o którym wspominają źródła, był ochrzczony, to zjawisko to było efemeryczne, a jego ziemie leżały równie daleko od Gniezna, Poznania i Kalisza jak sama Praga.

Wróćmy do Dobrawy.

Kronikarz Thietmar pisał o jej zasługach, i to dość obszernie. Gall Anonim także, choć bardziej pobieżnie. Prawdopodobnie przekonywała Mieszka w duchu tego, co dziś nazywamy religijnością empiryczną. W tamtych czasach ludzie potrzebowali dowodów, że Bóg jest mocniejszy od bożków, że np. pozwoli na zniszczenie świętego dębu, jak to zrobił św. Bonifacy u Germanów. Dobrawa mogła mówić: twoje wojsko będzie niezwyciężone, nie bój się buntu dostojników, bo Bóg będzie po twojej stronie. Tak sądzę.

Społeczeństwo nietknięte misjami, przywiązane do swojej religii i guseł. Władca przechodzi na nową wiarę. Jak reagowali poddani?

To, że Mieszkowi się udało, to ewenement. Władcy, którzy przyjmowali chrzest, nieraz zostawali wygnani albo zabici wraz z rodziną. Duński władca Harald Klak przyjął chrzest pod okiem cesarza Ludwika Pobożnego, syna Karola Wielkiego, więc cała potęga ówczesnego świata była po jego stronie. A jednak zaraz potem został wygnany z kraju i Duńczycy pozostali poganami aż do lat 60. X wieku. Decyzja Mieszka, by przyjąć chrzest, była ryzykowna, nawet ryzykancka. Należało bać się buntu ze strony kapłanów, wojska, starostów grodów. Z socjotechnicznego punktu widzenia Mieszko zrobił rzecz nonsensowną. Powinien był raczej wprowadzić jakiś synkretyzm. Istniała taka tradycja wśród Słowian. Bogowie o kilku twarzach, jak Trygław czy Światowid, najprawdopodobniej powstali, gdy po zjednoczeniu różnych plemion dodawano swoich bogów do wspólnych totemów. Jednak Mieszko nie patrzył socjotechnicznie. Musiał wierzyć, że Bóg go uchroni przed zemstą dawnych bogów. Najwyraźniej był też niezwykle sprytny, jeśli chodzi o politykę wobec drużyny, wojska. Do tego był szczęściarzem, bo od razu po chrzcie zaczął wygrywać, jak z niemieckim władcą Wieletów Wichmanem w 967 roku. W 963 r. z nim przegrał.

Jak wierzył władca Polan?

Thietmar chwalił Mieszka jako chrześcijanina. A przecież potępiał pozostałości pogaństwa u innych. Pisał na przykład, że Gejza, ojciec Stefana Węgierskiego, nawet po chrzcie czcił po kryjomu bóstwa pogańskie. U Mieszka Thietmar o niczym takim nie wspomina. Także Brunon z Kwerfurtu pisze o autentycznej wierze władcy Polan.

W pierwszej połowie XI w. wybucha w Polsce reakcja pogańska. W czasach Mieszka I takich buntów nie było?

Wszystko wskazuje na to, że nie. W 967 r. Mieszko wygrał z Wichmanem, z którym wcześniej przegrał. Łatwo wyobrazić sobie Mieszka, który na pobojowisku trzyma wysoko krzyż i mówi: mamy Boga po swojej stronie, jesteśmy teraz mocniejsi! Dodałbym do tych domysłów, że pewnie dopiero wtedy mogły się zacząć masowe chrzty.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie